Wszyscy dobrze wiemy, jak powinno wyglądać dzieciństwo każdego chłopca. Nosimy w sobie sielskie obrazy Tomka Sawyera i Hucka Finna, chłopców wymieniających się swymi skarbami, noszących proce w tylnych kieszeniach spodni, łażących po drzewach, budujących domki w ich koronach i oświadczających wzgardliwie, że „wszystkie dziewczyny są głupie”. Jeśli jesteśmy rodzicami synów, wiemy dobrze, jak wygląda chłopak przejawiający instynkty przywódcy, opiekuna i obrońcy, jak staje się bohaterem, pogromcą złoczyńców. Nawet kilkuletni chłopcy nie potrzebują żadnej zachęty, by wziąć kawałek patyka i używać go jako miecza bądź pistoletu.
Zarówno we własnym domu, jak i w moim gabinecie nie raz obserwowałam zachowanie chłopców, jakby żywcem wyjęte z książek Marka Twaina. Jednakże już zbyt długo oszukujemy samych siebie, twierdząc, że nie ma różnicy między chłopcami i dziewczynkami, i zmuszając dziewczęta, by były bardziej agresywne, mocniej skoncentrowane na współzawodnictwie i aby chętniej zajmowały się naukami ścisłymi z matematyką na czele. Wydaje się nam, że powinniśmy uspokajać zbyt żywych chłopców, by byli bardziej potulni i zgodni, no i żeby nie robili tyle hałasu. Oczywiście, jako kobieta lekarz gorąco zachęcam dziewczęta, by bardziej przykładały się do nauki przedmiotów ścisłych, jednakże przerabianie naszych dzieci na istoty, którymi nigdy nie miały być, przy pomocy manipulacji socjologicznych prowadzonych przez inżynierów społecznych, jest z gruntu złe. Chłopcy stają w obliczu jeszcze większych wyzwań niż dziewczęta, ponieważ na naszych oczach dokonuje się redefinicja ich potrzeb i cech osobowości.
Chłopcy i dziewczęta wnoszą w świat inne wartości. Musimy pozwolić, by chłopcy byli sobą, musimy rozpoznać wartość chłopięctwa i zrozumieć, jak my, rodzice, możemy pomóc swym synom wyrosnąć na dojrzałych, pewnych siebie i rozważnych mężczyzn. Tak, mówię o tych samych chłopcach, którzy z upodobaniem trzymają w kieszeniach żaby i zaskrońce, mają wiecznie zapiaszczone włosy i przeszłość obciążoną ciężkimi karami za zbite piłką szyby. Chłopcy robią często rzeczy, o których dziewczęta czy kobiety nawet by nie pomyślały – jednak ma to swoją wartość. Weźmy na przykład ośmioletniego Stasia, który mnie, lekarkę z dwudziestoletnim stażem, nauczył w końcu czegoś pożytecznego: jak zbudować pułapkę na niedźwiedzie.
– Najpierw, pani doktor, trzeba wykopać naprawdę głęboki dół. Musi być tak duży, żeby pani mogła się w nim cała zmieścić! – tu Staś rozłożył szeroko ręce, by pokazać wielkość dołu. – Potem do dołu trzeba nasypać dużo bardzo ostrych patyków. A potem warto go przykryć gałęziami – teraz jego ręce poruszały się szybko, łamiąc gałązki i rozkładając patyki.
– Wie pani, razem z Tomkiem kładziemy zawsze na wierzchu dużo liści i gałęzi. Wtedy niedźwiedzie nie wiedzą, gdzie jest ta pułapka. Staś, pełen dumy, opowiadał mi to wszystko z przejęciem, spytałam go więc, czy kiedykolwiek widział niedźwiedzia „na żywo”? Tylko kilka razy, stwierdził, może z osiem albo z dziesięć.

Mama Stasia zdziwiła się nieco, słysząc, że oczywiście niedźwiedzie pokazują się tylko w nocy. Niedźwiedzie potrzebują przecież dużo snu w dzień, gdy chłopcy robią te pułapki; poza tym w jego ogrodzie rośnie tylko kilka drzew, a niedźwiedzie mieszkają z reguły w dużych lasach.
