Upór, konsekwencja i ciężka praca to podstawy sukcesu w sporcie. Dobrze jednak jest mieć znacznie silniejszego od nas Sprzymierzeńca. Doskonale sprawdza się dewiza zaonu benedyktynów "Ora et labora"- módl się i pracuj.
Natalia Madaj, która wraz z partnerką z łódki, Magdaleną Fularczyk-Kozłowską, wywalczyła w Rio złoty medal w wioślarstwie, nie ma wątpliwości, Kto pomógł jej i koleżance "ozłocić" Polskę:
"Wszyscy modlili się za nas, żebyśmy miały dobrą pogodę, dobre warunki. I chyba wymodlili opiekę Chrystusa. W czasie każdego z naszych startów widziałyśmy w górze jego figurę. Ani razu nie schował się za chmurami i nad nami czuwał. Na treningach czasami znikał, ale na zawodach zawsze go widziałam, co było dla mnie ważne"-powiedziała reprezentantka Polski w rozmowie z dziennikarzami.
Walka była niezwykle ciężka, zaś warunki pogodowe- niekorzystne. Wiał niezwykle silny wiatr, jednak zawodniczki zdradzają, że były na to przygotowane i niejednokrotnie trenowały przed mistrzostwami w podobnych warunkach pogodowych.
"Bardzo się cieszę, że mimo tej fali, która nas znosiła, nie bałyśmy się zaryzykować. Szłyśmy va banque. Nie było tego widać, ale na starcie bardzo podbijało wiosła i można było nie trafić w wodę, ale to nas nie paraliżowało"- mówi medalistka.
Natalia Madaj jest wioślarką Bydgostii Bydgoszcz, a w swoim dorobku ma już dwa mistrzostwa Europy i srebro mistrzostw świata, zaznacza jednak, że najważniejszy jest złoty medal zdobyty w Rio.
"Nie liczy się nic, poza tym krążkiem, który wisi na mojej szyi. Jesteśmy spełnione. Los jest sprawiedliwy, wynagrodził naszą ciężką pracę"
JJ/źródło: wp.pl
