- Zostały już sformułowane jasne wnioski, dotyczące politycznego zamętu, do jakiego doszło pod koniec lat 80. Amerykańskie oświadczenie, które ignoruje fakty i bezpodstawnie oskarża chiński rząd, jest brutalną ingerencją w wewnętrzne sprawy Chin i ich suwerenność w sferze wymiaru sprawiedliwości - powiedział agencji Xinhua rzecznik chińskiego MSZ Hong Lei.

Zaostrzenie postępowania wobec dysydentów stanowi w Chinach stałe zjawisko przed kolejnymi rocznicami 4 czerwca. W tym roku towarzyszy im jednak dużo bardziej represyjna kampania przeciw opozycjonistom. Przez ostatnie cztery miesiące setki aktywistów, prawników i blogerów było przesłuchiwanych, aresztowanych lub po prostu "zniknęło bez śladu", co tłumaczy się obawami władz przed protestami podobnymi do tych, które wstrząsnęły światem arabskim.

Rocznica masakry znów została zignorowana przez państwowe media. Co prawda plac Tiananmen w centrum Pekinu był otwarty, ale pod czujną obserwacją policji.

 

AM/Niezalezna.pl