Chłopcy z drugiej klasy[1] z zapałem budują w lasach pułapki na niedźwiedzie i zamieniają kanapy w salonie na pokłady bombowców, korzystając przy tym z pianki do golenia, by zaznaczyć pasy startowe lotniska. Czwartoklasiści z kolei detonują małe bomby zrobione z folii aluminiowej i siarki zdrapanej z zapałczanych główek. Wynudzają od rodziców zgodę na kupno pistoletów na kulki i strzelają z nich potem do żarówek, które pękają z ogłuszającym hukiem. Chłopcy z szóstej klasy próbują budować (i odpalać) rakietę kosmiczną, albo ścigają się gromadami na rowerach, dopóki nie padną ze zmęczenia, pękając ze śmiechu. Dlaczego? Ponieważ energiczni i zdrowi chłopcy lubią sprawdzać granice swoich możliwości fizycznych i umysłowych. To jest po prostu fajne. Lubią się siłować i grać w piłkę, lubią wymyślać stale coś nowego, zrobić jakiś wybuch, naprawić coś albo coś rozkręcić, aby dowiedzieć się, jak to działa – chcą stać się ekspertami od wszystkiego, począwszy od pułapek na niedźwiedzie aż po wyniki wszystkich meczów sportowych.
NASI CHŁOPCY SĄ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE
Dzisiaj jednak zdrowe, naturalne chłopięctwo jest przedmiotem zmasowanych ataków. Zagrażają mu nie tylko koncepcje edukacyjne, które dewaluują męskość i chłopięcość, lecz także szerokie zmiany społeczne: powszechne rozwody i znaczny wzrost liczby rodzin z jednym rodzicem[2], które pozbawiają chłopców niezbędnych kontaktów z ojcami, których potrzebują. Współczesna, toksyczna kultura nie tylko stanowi poważne zagrożenie dla chłopców, ale także jest bardzo niebezpieczna dla dziewcząt.
My, rodzice najlepiej wiemy, że współczesne chłopięctwo zmienia się – niestety na gorsze. Chcielibyśmy, aby nasi synowie byli tacy jak Staś, by budowali fortece z gałęzi i pułapki na niedźwiedzie. Nie chcemy, by całymi dniami strzelali do kosmitów, grając w gry komputerowe. Ciągle jeszcze pamiętamy, jak chłopcy chadzali na ryby i siedząc pod drzewem, marzyli o przyszłości. Teraz boimy się, że odgradzają się od nas swoimi iPod’ami ze słuchawkami na uszy i internetową pornografią. Jeśli dorastałeś w latach 60., 70. albo nawet 80. mogłeś bezpiecznie przeglądać sobie dostępne kanały w telewizorze, ponieważ sieci telewizyjne trzymały się pewnych standardów moralnych. Dzisiaj krzywimy się z odrazą, widząc, jak chłopcy zasypywani są tanimi, ordynarnymi dialogami i obrazami, które niosą złe wartości i degradują, czy wręcz gwałcą chłopięcą wyobraźnię. Nawet gdy oglądają mecz w telewizji, czujemy ściskanie w żołądku, wiedząc, że w przerwie meczu reklamy szybko poinformują ich o Viagrze, dysfunkcjach w erekcji i – z całą pewnością – o nieprzyzwoitych, starszych od nich kobietach. Na zewnątrz zajmujemy się naszą pracą i udajemy, że wszystko jest w porządku, jednak w środku przez cały czas wstrzymujemy oddech.
Przez ostatnie dziesięć lat psychologowie napisali całe tomy o problemach emocjonalnych, jakich doświadczają chłopcy; nauczyciele podnosili alarm, gdyż zarówno w szkołach podstawowych, jak i średnich chłopcy wypadają w nauce znacznie gorzej od dziewcząt: mają coraz słabsze wyniki na maturze, coraz mniej z nich kończy studia. W moim fachu – medycynie – pojawia znacznie mniej mężczyzn – kandydatów na lekarzy.
Amerykańska Akademia Pediatrii przypomina nam, lekarzom, o tym, jak ważna jest wczesna diagnoza autyzmu, ponieważ zachorowalność na autyzm bardzo wzrasta właśnie u chłopców. Odnotowujemy także gigantyczny wzrost zachorowań na ADHD[3] wśród chłopców. U dziewcząt nie odnotowuje się aż takiego wzrostu. W mojej ponad dwudziestoletniej praktyce nigdy nie widziałam tylu chłopców mających problemy z nauką, hiperaktywnością, wszechogarniającą nudą i depresją, jak przez ostatnie pięć lat.
