Dziś także miliarder jest wymieniany jako potencjalny przeciwnik Baracka Obamy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.
***
„Jeśli musisz używać viagry, to znaczy, że to nie ta kobieta” - powiedział przed poślubieniem swojej o 24 lata młodszej, trzeciej z kolei żony, Donald Trump. Ten multimiliarder bez przerwy szokuje opinię publiczną w USA. Drażni, wkurza, doprowadza do zazdrości, furii ale również i podziwu miliony Amerykanów, którzy chcą być tacy jak on. Trump jest nie tylko potentatem na amerykańskim rynku nieruchomości, ale również można go zaliczyć do czołówki celebrytów i ikon popkultury. Teraz amerykańscy politolodzy zastanawiają się, czy wielka popularność Trumpa w sondażach przedwyborczych (przeskakuje w nich zarówno Tima Pawlenty’ego jak i Sarę Palin) może spowodować jego start przeciwko chwiejącemu się na nogach po kilku „knock downach” Barackowi Obamie. - Wierzę w Boga. Jestem chrześcijaninem. Biblia z pewnością jest tym „czymś” - powiedział Trump w „Christian Broadcasting Network's David Brody”. Wielu wątpi jednak w szczerość jego przemiany.
Król Midas krzyczy: „you’re fired!”
Donald Trump jest posiadaczem najbardziej prestiżowych nieruchomości w Nowym Jorku. Ma kilka luksusowych hoteli, kasyn i apartamentowców. Magazyn „Forbes” wylicza jego majątek na prawie 3 miliardy dolarów. Trump urodził się 14 czerwca 1946 roku, jako syn Freda Trumpa i Mary MacLeod. Jego ojciec również był nowojorskim deweloperem, jednak zajmował się głównie mieszkaniami klasy średniej. Donald już jako młodzieniec umiał robić spore pieniądze. Przez pięć lat pracował w biurze ojca na Brooklynie. Później zdecydował się spróbować własnych sił na Manhattanie, gdzie zdobywał kontakty w wyższych sferach społeczeństwa, co w późniejszym czasie zapewniło mu wielu klientów.
„Jego strategia to budowanie atmosfery luksusu i wyjątkowości wśród klientów. Do osób wynajmujących jego apartamentowce należą wyłącznie zamożni i sławni ludzie, którym nie przeszkadza, że Trump celowo zawyża wartość swoich nieruchomości, aby podnieść ich prestiż. Snobizm Donalda Trumpa doskonale sprzedaje się w Ameryce. Na początku lat 90-tych na rynku nastąpiła recesja, ceny akcji spółek kontrolowanych przez Trumpa dynamicznie spadły, a on sam znalazł się na krawędzi bankructwa i był zmuszony sprzedać większość ze swoich inwestycji. Jednak jakoś udało mu się uniknąć finansowej zapaści, a efektem całej sytuacji była książka «The Art of Comeback»” - czytamy w magazynie „Trend”.

„Jeżeli kładąc się spać, nie jestem mądrzejszy, niż wtedy, kiedy wstawałem rano, to zaczynam się niepokoić” - mawia dziś miliarder. Ta dewiza towarzyszy mu przez całe życie. Dziś Trump z ramienia stworzonej przez siebie „Trump Organization” zarządza ponad 100 firmami. Wśród zarządzanych przez niego nieruchomości znajduje się nawet prywatny uniwersytet ekonomiczny - „Trump University”. Po sukcesach na rynku nieruchomości miliarder postanowił pobawić się w gwiazdę telewizji. W 2004 roku w amerykańskiej telewizji rozpoczęto nadawanie programu „The Apprentice”. To biznesowe reality show stało się ogromnym hitem na całym świecie. Gwiazdą show był oczywiście sam Donald Trump, który spośród kandydatów wybierał jedną osobę, która dostanie pracę w jego firmie. Uczestnicy co tydzień dostawali inne zadanie do wykonania, a sam Trump eliminował najsłabszego z nich, wykrzykując w teatralny sposób: „You're fired!". Okrzyk ten stał się kultowym znakiem rozpoznawczym miliardera. - Dla mnie dotarcie do celu jest jednocześnie startem kolejnej wyprawy. Każdy sukces jest początkiem następnego - mówi Trump. Kolejną wyprawą „króla Midasa” stała się więc polityka.
