Podczas jednej z ostatnich odpraw zamiast spodziewanych wskazówek związanych ochroną tajemnicy wojskowej, ostrzeżeń przed inwigilacją itp., żołnierze wysłuchali półgodzinnego wykładu na temat szkodliwości niektórych organizacji religijnych, stowarzyszeń i partii politycznych.

Jednym z największych zagrożeń dla armii są chrześcijanie nurtu protestantyzmu ewangelikalnego. To głównie niewielkie wspólnoty o luźnej hierarchii i uproszczonej doktrynie, aktywnie włączające się w  obronę podstawowych wartości chrześcijańskich. Ich działalność została określona jako „szkodliwa dla narodu” i „rozdzierająca kraj”. Podobną opinią cieszy się konserwatywna frakcja Republikanów, tzw. Tea Party, czy Amerykańskie Stowarzyszenie Rodzin, promujące biblijną wizję małżeństwa, rodziny i wychowania. Żołnierze zostali poinformowani, że przekazanie datku na którąś z tych grup będzie karane jako złamanie prawa regulującego odbywanie służby wojskowej.

– Amerykańska opinia publiczna powinna być oburzona tym, że U.S. Army uczy swoich żołnierzy, iż chrześcijanie i członkowie Tea Party stanowią największe zagrożenie i karze się ich za członkostwo lub wsparcie tych grup – uważa Michael Berry, były oficer biura prawnego piechoty morskiej (Marines JAG), obecnie pracujący dla Instytutu Wolności. Berry zapowiedział złożenie doniesienia o popełnieniu przestępstwa.

– Byłem zszokowany, nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Poczułem, że odebrano mi wartości, dla których obrony ryzykuję życie i poświęcam swój czas z dala od rodziny – opowiada jeden z żołnierzy, podkreślając przy tym, że wolność religijna, poglądów i przekonań to fundamenty na których opiera się demokracja Stanów Zjednoczonych.  – Moja pierwsza myśl była taka, że będę miał problemy z powodu chodzenia do kościoła. A co, jeśli wpłacę na programy charytatywne? A co, jeśli wesprę polityka Tea Party? – zastanawia się żołnierz.

Członkowie Sojuszu Kapelanów na Rzecz Wolności Religijnej i kilka innych organizacji walczących o przestrzeganie praw obywatelskich żądają osobistej interwencji szefa Pentagonu, Chucka Hagela.

Mimo, iż żołnierze posiadają kopie wyświetlanych slajdów, departament obrony zaprzecza ich informacjom. Zdaniem  rzecznika, armia nie prowadzi żadnej listy organizacji ekstremistycznych, a prezentowane materiały pochodzą z internetu. Dowództwo bazy Fort Hood poinformowało o wszczęciu dochodzenia, jednak odcina się od doniesień telewizji Fox News.

Z medialnych doniesień wynika, że antychrześcijańskie wystąpienia o podobnych charakterze zdarzają się w siłach zbrojnych coraz częściej. W kwietniu ub. r. w czasie odprawy rezerwistów chrześcijanie ewangelikalni i katolicy zostali zaliczeni do „religijnych ekstremistów”. Dowództwo tłumaczyło wtedy, że to „odosobnione nadużycie”. Tymczasem odnotowano już  dziesiątki doniesień o wskazywaniu organizacji chrześcijańskich i prorodzinnych jako „grup nienawiści”. – Jedyne wyjaśnienie zaangażowania armii w antychrześcijańską propagandę to celowe działanie administracji Obamy w celu zastraszenia żołnierzy i odseparowania ich od grup, które wspierają – uważa Tony Perkins, przewodniczący organizacji Rada Badań nad Rodziną.

ED/Nasz Dziennik