W międzyczasie socjologowie wytworzyli ogromne ilości danych na temat społecznych skutków teorii „równości płci”[4], gospodarstw domowych z jednym rodzicem (zwykle jest to matka), niespotykanie wysokich współczynników rozwodów, nieobecnych ojców, gangów młodzieżowych, jak i ogromnych niebezpieczeństw stojących przed młodymi mężczyznami, którzy wychowują się bez opieki i wpływu własnego ojca.
Staliśmy się trochę nieczuli na dane statystyczne, jednocześnie bojąc się, że nasi synowie zostaną dołączeni do jednej z badanych grup ryzyka. Czy to możliwe, że akurat mój syn zostanie wyrzucony ze szkoły, zacznie się upijać albo brać narkotyki? Czy będzie poważnie myślał o samobójstwie (szokujące liczby mówią, że co dziesiąty chłopiec ma natrętne myśli samobójcze)? Albo też, broń Boże, będzie szedł przez szkołę i strzelał do wszystkich naokoło? Może będzie uczestnikiem wypadku samochodowego? Wiemy, że każdy młody kierowca może zachować się nieodpowiedzialnie za kierownicą i że wypadki samochodowe są główną przyczyną śmierci młodych ludzi. Wszystko, czego potrzeba do katastrofy, to paru źle dobranych kolegów i kilka piw.
Nie jestem ani psychologiem, ani nauczycielem, ani też socjologiem. Jestem pediatrą oraz matką, która słuchała, leczyła tysiące chłopców i się im przypatrywała. Rozmawiałam z rodzicami chłopców, którzy popełnili samobójstwo; ale widziałam też dzielnych chłopaków, którzy porzucali świat narkotyków i przemocy, podejmowali z sukcesem życie zawodowe i byli naprawdę szczęśliwi. Przez te lata kochałam i patrzyłam na całą masę chłopców, zarówno w dobrych, jak i trudnych momentach ich życia i zapewniam, że staję zawsze po ich stronie.
Czy nasi synowie są w niebezpieczeństwie? Czy to zagrożenie jest większe, niż w poprzednich pokoleniach? Tak, zdecydowanie tak! Jednak w przeciwieństwie do wielu psychologów, socjologów i nauczycieli sądzę, że problemy z chłopcami biorą się z trzech podstawowych źródeł: brak bliskich i dobrych relacji z innymi mężczyznami (szczególnie z ojcami), brak formacji religijnej oraz agresywny atak ze strony szkodliwych mediów, które uczą chłopaków, że kluczami do wspaniałego życia są: seks, seks plus jeszcze trochę seksu, a także bardzo dużo pieniędzy oraz sława.
Nauczyciele i politolodzy winą za te wszystkie problemy obciążają system edukacyjny i chcą go zmienić. Socjologowie winią narkotyki, alkohol i ubóstwo; żądają surowszych praw, jeszcze więcej opieki społecznej i ciekawszych możliwości pracy. Wielu psychologów uważa, że stłumiliśmy męskie emocje i że musimy być bardziej wyczuleni na to, w jaki sposób uczyć chłopców wyrażania gniewu i innych uczuć w sposób konstruktywny.
Z pewnością wszystkie te argumenty są ważne, jednakże nie biorą pod uwagę czegoś bardzo istotnego: otóż pomijają one chłopca, całą ludzką istotę, pełną życia i energii. Zbyt często patrzymy na chłopców w sposób fragmentaryczny. Jeśli mają problemy z koncentracją, wypisujemy odpowiednią receptę. Jeśli pojawiają się problemy z nauką, wynajmujemy korepetytora. Jeśli są słabi fizycznie, znajdujemy odpowiedniego trenera. Skupiamy się tak bardzo na szczegółach, że zapominamy, kim tak naprawdę są nasi synowie.
Musimy zechcieć zrozumieć, że nasi chłopcy nie potrzebują więcej nauki, więcej lekarstw, więcej pieniędzy czy też więcej zajęć dodatkowych. Oni po prostu potrzebują nas: ciebie i mnie. Potrzebują swoich rodziców, którzy zechcą zdecydowanie wejść w ich świat, zrozumieć ich myśli i korygować ich działania. Potrzebują ojców, którzy będą stale obecni w życiu swych synów i będą ich wnikliwie obserwować oczami szkolonych sokołów myśliwskich. Świat, w którym żyją nasi synowie, nie jest taki jak ten, w którym my żyliśmy. Wielu chłopców nie chce jeździć po ciemku na rowerze w obawie, że zostaną napadnięci.
