- W rezultacie chińskiej polityki urodziło się o 400 milionów mniej ludzi, a co za tym idzie emisja dwutlenku węgla nie wzrasta o 18 milionów ton każdego roku – powiedziała dziennikowi "China Daily" wiceminister do spraw populacji i planowania rodziny Chińskiej Republiki Ludowej, Zhao Baige. To był jej wkład w dyskusje podczas szczytu klimatycznego ONZ w Kopenhadze.
Według Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego, chińskie towarzyszki i towarzysze mogą mieć rację. Instytut twierdzi, że gdyby każda kobieta do 2075 roku urodziła tylko jedno dziecko, liczba ludzi na świecie zmniejszyłaby się do 3,43 mld, z dzisiejszych ok. 7 mld. To miałoby wpłynąć pozytywnie na stan lasów, oceanów, a przede wszystkim atmosfery. Można więc chyba powiedzieć, że według austriackich naukowców poprawiłaby się i poszerzyła "przestrzeń życiowa".
Polska poniesie na razie jedynie koszty finansowe. Według raportu agencji konsultingowej Kinsey and Company zamówionego przez rząd, musimy w ciągu najbliższych 20 lat wydać, bagatela, ponad 90 mld euro na nowe technologie, by zmniejszyć emisję gazów o jedną trzecią w stosunku do poziomu z 2005 roku.
- Za 92 mld. euro (...) można przez 33 lata finansować nasze uczelnie albo zbudować 50 tysięcy kilometrów autostrad. Ewentualnie wysłać pół miliona górników na emeryturę prosto z technikum górniczego. Ale można też za to kupić niemiecką technologię energooszczędnych budynków i systemy kontroli emisji, amerykańskie superczyste i superdrogie samochody czy francuskie elektrownie atomowe - komentuje raport Tomasz Wróblewski, publicysta "Rzeczypospolitej".
sks/ChinaDaily/GW/Rzeczpospolita
Zobacz także:
"Zupa" z nienarodzonego dziecka - barbarzyński afrodyzjak z Chin
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

