W sejmowym stanowisku, które podpisał Radosław Sikorski, napisano że zawód lekarza wiąże się z ryzykiem „konieczności” działania wbrew swojemu sumieniu.
Cóż: nie będziemy polemizować z wykładnią polskiej Konstytucji według Sikorskiego. Jeżeli jest ona prawidłowa, to świadczy to tylko o tym, że Konstytucja jest dokumentem sprzecznym z Bożym prawem i należy ją jak najszybciej zmienić.
Bardziej zastanawia nas jednak wcielanie się Sikorskiego w rolę kogoś, kim nie jest. Marszałek Sejmu śmie bowiem oświadczać, co sumienie łamie, a co nie! Wbrew stanowisku Kościoła katolickiego, który powinien posiadać wyłączne prerogatywy do orzekania w podobnych przypadkach, Sikorski twierdzi, że „obowiązek informowania o możliwości uzyskania świadczenia u innego lekarza nie obciąża sumienia lekarza, ani go nie łamie”. Marszałek wywodzi następnie, że „pozyskanie informacji przez pacjenta niejako przenosi na niego odpowiedzialność moralną za dalsze działanie”.
Jakim prawem Radosław Sikorski mówi nam, co jest moralne, a co niemoralne? Czy z mocy nadania Platformy Obywatelskiej zasiadł na Tronie Piotrowym?
A może prezentuje po prostu wykładnię nowej, totalitarnej demoliberalnej religii, którą jego partia zamierza wcielać w życie zgodnie z wytycznymi brukselskich apostatów? Najwyraźniej tak właśnie jest: Sikorski ogłasza po prostu wszem i wobec „nową moralność”, która w swojej istocie jest całkowicie sprzeczna z prawdziwą moralnością głoszoną od wieków przez Kościół święty. Opinia Sikorskiego to najczystszy przykład na ohydę spustoszenia zrodzoną z rządów bezbożnych liberałów, głoszących prymat prawa ludzkiego nad Bożym.
Takiego doczekaliśmy się w wolnej Polsce Marszałka Sejmu.
Paweł Chmielewski