Świat stał się dla nich bardzo nieprzyjazny. Możemy jednak działać na ich rzecz, możemy przywrócić im dzieciństwo i zmniejszyć presję, w jakiej żyją – nawet tę, która wydaje się dobra, jak na przykład konieczność dostania się na dobry uniwersytet – przez to, że damy im wolność bycia sobą: granie w koszykówkę, przeżywanie przygód w lesie, kartę do biblioteki, w której znajdą stare, dobre lektury.
Chłopcy potrzebują bezpiecznej przystani, ponieważ czyha na nich agresywny świat. Poniżej podaję kilka liczb obrazujących bieżącą sytuację chłopców w Ameryce:
EDUKACJA
- 21 proc. chłopców w przedziale wiekowym od pierwszej do piątej klasy jest sklasyfikowanych jako ci, którzy mają kłopoty z nauką (w tym problemy z wymową i problemy emocjonalne)
- ADHD występuje u chłopców siedmiokrotnie częściej niż u dziewcząt (od 8 do 10 proc. dzieci w wieku szkolnym ma zdiagnozowane ADHD)
- Maturę zdaje 65 proc. chłopców (72 proc. dziewcząt)
- Maturę zdaje mniej niż połowa Afroamerykanów (46 proc.) i połowa Latynoamerykanów (52 proc.)
- 56 proc. osób rozpoczynających studia stanowią kobiety, 44 proc. – mężczyźni
- 58 proc. osób kończących studia stanowią kobiety
DEPRESJA
- 12 proc. nastoletnich chłopców poważnie rozważało popełnienie samobójstwa
ALKOHOL
- 11 proc. nastoletnich chłopców przyznaje się do prowadzenia samochodu po alkoholu
- 27 proc. nastoletnich chłopców przyznaje się do intensywnego picia (ponad 5 drinków pod rząd)
- 29 proc. chłopców piło alkohol przed ukończeniem trzynastu lat
TYTOŃ
- 31 proc. chłopców pali tytoń
- 18 proc. chłopców paliło przed ukończeniem trzynastu lat
BROŃ
- 29 proc. nastoletnich chłopców przyznaje się, że nosi broń (pistolet, nóż albo kij bejsbolowy)
- 10 proc. nastoletnich chłopców nosi broń do szkoły
- 43 proc. nastoletnich chłopców w ostatnim czasie uczestniczyło w bójce
AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA
- 42 proc. białych chłopców, 57 proc. Latynoamerykanów oraz 74 proc. Afroamerykanów było aktywnych seksualnie przed ukończeniem szkoły średniej
- 8 proc. chłopców uczestniczyło w stosunku płciowym przed ukończeniem trzynastu lat
- 16,5 proc. chłopców uczestniczyło w stosunkach płciowych z więcej niż czterema partnerkami
ZDROWIE
- 16 proc. chłopców ma nadwagę
- 40 proc. chłopców nie uczestniczy regularnie w zajęciach z WF
Liczby te wydają się niepokojące, a jest ich znacznie więcej. W trakcie mojej praktyki medycznej lekarze przeszli od leczenia dwóch głównych rodzajów chorób wenerycznych do leczenia ponad trzydziestu nowych chorób przenoszonych drogą płciową: widzimy, że liczba zachorowań wzrasta jak podczas epidemii, szczególnie wśród osób młodych i bardzo młodych. Na przykład, co piąty Amerykanin powyżej dwunastego roku życia (i co drugi Afroamerykanin!) jest zarażony wirusem Herpes typu 2, a dziewięć na dziesięć zarażonych osób nie jest tego świadomych. Koszty leczenia tej epidemii widać nie tylko w gabinetach lekarskich, lecz także w ogromnej zachorowalności na depresję (20 proc. uczniów szkół średnich) i w zniszczeniu, jakie dokonuje się w charakterach młodych mężczyzn, a które z kolei prowadzi do różnych innych patologii.
JAK ODWRÓCIĆ BIEG RZECZY?
