Przemyślenia Jarosława Wałęsy trudno uznać za szczególnie oryginalne. – Nad tematem związków partnerskich rozmyślałem już od dawna. I doszedłem do przekonania, że bycie katolikiem nie stoi w sprzeczności z chęcią unormowania w prawie związków partnerskich. Chrześcijaństwo to przecież religia miłości. A więc jeśli wierzymy w miłość, to dlaczego mamy kochającym się ludziom utrudniać spełnienie ich marzeń? – tłumaczy polityk w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Jarosławowi Wałęsie możemy powiedzieć tylko tyle, że chrześcijaństwo jest oczywiście religią miłości, ale miłość nie oznacza grzechu. Relacji między dwoma facetami nie sposób określić miłością, a jeśli dwoje ludzi różnej płci rzeczywiście się kocha to nie ma powodów, by nie zawarli związku małżeńskiego. Jeśli tego nie chcą, to zwyczajnie coś nie tak jest z ich miłością, czegoś się obawiają lub zwyczajnie nie są pewni swoich uczuć. Mają do tego prawo, ale – na litość Boską – nie określajmy miłością wygodnictwa i grzechu (a jako katolik Jarosław Wałęsa powinien wiedzieć, że każdy akt seksualny poza małżeństwem jest grzechem!). A już na pewno nie wykorzystujmy chrześcijaństwa do promowania rozpusty.