Liberał, republikanin…

Zmienność poglądów politycznych Trumpa jest podobna do jego lubości w zmienianiu żon. W 2000 roku startował on jako kandydat na prezydenta z ramienia małej Partii Reform. Wówczas określał siebie jako biznesowego konserwatystę i socjalnego postępowca. Opowiadał się wówczas za umiarkowanymi podatkami i powszechną opieką zdrowotną. 11 lat temu Trump przekonywał również, że jest zwolennikiem aborcji, jednak uważał, że należy zabronić tzw. aborcji przez częściowe urodzenie. Jego zdecydowanie liberalne poglądy (w rozumieniu amerykańskim) powoli jednak skręcały w prawo. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że zaczęło się tak dziać, gdy pod swoje skrzydła przyciągnęła go Partia Republikańska. Już w 2004 i 2008 roku spekulowano, że może on być kandydatem prawicy w wyborach prezydenckich. Jego kandydatura była poważnie rozważana w wyścigu do fotela gubernatora stanu Nowy Jork. Trump nie krył się nigdy jednak ze swoimi poglądami w kwestii zmiany barw partyjnych. „Jestem niezależny. Mój głos idzie za osobą, a nie za partią. Glosuję zarówno na Demokratów jak i Republikanów” - mówił w wywiadzie kilka lat temu. Patrząc na listę polityków, których od 1990 roku wspierał finansowo, można wierzyć w jego zapewnienia. Na „liście płac” organizacji należących do miliardera byli z jednej strony John McCain, Rudolph Giuliani i George W. Bush a z drugiej Ted Kennedy, John Kerry, Joe Biden (obecny wiceprezydent USA) czy Hillary Clinton. Do tej pory Trump unikał więc mocnego i jednoznacznego ataku na polityków którejś z dwóch wielkich partii. Jego poglądy pasowały zarówno do prawego skrzydła Demokratów jak i lewego Republikanów. Jeszcze w 2008 roku potrafił zganić mającego fatalną prasę i schodzącego już ze sceny George’a W. Busha i wychwalać nowego bożka Amerykanów Baracka Obamę. Jednak jego krytyka mieściła się w jakichś ramach poprawności politycznej. Jednakże w ostatnich kilkunastu miesiącach Trump pokazał inną twarz i nawet jak na takiego ekscentryka zaskoczył swoich współobywateli.
…przeciwnik Obamy…

W 2000 Trump pisał w swojej autobiografii, że popiera prawo kobiet do decydowania o własnym ciele. „Gdy zapytano mnie, czy zabroniłbym aborcji przez częściowe urodzenie, to może poglądy pro-choice nie pozwoliły mi powiedzieć - tak. Jednak po obejrzeniu, jak ona wygląda i konsultacji z lekarzami, którym ufam, muszę stwierdzić, że teraz bym jej zabronił”. Jeszcze w 2009 roku Trump przekonywał, że kobieta powinna mieć prawo podjąć decyzję, czy zabić swoje nienarodzone dziecko. Teraz miliarder poszedł o krok dalej i opowiedział się w stu procentach za ochroną życia nienarodzonego. „Jednym z powodów mojego przejścia na stronę pro-life jest była opowieść mojego przyjaciela, którego żona zaszła w ciążę a on nie chciał tego dziecka. Opowiadając mi swoją historię płakał. Gdy zobaczył swoje odbicie w twarzy narodzonego dziecka zdał sobie sprawę, że doświadcza najpiękniejszej chwili w życiu. A to dziecko miało w ogóle się nie urodzić. Jak usłyszałem tę historię i wiele podobnych stałem się przeciwnikiem aborcji” - mówił kilka dni temu w CBS. Wielu Amerykanów nie dziwi jednak jego nagła zmiana poglądów w sprawie aborcji. Przekonują oni, że Trump wyczuł, iż kwestia aborcji i spraw obyczajowych jest coraz bardziej znacząca w amerykańskiej walce politycznej. Sondaże pokazują, że Amerykanie są coraz większymi przeciwnikami aborcji a ruch Tea Party, który na sztandarach ma walkę z cywilizacją śmierci, święci coraz większe triumfy. Na dodatek wielu polityków stanowych wypowiada otwartą wojnę przemysłowi aborcyjnemu w USA.