Życie każdego chłopaka zbudowane jest na potrójnym fundamencie: relacji z rodzicami, relacji z Bogiem i relacji z rodzeństwem oraz bliskimi przyjaciółmi. Jeśli wszystkie trzy elementy są odpowiednio silne, chłopak poradzi sobie z wyzwaniami studenckiego życia, z toksycznym wpływem współczesnej kultury i szkodliwym wpływem rówieśników. Odłóż na chwilę swe marzenia o osiągnięciach akademickich i sportowych syna, a pomyśl o nim przede wszystkim jako o osobie, o pewnej nierozdzielnej całości. Jak każdy z nas, on także posiada głęboko zakorzenione pragnienia i tęsknoty, które powinny być zaspokojone. Jeśli my, jako rodzice, nie odpowiemy na jego najgłębsze potrzeby, to jego charakter i decyzje zostaną ukształtowane przez inne, przypadkowe i niewłaściwe osoby. Najważniejszymi ludźmi w życiu każdego chłopca są jego rodzice. Tato, nie powinieneś więc czuć się bezsilny przy swoim synu, ponieważ nikt nie jest dla niego ważniejszy od ciebie.

Synowie muszą spędzać więcej czasu ze swoimi ojcami na rozmowach i wspólnej zabawie. Powinni mieć ograniczony dostęp do komputera na korzyść zabaw na świeżym powietrzu. Muszą wiedzieć, że Bóg istnieje i że życie ludzkie nie jest wynikiem przypadku. Drodzy ojcowie, chłopcy potrzebują i chcą korzystać z waszej mądrości, doświadczenia życiowego i dojrzałości. Zastanówmy się, od którego miejsca możesz zacząć.
Ustalcie priorytety
Chłopcy potrzebują mocnych relacji z rodzicami. Koniec i kropka. Każdy chłopiec, bez wyjątku, pragnie dobrych relacji ze swoją mamą i swoim tatą, ponieważ właśnie od was, rodziców zależy jego zdrowie fizyczne i emocjonalne.
Chłopcy spędzają dziś zbyt mało czasu ze swymi rodzicami i bardzo cierpią z tego powodu. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. W jednym z badań 21 proc. dzieci powiedziało, że chciałoby spędzać więcej czasu ze swymi rodzicami. Gdy jednak to samo pytanie zadano rodzicom ankietowanych dzieci, okazało się, że tylko 8 proc. z nich uważa, iż powinno spędzać więcej czasu z własnymi dziećmi. Jesteśmy tak bardzo zaabsorbowani codzienną gonitwą, że gubimy to, czego oczekują od nas nasze dzieci: więcej naszego czasu i skupionej na nich uwagi.
Nękani wyrzutami sumienia, podejmujemy próby nadrobienia i „zadośćuczynienia” straconego czasu i chcąc pomóc naszym synom, dajemy im często same złe rzeczy. Oni jednak nie potrzebują żadnych rzeczy, potrzebują nas; po prostu chcą być z nami, patrzeć, jak dajemy sobie radę w życiu, jak rozmawiamy, jak potrafimy słuchać, jak pomagamy innym i jakie podejmujemy życiowe decyzje. Każdy syn jest niejako czeladnikiem u swojego ojca i uczy się od niego nie tyle jego zawodu, ale przede wszystkim sposobu życia, myślenia i zachowania.
Chłopcy powinni patrzeć na swoich ojców, którzy są dobrymi ludźmi, którzy prowadzą uczciwe i prawe życie, aby mogli ich naśladować. Muszą widzieć ojców przy pracy, muszą widzieć, jak ustanawiają normy postępowania w życiu. Jeśli syn nie uzna i nie przyjmie autorytetu swojego ojca, będzie go szukał gdzie indziej: w Internecie, na Gronie, na YouTube albo u nieodpowiednich kolegów ze szkoły. Ojciec musi pokazać swemu synowi model mężczyzny, do którego chłopak będzie musiał się odnieść. Tego właśnie syn oczekuje od swego ojca: móc go podziwiać i być takim, jak on. Wymagania stawiane ojcom są wyjątkowo ciężkie, ale na tym właśnie polega ojcostwo. Nie jest to jednak aż takie trudne, jak się wydaje. Tak naprawdę potrzeba jednego: być dostępnym dla syna, dzielić z nim swój czas i pozwolić, by cię obserwował i uczył się od ciebie.
Pewnego razu dziesięcioletni Janek przyszedł do mnie na doroczne rutynowe badania. Jestem przekonana, że zdrowe relacje z rodzicami mają duży wpływ na ogólne zdrowie dziecka, dlatego od razu zapytałam go o jego relacje z ojcem.
– Jak idzie z tatą? – spytałam, zaglądając mu do ucha.
– Dobrze – odpowiedział krótko, jak to zwykle robią chłopcy w tym wieku.
– Co najbardziej lubisz robić wspólnie z nim?
