Zburzony plan

Zawsze byłam osobą, której wydawało się, że wszystko musi być po mojej myśli i kiedy okazało się, że mam problemy z zajściem w ciążę byłam tym ogromnie zaskoczona. Spadło to wtedy na mnie jak grom z jasnego nieba.  Żyłam, według „idealnie” poukładanego planu, więc myślałam, że w ciążę także zajdę wtedy, kiedy będę chciała. Planowałam wziąć ślub, a potem w niedługim czasie  urodzić dziecko. Bóg był gdzieś tam daleko w tle i za bardzo nie liczyłam się z Jego zdaniem. A tutaj nagle okazało się, że nie mogę zrealizować mojego planu na życie. Cały czas żyłam w przeświadczeniu, że wiem najlepiej, co jest dla mnie dobre, a okazało się, że to Pan Bóg decyduje kiedy, w jakim czasie i co jest dla nas najlepsze.

W ciążę zaszłam dopiero po czterech latach odkąd zaczęłam starać się o dziecko.  Już przed ślubem miałam problemy zdrowotne, ale potem nasiliły się  zaburzenia hormonalne, a także pojawiły się cysty. Wtedy zaczęłam moje „pielgrzymowanie” od lekarza do lekarza. Byłam u różnych specjalistów, aż trafiłem do lekarza w Katowicach, który stwierdził zespół policystycznych jajników. Zaczęłam intensywne leczenie, aż po około okresie dwóch lat doktor nie widział już przeciwwskazań, a ja nadal nie miałam dziecka! To wszystko działo się na zewnątrz, z medycznego punktu widzenia, ale jeszcze więcej dokonywało się w moim wnętrzu i w życiu duchowym.

„Zrzuciłam ciężar i odnalazłam Miłość”

Borykając się z niepłodnością w pewnym momencie odczułam, że nie jestem w stanie nieść tego ciężaru sama i wtedy, jak to zwykle bywa, gdy doświadczamy własnej bezradności, zaczęłam szukać Boga.  Kiedy  odczułam własną bezsilność i że coś wymyka mi się z rąk, nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Pragnęłam mieć pełną rodzinę, a tutaj bezskutecznie czekałam na poczęcie pociechy i moje marzenia się nie spełniały, co powodowało we mnie coraz większe załamanie.  Jednak już wtedy postanowiłam razem z moim mężem, że nie będziemy szukać „alternatywnych” dróg i działać przeciwko Bogu poddając się in vitro, ale razem z Nim będziemy współpracować, zdając się na Jego wolę. 

Jednocześnie pomimo tego, że okres oczekiwania na dziecko był trudny, to był to wyjątkowo ważny i owocny czas dla mnie. Byłam przyparta do muru. Musiałam zaufać Bogu. Już nie potrafiłam nic sama zdziałać.  Nie od razy się nawróciłam, ale stopniowo zwracałam się w stronę Boga. Przede wszystkim przeszłam niesamowitą lekcję pokory, ponieważ nie było „po mojemu”, ale musiałam zgodzić się, że pewne rzeczy muszę przerzucić na Boga i zgodzić się z Jego wolą.  I wtedy w końcu stwierdziłam, że nic za wszelką cenę. Jednocześnie połączyła nas z mężem wspólna modlitwa o dziecko.  Wcześniej nigdy  razem żeśmy się  nie modlili. W tym czasie natomiast Jeździliśmy na msze z modlitwą o uzdrowienie, modlitwy wstawiennicze, do przeróżnych sanktuariów… Czekaliśmy i modliliśmy się.

„Bóg jest wierny swoim obietnicom”

Te cztery lata trwały dla mnie bardzo długo. I czasami przeżywałam ogromną walkę, ponieważ  wciąż zmagałam się ze swoim słabościami i z doskwierającą mi niepłodnością . Na dodatek w międzyczasie zaszłam w ciążę pozamaciczną. Od razu zaczęło kołatać się we mnie pytanie „dlaczego” to mnie spotyka, po tym jak zaczęłam regularnie przystępować do sakramentów. Było to dla mnie bardzo trudne, ale nie załamałam się. Wiedziałam, że dalej muszę ufać, wierzyć, że ten cud się zdarzy, a  teraz jest czas próby, który muszę przetrwać. I niedługo potem trafiliśmy na modlitwę wstawienniczą, w której usłyszeliśmy obietnicę, na którą tak długo czekaliśmy: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a otworzą wam”. I za pół roku zaszłam  ciążę! To słowo poznania, dało mi nadzieję, że Pan Bóg spełni swoją obietnicę i odpowie na moje modlitwy. I w końcu poczęła się nasza kochana córeczka! 

Później wielokrotnie zadawałam sobie pytania, dlaczego mnie to spotkało, o co było to cierpienie oczekiwania. I teraz wiem, że jakbym zaszła od razu w ciążę, gdyby te moje plany się zrealizowały, to pewnie bym się nie nawróciła, a do kościoła chodziłabym dla „świętego spokoju”, spełniając swój religijny obowiązek. A przez to doświadczenie spotkałam żywego Boga, który czyni cuda! Zmieniło się moje myślenie, otrzymałam nowe spojrzenie na życie, jakby Ktoś przywrócił mi  wzrok. I  nauczyłam  się pokory, bo człowiek z natury jest pyszny i myśli, ze musi mieć to, co chce i to od razu, natychmiast, a jego plany na życie wydają mu się najlepsze.

To wszystko także wyciszyło mnie. Musiałam zatrzymać się w swoim życiowym biegu. Teraz na pewno jestem spokojniejszą osobą, mam więcej pokoju w sercu,  łatwiej przyjąć mi wolę Pana Boga, pomimo tego, że czasami pojawiają się różne trudności. Jednym z takich najtrudniejszych przeżyć od tego czasu było poronienie kolejnego maleństwa. Po urodzeniu pierwszego dziecka chciałam mieć jeszcze drugie. I udało mi się zajść po raz drugi w ciążę…. jednak poroniłam. To był kolejny cios, ale postanowiłam „postawić” na  zaufanie Bogu. Nie zawiodłam się. Teraz mam już dwoje uśmiechniętych pociech.  

Dzisiaj jestem tym bardziej wdzięczna Bogu za dzieci, codziennie za nie dziękuję, bo wiem, jakim są cudem podarowanym mi przez Boga! Chwałą Panu!

Kasia

Oprac. Natalia Podosek