– Coraz więcej stanów zakazuje aborcji w ramach antyaborcyjnej wolnoamerykanki – powiedziała kilka dni temu Elizabeth Nash, rzeczniczka Guttmacher Institute, popierająca legalne zabijanie dzieci nienarodzonych. - Ten rok jest inny niż wszystkie – dodała w CNN. W zamieszczonym na stronach instytutu raporcie można było przeczytać, że w całych Stanach Zjednoczonych wśród rządzących polityków zaobserwowano większą niż dotąd „wrogość" wobec prawa do aborcji. Z dokumentu wynika, że 56 procent z ponad 916 projektów ustaw dotyczących zdrowia seksualnego i rozrodczości zgłoszonych w tym roku w 49 stanowych parlamentach zawierało zapisy antyaborcyjne. Dla porównania w poprzednim roku było to 38 procent. Raport zwraca też uwagę, że do końca marca w siedmiu amerykańskich stanach uchwalono 15 nowych ustaw ograniczających prawo do aborcji. Można więc podejrzewać, że miliarder chce się wpasować w mainstream prawicy. Jego główni konkurenci do nominacji z ramienia Partii Republikańskiej są znanymi od lat obrońcami życia. Również wiele organizacji pro-life od jakiegoś czasu intensywnie popiera Sarę Palin, Mike’a Huckabee oraz Mitta Romneya, którzy od lat mają skrystalizowane poglądy w kwestii zabijania dzieci nienarodzonych. Teraz do tej listy doszedł Tim Pawlenty. Trump musiałby ich przebić w swojej religijnej gorliwości. Trudno oczekiwać, że po sukcesie Tea Party Republikanie wystawią do walki z Obamą drugiego McCaina, który w kwestiach światopoglądowych pasowałby również amerykańskiej lewicy. Trump szybko więc zaangażował się w kampanię kwestionowania obywatelstwa Obamy i jego nieprawnym wyborze na prezydenta USA (amerykańska Konstytucja mówi, że prezydentem USA może być tylko osoba urodzona w USA). W programie „Good Morning America” Trump zaapelował do Obamy, by ten pokazał swój akt urodzenia opinii publicznej. Następnie miliarder zaczął poddawać wątpliwości chrześcijaństwo Obamy (chciałoby się rzec „tak zwane chrześcijaństwo”). „Ja mam akt urodzenia. Ludzie mają akty urodzenia. On go nie ma. A może ma, tylko boi się go pokazać, bo jest tam coś, co nie powinno ujrzeć światła dziennego. Może chodzi o jego religię? Może jest muzułmaninem? Nie wiem” - mówił Trump w „The Laura Ingraham Show”. Nagła ofensywa biznesmena przeciwko Demokratom, który przez lata przyjaźnił się z politykami każdej opcji, jest znamienna. Jednak czy na pewno chodzi tylko o walkę polityczną?
…i chrześcijanin?
- Jestem protestantem, prezbitarianinem. Przez lata miałem dobre relacje z kościołem. Religia to wspaniała rzecz. Moja religia jest wspaniałą religią - powiedział kilka dni temu Trump w wywiadzie dla „Christian Network”. - Chodzę do kościoła tak często, jak mogę. Zawsze w Boże Narodzenie i Święta Wielkiej Nocy oraz niedziele - dodał w tym samym wywiadzie. Jednak kwestia religijności Trumpa wzbudza kontrowersje nie tylko z powodu jego wcześniejszego poparcia aborcji czy związków gejowskich. Kilka lat temu „The Daily Telegraph” napisał, że Trump jest katolikiem. Natomiast w „Politics Daily” uznano go za członka Duch Reformed Church. Trump wziął jednak ślub ze swoją ostatnią żoną w „Kościele Episkopalnym Bethesda-by-the-Sea”, gdzie również ochrzczony został jego syn. Natomiast córka Trumpa z poprzedniego małżeństwa, Ivenka Trump, przeszła w 2008 roku na judaizm.
Wydaje się, że Donald Trump, który na co dzień jest na tyle wyniosły wobec ludzi, że nie podaje im ręki, chwali się swoimi pieniędzmi wydając miliony dolarów na własne wesele, prowadzi hulaszczy tryb życia i robi wszystko, by o nim jak najwięcej mówiono, wykorzystuje dziś chrześcijaństwo do walki politycznej. Wiele wskazuje, że tak jest w rzeczywistości. Jednak nie można zapominać, że to on wstawił się za modelką Carrie Prejean, gdy tej odbierano koronę Miss Kalifornii, za jej słowa afirmujące małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Naraził się tym samym wielu wpływowym środowiskom gejowskim i całemu Hollywood.
Gdy porównamy tabelę z poglądami Donalda Trumpa na najważniejsze kwestie dla amerykańskich wyborców z 2000 roku i teraz, to przekonamy się, że są one zupełnie od siebie różne. Dziś Trump szczyci się swoim sprzeciwem wobec małżeństw homoseksualnych, aborcji i ograniczania posiadania broni. Jest typowym amerykańskim konserwatystą. O tym, czy rzeczywiście przeszedł on nawrócenie - jak wielu amerykańskich milionerów i polityków - czy może jego obecne wypowiedzi to cyniczna próba zostania prezydentem, przekonamy się, jeżeli zostanie znaczącym politykiem Partii Republikańskiej. W nawrócenie George’a W. Busha również niewielu wierzyło, a był to prezydent, który stanowczo walczył z cywilizacją śmierci. Nawet jeżeli nic nie zostanie z „chrześcijańskiego Króla Midasa”, to przynajmniej można mieć nadzieję, że jego pieniądze pomogą przez jakiś czas w walce z zabijaniem nienarodzonych dzieci. A może jednak krzyknie do Obamy: „You’re fired!”?
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