– Cokolwiek. Chyba wszystko. Problem w tym, że tata ma nową pracę i jest ciągle bardzo, bardzo zajęty. – Janek ściszył głos.
– Przykro mi z tego powodu – powiedziałam. – Założę się, że ta nowa
praca jest ciężka także dla ciebie. Brakuje ci go bardzo, prawda?
– Na szczęście nigdzie nie wyjechał – przynajmniej to jest dobre. Jest więcej w domu, ale ciągle jest zajęty. Cały czas pracuje na komputerze. Nie cierpię tego, mama zresztą też. Narzeka na niego dużo, ale nie powinna przecież, wie pani. Tata po prostu robi to, co musi. Następnie Janek powiedział pełne chłopięcej mądrości słowa, które bardzo mnie zadziwiły.
– Wie pani, pani doktor, robiliśmy z tatą bardzo dużo rzeczy razem, gdy był w domu: rąbaliśmy drewno i tak dalej. Tata nie ma teraz na to czasu, ale to nie szkodzi. Mogę po prostu z nim być. Gdy idzie do dużego pokoju, aby pracować na komputerze, idę razem z nim. Odrabiam lekcje albo czytam, gdy tam jest, bo po prostu lubię być z tatą razem w tym samym pokoju. Ten dziesięciolatek dobrze zrozumiał, że ojciec ma wymagającą pracę; ojciec zaś wie, że najlepszą rzeczą, jaką w tej sytuacji może zrobić, to pozwolić synowi być z nim razem podczas tej pracy. Janek otrzymał od ojca to, czego potrzebował: obecność i wspólną pracę. W ten sposób stanowili niejako jeden zespół.
Jestem pewna, że wieczory, podczas których Janek czytał książki u boku taty, sprawiły, że stał się lepszym uczniem. Czy ten czas spędzony razem byłby pełniejszy i bogatszym, gdyby tata odłożył pracę na bok i pomógł Jankowi w lekcjach albo też pograł z nim w piłkę? Być może. Jednak jego ojciec nie miał możliwości wyboru. Gra w piłkę byłaby z pewnością przyjemniejsza, ale najważniejsze jest to, że Janek mógł zwyczajnie być ze swoim tatą.
Wielu rodziców czuje się zakłopotanych perspektywą konieczności spędzenia wolnego czasu ze swymi nastolatkami; często mają nieprawdziwe wyobrażenia o tym, jak taki czas powinien wyglądać. Stąd też często unikają każdego sam na sam ze swoimi dorastającymi synami, sądząc, że nastoletni chłopcy nie potrzebują już w ogóle przebywać z mamą czy tatą. Nie wierz w to. Twój kilkunastolatek potrzebuje cię teraz dużo bardziej, niż gdy miał sześć lat. Często tylko nie chce, byś o tym wiedział.
Ważne jest, byś nie stracił waszego wspólnego czasu na zrzędzenie i narzekanie na jego przyjaciół, ulubioną muzykę czy sposób ubierania, bo nie doprowadzi to do niczego sensownego, a najczęściej tylko i wyłącznie do zdenerwowania i wzajemnej niechęci. Podobnie nie oczekuj, że wspólnie spędzony czas będzie po brzegi wypełniony fajerwerkami wesołości i nieustanną zabawą. Rozwiedzeni ojcowie często wpadają w tę pułapkę: chcą, by ich syn zapamiętał ich z dobrej strony, często jednak przesadzają i gdy coś nie idzie po ich myśli albo nagle pojawia się konflikt, wszystko wydaje się rozpadać w pył. Dobre relacje tworzą się zarówno w trudnych chwilach, jak i w radosnych – trzeba po prostu być wytrwałym, towarzyszyć synowi w jego walce, pomagać przezwyciężać trudności, iść naprzód i patrzeć z optymizmem w przyszłość.
Klucz do sukcesu jest bardzo prosty: podejmij świadomą decyzję, by spędzać więcej czasu z synem, obojętnie czy będzie to czas pełen napięć, sporów, śmiechu czy milczenia. Wszystko jest ważne. Nie daj sobie wmówić, ze ktokolwiek może mu zastąpić rodziców: nic i nikt nie zastąpi was – jego matki lub ojca – u jego boku, absolutnie nic. Nie wierz w to, że coś może cię zastąpić, bo to nieprawda.
