W swoich utworach poruszacie tematykę patriotyczną. To nie są popularne treści. Wielu artystów omija szerokim łukiem takie zagadnienia, widząc, iż na nich się po prostu nie wypromują.

 

To nie jest istotne czy coś jest popularne. Przekaz powinien być ważny, a nie da się tego osiągnąć stawiając na błahe tematy. Piosenek o miłości, śpiewania o tym kto kogo zdradza – jest tysiące. My używamy mikrofonu po to, aby mówić o rzeczach istotnych. W tym celu powstał Full Power Spirit, aby niepatrząc na to co jest popularne i co przynosi splendor, przekazywać coś ważnego. Zwłaszcza, że właśnie takie tematy warto poruszyć. Dlatego nie tylko nagrywaliśmy o ks. Blachnickim czy ks. Jerzym Popiełuszce, ale również o całej generacji młodych Polaków. W tytule utworu "Pokolenie JP2" specjalnie dodaliśmy na końcu znak zapytania. Chcieliśmy niejako podsumować te kilka lat od śmierci Papieża i sprawdzić, czy udźwignęliśmy spuściznę, którą nam pozostawił. W końcu samo określenie pokolenia i przypisanie go do Jana Pawła II do czegoś nas zobowiązuje.

 

Właśnie, jako pokolenie JP2 unieśliśmy brzemię tego określenia? Jaki jest natomiast twój osobisty pogląd – zrozumieliśmy spuściznę Jana Pawła II?

 

Sama nazwa „pokolenie JP2” jest bardzo dobra i prawdziwa. Ty i ja żyliśmy w tych czasach. Słuchaliśmy Papieża, zachwycają się jego czysto ludzką działalnością, oddaniem, poświęceniem, otwartością na młodych. Zachwycaliśmy się jak po prostu stał w oknie i do nas machał, brał dzieci na ręce. I całą masą innych rzeczy. Natomiast to nie ten zachwyt decyduje o tym, że nazywa się generację pokoleniem JP2. Nie to, że śpiewaliśmy mu „100 lat” czy „zostań z nami” przy każdej pielgrzymce. Wpływ na to miał fakt, czy my naprawdę korzystaliśmy na tym co mówił i czy naprawdę go słuchaliśmy. Jan Paweł II ciągle zwracał uwagę na te sprawy, które nigdy nie tracą na wartości. Jemu udawało się przekładać słowo na czyn. Wcielał w życie to o czym mówił.

 

Ostatnio "odpadła" obywatelska ustawa o ochronie życia od poczęcia. Jak zapatrujesz się na taki kwestie związane z aborcją?

 

W utworze „Jestem” trochę odnoszę się do tego tematu. Ja uważam, że są rzeczy nad którymi możemy dyskutować, spierać się o nie i w nie ingerować. Kwestia życia do tych spraw ewidentnie nie należy. Życie nie należy do nas. To Pan Bóg dał nam to życie i jest ono jego darem. To On nam to życie zabierze kiedy uzna, iż nadszedł taki czas. To nie jest coś nad czym można się zastanawiać, czy uczynić z tego element targów politycznych w kampanii wyborczej. Kwestia życia i szacunku do życia, z mojego punktu widzenia jest sprawą bezwzględną. Full Power Spirit mówi jednym językiem, jedność w przekazie jest naszą domeną, więc nie jest to tylko mój osobisty pogląd.

 

„10 lat w 80 minut” nazywacie debiutancką płytą, a przecież funkcjonujecie na scenie od dłuższego czasu...

 

Na świecie jest mnóstwo zespołów, a każdy z nich ma jakąś drogę artystyczną. Nasza, jest o tyle niezwykła, że nie znam drugiego zespołu, który by wydawał debiutancką płytę na 10 urodziny. Dlaczego ten album powstaje dopiero teraz? Intensywnie korzystaliśmy z tego czasu. Robiliśmy całą masę różnych rzeczy. Zagraliśmy ponad 930 koncertów. Mimo, że nie jesteśmy topowym mainstreamowym zespołem to nie narzekaliśmy na brak zajęć. Okazuję się, że jak chcesz coś robić i chcesz za czymś iść, a przy tym poprosisz Pana Boga, aby pobłogosławił taką drogę - to On nie jest na to głuchy. Jesteśmy tego przykładem. Przez te barwne 10 lat nagraliśmy dwa projekty: „Hip-hop Dekalog” i „8 Błogosławieństw”. Specjalnie wspomniałem o projektach, a nie autorskich płytach – było na nich sporo gości i nie chcemy przypisywać sobie ich pracy. Teraz uderzamy z własną płytą, wychodzi na to, że... debiutancką (śmiech).


