Amerykański ład międzynarodowy jest kwestionowany przez Rosję i Chiny. Dla Waszyngtonu oznacza to punkt zwrotny i wejście w okres większych napieć, przekonuje na łamach ,,Bloomberga'' Hal Bands.
Od 1989 roku Amerykanie starali się ,,zintegrować'' ewentualnych przeciwników swojego systemu międzynarodowego, Moskwę i Pekin. Stanom Zjednoczonym chodziło o ich tak silną integrację, by tego systemu nie mogły już podważyć, nie podcinając gałęzi na której siedzą. ,,Ten ambitny cel opierał się na założeniu, że Rosja i Chiny nieodwołalnie będą kroczyły ścieżką politycznej i gospodarczej liberalizacji, a później będą w stanie określić swoje interesy w taki sposób, aby było to zgodne z interesami USA'' - pisze Bands.
To się jednak nie udało, wskazuje autor. Dziś Waszyngton nie próbuje już ,,integrować'', ale raczej bronić aktualnego systemu przed jego wrogami.
Dotychczasowa strategia, wskazuje Bands, okazała się oparta na błędnych założeniach. ,,Pierwsze założenie głosiło, że Rosja i Chiny nieuchronnie miały ewoluować w kierunku politycznego i gospodarczego liberalizmu na wzór zachodni. Tymczasem rosyjskie reformy wyhamowały pod koniec lat 90. XX wieku w obliczu gospodarczego i politycznego kryzysu. Przez następne 15 lar Władimir Putin stopniowo odbudowywał model rządzenia opierający się na politycznym autorytaryzmie i zlaniu się państwa i biznesu'' - pisze autor na łamach ,,Bloomberga''.
,,W Chinach z kolei wzrost gospodarczy oraz integracja ze światową gospodarką nie prowadziły do liberalizacji politycznej. Zamiast tego rządząca Partia Komunistyczna wykorzystała galopujący wzrost gospodarczy do kupienia legitymizacji i zablokowania sprzeciwu. W ostatnich latach chiński system polityczny stał się nawet bardziej autorytarny, odkąd rząd represjonuje obrońców praw człowieka i aktywistów politycznych, a władza została scentralizowana do takiego stopnia, jakiego nie było tu od dekad'' - dodaje.
Amerykanie, twierdzi Bands, zakładali też, że Chiny i Rosja zdefiniują swoje interesy zgodnie z interesem Waszyngtonu. A jednak i tutaj stało się inaczej - liberalne wartości wynoszone na piedestał przez amerykański porządek międzynarodowy uznano w Pekinie i Moskwie za zagrożenie dla reżimów. Jeszcze więcej niepokoju budziła ekspansja NATO.
Nie oznacza to, twierdzi Bands, że Amerykanie są skazani na wojnę z Chinami lub Rosją. Muszą jednak zmienić swoje cele i uznać, że liberalny porządek niekoniecznie stanie się globalny. Ich głównym zadaniem musi być teraz nie niemożliwa już integracja, ale obrona istniejącego porządku.
mod/Forsal.pl