Syn nie oczekuje, że będziesz mu stale coś kupował, zabierał go na mecze albo pracował dłużej, by pozwolić sobie na ładniejszy dom – choć może próbować cię przekonać do tych rzeczy. Chce widzieć, jak cieszysz się, gdy jesteś z czegoś dumny, chce widzieć, jak dajesz sobie radę z problemami i zdenerwowaniem. Co najważniejsze, chce wiedzieć, że jesteś dostępny zawsze, gdy cię potrzebuje. Jeśli będzie tego pewien, jego świat będzie spokojny i bezpieczny. Postaraj się, by miał tę świadomość, a będzie ciężko pracował w szkole; uważał na zajęciach pozalekcyjnych i cieszył się wszystkim, co jest częścią jego dzieciństwa.
Twój syn chce także, byś uczył go o Bogu – i powinieneś to robić. Od dawna wiadomo, iż dzieci i nastolatki mające żywą wiarę dają sobie lepiej radę w szkole, nie włączają się i nie podejmują ryzykownych i destrukcyjnych zachowań i mają większą szansę na szczęśliwe i uporządkowane życie.
Warto podkreślić, iż badania w sposób wyraźny i spójny pokazują, że religia:
- Pomaga dzieciom trzymać się z dala od narkotyków.
- Pomaga dzieciom trzymać się z daleka od aktywności seksualnej.
- Pomaga dzieciom trzymać się z dala od palenia papierosów.
- Daje dzieciom wskazówki moralne.
- Daje im zdecydowanie większe poczucie własnej wartości i pozytywne podejście do życia.
- Wspomaga ich w przejściu od okresu dojrzewania do dorosłości.
- Pomaga im samym w określeniu zasad postępowania i w unikaniu kłopotów.
- Daje nastolatkom lepszą perspektywę na dorosłe życie.
- Pomaga nastolatkom w poczuciu, że ich życie jest dobre i szczęśliwe.
- Pomaga większości nastolatków szczęśliwie przejść przez swe problemy i kłopoty.
- Pomaga dzieciom w lepszej akceptacji swojego ciała i wyglądu fizycznego.
- Pomaga wykształcić lub umocnić zdolności przywódcze, zwiększa umiejętność radzenia sobie z problemami.
- Uczy kulturalnego zachowania i sprzyja rozwijaniu dobrych manier i nawyków.
Niektórzy rodzice czują się zakłopotani tematem religii, jednakże wiara i praktyki religijne są jednym z najlepszych „środków ochronnych”, jakie możesz zapewnić swym dzieciom. Bóg jest ważny dla chłopców (jak i dla wielu innych ludzi), ponieważ daje poczucie bezpieczeństwa i stanowi ostateczny autorytet, do którego mogą się odwołać; daje poczucie sensu i pozwala na określenie ich własnego miejsca we wszechświecie. Sama wiara w Boga daje większą pewność siebie, jest skuteczną ochroną przed depresją i daje właściwe wskazówki moralne w życiu. Chłopcy mają wrodzony wewnętrzny, „wbudowany” w nich kod moralny i nawet jako trzylatki, doskonale odróżniają dobro od zła. Uzyskują poczucie bezpieczeństwa, gdy to wewnętrzne poczucie dobra i zła jest przez innych potwierdzane i umacniane.
Czas spędzony sam na sam z synem i opowiadanie mu o Bogu są dwoma istotnymi elementami, pozwalającymi chłopakowi poukładać wszystko we właściwej kolejności. Jest jednak jeszcze coś. Twoje zadanie jako rodzica polega także na tym, by budować dobrą atmosferę w domu i minimalizować rywalizację między rodzeństwem. Oczywiście, wszyscy chłopcy mają tendencję do walki o swoje włości. Zdrowa rywalizacja jest częścią procesu dojrzewania i może w rzeczywistości wzmocnić charakter chłopaka. Jednak to od rodziców zależy, czy będzie ona przynosiła więcej pożytku niż szkody dzieciom. Jeśli mama lub tata zdają sobie sprawę z jej istnienia i podchodzą do niej w sposób naturalny, jako do czegoś normalnego i nikomu niezagrażającego, to wszystko jest na dobrej drodze. Jeśli jednak podsycają tę rywalizację lub pozwalają, by dziecko było nieustannie niszczone przez starszego brata lub wyśmiewane przez siostrę, mogą je bardzo skrzywdzić. Twój syn nie powinien rywalizować o swe miejsce w twym sercu – musi wiedzieć, że może na tobie polegać zawsze, a nie od czasu do czasu. Jeśli nie będzie pewien, że tata stoi po jego stronie, nie będzie lubił szkoły, nie będzie umiał zgodnie bawić się z innymi, a jego osobowość stanie się krucha i słaba.