/

 

Na „Dekalogu” mogliśmy posłuchać różnych gości, w tym legend naszej sceny takich jak np.: Vienio i Pelson. Nie myśleliście o tym, aby na "10 lat" zaprosić takich gości?

 

Nie było takiej koncepcji. Debiutancka płyta to jest prezentacja nas samych. Nie jestem zwolennikiem tego, aby debiutancki album była prezentacją gości. Na siłę podpieraniem się autorytetami. Na pewno są to bezwzględnie wielkie postacie naszej sceny. Natomiast to my, jako zespół musimy wyrobić swoją markę. Jako twórcy musimy wyrobić własny autorytet, a płytą zawalczyć o słuchacza. Aby dotrzeć z ważnym przesłaniem. 

 

 

Jesteście już 10 lat na scenie. Jak przez ten czas odbierało was środowisko? Oczywiście, ilu artystów tyle punktów widzenia – na tym polega hip-hop, ale można określić to pewnym środowiskiem, które potrafi krytycznie ocenić różnych twórców.

 

Pytanie: co ma na celu ten, który ocenia? Nie skupiam się na krytyce tych, których jedynym celem jest gnoić czy podcinać innym skrzydła. Ludzie, których jedyną frajdą życia jest burzyć - to grono, którego zdania nie biorę do siebie. Jak najbardziej natomiast liczę się z konstruktywną krytyką. To środowisko nigdy nie skreśliło nas na starcie. Może nie zawsze witali nas z otwartymi ramionami, ale wtedy zadawałem sobie pytanie: dlaczego? Może po prostu nasz rap nie był na tyle dobry, by się nim zachwycać. Właśnie płytą „10 lat w 80 minut” chciałbym pokazać nasz muzyczny progres. Słuchacze pamiętający nasze pierwsze nagrywki, będą mieli porównanie. Jeśli w środowisku, ktoś stawia znak zapytania nad naszą muzyką to jest to po prostu mobilizacja do dalszej ciężkiej pracy. To jak się przykładamy do muzyki jest bardzo ważne. Wszystko co robimy ma przysparzać chwałę Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu a nie… chałę. To również jest motorem napędowym naszej działalności.

 

Pewien celebryta Adam Darski ps. Nergal podarł Pismo Święte. Sąd stwierdził, że nie mogło to urazić uczuć religijnych. Jak oceniasz całą sprawę?

 

Trochę przekornie zapytam: a gdyby podarł Koran? Nie potrzebna by była żadna sprawa sądowa. Po prostu by do niej nie doszło, ponieważ nie byłoby kogo sądzić. I zająłby się tym nie sąd a ludzie. My jednak nie jesteśmy muzułmanami i nie zrozum mnie źle. Chrześcijaństwo opiera się na miłości i szacunku. Nie da się, jednak ukryć, że trochę nieumiejętnie z tego określenia korzystamy skoro dajemy się kopać i sobą pomiatać. Przecież nie oto tutaj chodzi. Trzeba zawalczyć o swoje i tego bronić. To są naprawdę bardzo istotne sprawy. Dla chrześcijanina nie ma ważniejszej księgi niż Biblia. Nergal w bardzo dobitny sposób to zbezcześcił. To nie było tak, że nie miał pod ręką innej książki. Chodziło mu o wyrażenie konkretnej pogardy i nienawiści dotykającej konkretnego przesłania i wartości. 

 

Full Power Spirit ma jakąś misję?

 

Chcemy pokazać, że ewangelia i chrześcijaństwo to dzisiaj nie jest powód aby nosić głowę spuszczoną do dołu i się tego wstydzić. Jestem jeszcze młody, a przynajmniej tak się czuję, i uważam że można być młodym człowiekiem, żyjącym w realiach współczesnego świata, dla którego jest Jezus jest kimś istotnym i to nie skazuje nas na społeczną alienację. Będąc chrześcijaninem, kierując się takim a nie innym systemem wartości, możemy bawić się i nakręcać pozytywną energią. Chwytamy za mikrofon, aby nieść Dobrą Nowinę.

 

Dzięki za wywiad

 

Dzięki

 

Rozmawiał Michał Zawisza Bruszewski

 

/