Felicia i Kevin mieli już córkę Chloe. Z niecierpliwością czekali na narodziny brata dziewczynki. Niestety, serce chłopca nie biło. Ciążę należało przerwać.

„Dostałam leki wywołujące poród. Byłam bardzo zdenerwowana. Podobnie jak mój mąż. Czułam się bardzo przygnębiona i przestraszona. W końcu rodziłam martwe dziecko”.

Ich syn, Kamden, był jeszcze w pęcherzu płodowym. „Pielęgniarki szybko go z tego pęcherza wyjęły i go wyczyściły. Tak bardzo chciałam go zobaczyć. Czułam, że mój słodki aniołek żyje” – opowiada matka.

Wspólnie z mężem zaczęli szlochać. Wówczas pielęgniarka spytała, czy chcieliby nadać mu imię. Przecież to był ich syn i brat ich córki. Pielęgniarki chciały zabrać dziecko w miejsce, w którym leżały inne poronione dzieci. Felicia zaprotestowała: „Powiedziałem jej:  Nie! On jest mój, a ja nie pozwolę mu odejść”. Maleńki chłopczyk spędził noc razem ze swoimi rodzicami.

Felicia dzieli się swoją historią, ponieważ chce, żeby inni, tak jak  i oni, widzieli w ich maleńkim 16-tygodniowym synku, człowieka. Kadmen był ich synem, ich dzieckiem. I choć dziś opłakują jego śmierć, to on przecież kilkanaście tygodni żył, zaistniał w ich rodzinie.

Kadmen obecny jest w sercu swojej mamy: „Nie ma dnia, żebym nie myślała o moim aniołku” – mówi Felicia.

Choć lekarze dawali jej niewiele szans na kolejne dziecko, Felicia i Kevin powitali na świecie córeczkę Aubree. Dziewczynka urodziła się pięć tygodni przed terminem, ale jest zdrowa.

„Pan Bóg miał plan na nasze życie. Jednym z tych planów był nasz maleńki, piękny synek”.

 

MT/LifeNews.com