Chłopcy muszą uczyć się, jak nawiązywać zdrowe relacje w obrębie swojej własnej rodziny. Doświadczenia te stanowią podwaliny dla wszelkich innych relacji w przyszłości. Chłopcy, którzy czują się odrzuceni przez rodzeństwo, dziadków czy rodziców, będą oczekiwać, że inni ludzie także ich odrzucą. Jeśli jednak będą wzrastać w rodzinnej atmosferze wzajemnego szacunku i zaufania, jeśli będą czuli się potrzebni – wyrosną na mocnych, zdrowych emocjonalnie, pewnych siebie mężczyzn. Sukces odniesiony w rodzinie jest ważniejszy niż sukces odniesiony w pracy. W życiu trzeba oczywiście umieć znaleźć równowagę pomiędzy różnymi sprawami, jednakże matki i ojcowie, którzy chcą wychować zdrowe dzieci, mające mocną osobowość, powinni zawsze stawiać rodzinę na pierwszym miejscu.
Przez całe młode życie, począwszy od szkoły podstawowej aż do końca szkoły średniej, najważniejszą rzeczą dla każdego chłopaka jest dobra relacja z mamą i tatą, a także wiara w Boga i silne życie rodzinne. To są fundamenty, od których wszystko zależy, sprawy, na które musimy położyć duży nacisk, jeśli naprawdę chcemy zapewnić naszym synom jak najlepsze dzieciństwo i przygotować grunt, na którym wyrosną dobrzy mężczyźni.
Meg Meeker
Tłum. Katarzyna i Michał Głowaccy
Fragment książki Boys Should Boys.
Tekst ukazał się w kwartalniku FRONDA nr. 54/2010
[1] Amerykański system szkolnictwa, do którego odniesienia pojawiają się w całym tekście niniejszej książki, jest bardzo złożony i zmienia się w zależności od stanu. W przybliżeniu jest on nieco podobny do polskiego: szkoła podstawowa zaczyna się w wieku 6-7 lat i trwa 5-6 lat. Dalej następuje szkoła średnia (ang. Middle School lub Junior High School), która trwa 3 lata, a dalej 3-4 letni odpowiednik naszego liceum, określany jako szkoła wyższa (ang. High School lub Senior High School). Stąd też często Amerykanie operują numerem klasy (1-12), do której chodzi dziecko. Wszyscy uczniowie kończą jednakże te szkoły i mogą rozpocząć naukę na Uniwersytecie lub w tzw. College’u w jednakowym dla wszystkich wieku 18 lat (przyp. tłum.).
[2] W USA rodziny z jednym rodzicem stanowią ok. 21 proc. wszystkich rodzin, z czego prawie 90 proc. Jest prowadzonych przez matki (źródło: US Census Bureau: Living Arrangements of Children: 2001, dokument P70-104, lipiec 2005. (Biuro Spisu Powszechnego w USA, Warunki życia dzieci: 2001. Dostępne pod adresem: http://www. census.gov/prod/2005pubs/p70-104.pdf) (przyp. tłum.).
[3] ADHD – (ang. Attention Deficit Hyperactivity Disorder) zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi lub zaburzenie hiperkinetyczne. Grupa zaburzeń charakteryzujących się brakiem wytrwałości w realizacji zadań wymagających zaangażowania poznawczego, tendencją do przechodzenia od jednej aktywności do drugiej bez ukończenia żadnej z nich oraz zdezorganizowaną, słabo kontrolowaną nadmierną aktywnością. ADHD występuje u 4-8 proc. dzieci w wieku wczesnoszkolnym (6-9 lat), głównie u chłopców. Częstość występowania zmniejsza się o 50 proc. na każde 5 lat. U ok. 60 proc. dorosłych utrzymują się niektóre cechy zespołu, zwłaszcza dotyczące deficytów uwagi (przyp. tłum.).
[4] Gender to wyrosłe z feminizmu określenie płci kulturowej lub płci społecznej, w odróżnieniu od płci biologicznej (ang. sex), opisujące stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet. Według teorii gender cechy uznawane za genetycznie przypisane kobiecie lub mężczyźnie wynikają z uwarunkowania kulturowego lub presji społecznej. W konsekwencji podejście to prowadzi do całkowitego zatarcia różnic między kobietą i mężczyzną (przyp. tłum.).

