Dzieło niemieckiego historyka wzbudziło w Niemczech spore zainteresowanie, a recenzje są - o dziwo - raczej pozytywne. Po przeczytaniu tej książki – napisała Frankfurter Allgemeine Zeitung – żaden trzeźwo myślący człowiek nie wyjdzie na ulicę w koszulce z wizerunkiem komunistycznej ikony.
Opowieść nawróconego wyznawcy
Che funkcjonuje w świadomości jako idealistyczny bojownik o sprawiedliwość. Ci, którzy go podziwiają najczęściej nie znają jednak jego prawdziwych losów. Niemiecki historyk Gerd Koenen postanowił rozprawić się z mitem bohaterskiego Che i napisał o nim książkę „Traumpfade der Weltrevolution”.
Koenen nadaje się do tego zadania jak mało kto. Jako student brał czynny udział w wydarzeniach z 1968 roku w Niemczech. Należał do siły przewodniej rewolty – Niemieckiego Socjalistycznego Związku Studentów (SDS), później zaś do sekciarskiego Komunistycznego Związku Niemiec Zachodnich (KBW). Pod wpływem powstania w Polsce „Solidarności” i wprowadzenia stanu wojennego, przejrzał na oczy. Zaangażował się w działalność komitetu „Solidarność z Solidarnością”. Dziś jako niezależny historyk stara się ukazywać ciemne strony studenckiej rewolty i lewicowych mitów. Na koncie ma m.in. książki o Frakcji Czerwonej Armii i pozycję o lewackich rozruchach, nie pozbawioną elementów wspomnieniowych - „Nasza mała rewolucja kulturalna. Czerwone dziesięciolecie 1967-1977”. Oprócz tego zajmuje się także opisywaniem relacji niemiecko-rosyjskich i niemiecko-polskich.
Historia ofiary życiowej
Koenen nie ukrywa swojego krytycyzmu wobec Che, ale nie ucieka się do propagandowego krytykanctwa. Zresztą nie ma potrzeby posuwać się do tanich chwytów, skoro fakty i wypowiedzi Guevary mówią same za siebie: - Indywidualizm jako taki, jako wyizolowane działanie człowieka, musi na Kubie zniknąć – mówi idol zwolenników osobistego protestu. - W chwili, gdy wielki Spiritus Rector zrobi ogromny krok i podzieli ludzkość jedynie na dwie antagonistyczne części, będę po stronie ludu. Zanurzę moją broń we krwi i pędząc ze wściekłości każdemu pokonanemu, który wpadnie mi w ręce, poderżnę gardło. Już czuję, jak mi nozdrza puchną - pisze El Commandante w „Dziennikach motocyklowych”. - Trudno mi się odważyć, żeby stwierdzić, że w ostatnich dniach świetnie się bawiłem i z przyjemnością patrzyłem, jak ludzie zaczęli jak szaleni biec, gdy tylko na niebie pojawiły się pierwsze samoloty – stwierdzał społecznie wrażliwy Guevara, gdy przebywał w Gwatemali podczas wojskowego puczu.
Idol milionów niewiele właściwie w życiu osiągnął. Owszem, pomógł Fidelowi Castro w przewrocie na Kubie, jednak nie potrafił się odnaleźć w pokojowym życiu na wyspie. Jako minister przemysłu i szef banku centralnego doprowadził gospodarkę jednego z bogatszych krajów tego rejonu do ruiny, czego symbolem było wprowadzenie w marcu 1962 roku kartek na podstawowe produkty spożywcze. Tragikomicznie brzmi fakt, że „gospodarczy dyktator Kuby” zamówił tysiąc maszyn do szycia do państwowego zakładu, z których żadna nie działała prawidłowo.
Mały kondotier
Jego prawdziwym żywiołem była jednak wojna. - Jesteśmy zawsze przeciwko wojnie, jednak gdy już raz braliśmy w niej udział, nie możemy bez niej żyć – mówił swojemu autorytetowi, pisarzowi Pablo Nerudzie. - W każdej chwili chcemy do niej wrócić – dodał zszokowanemu literatowi. Po niepowodzeniach i ostatecznym rozczarowaniu Fidelem, który najwyraźniej „nie chciał iść drogą wyzwolenia nawet, jeśli miałoby to kosztować miliony ofiar wojny atomowej”, wrócił do swojego rzemiosła. Jak bowiem pisał do swoich rodziców, „był zawsze małym kondotierem”.
Jednak i na tym polu nie osiągnął sukcesu. Po półrocznym uczestnictwie w wojnie w Kongo musiał wyjechać z kraju. Kolejna wyprawa – tym razem do Boliwii – zakończyła się jego śmiercią. Autor biografii rozwiewa mity – rozstrzelanie odbyło się na rozkaz boliwijskich władz, Amerykanie nie mieli z tym nic wspólnego.
Przestroga dla wielbicieli
Gerd Koenen splata biografię Che z losami jego wielbicielki, Tamary Bunke. Obywatelka NRD była szeregową członkinią partii komunistycznej, chętnie wykorzystywaną przez Stasi jako źródło informacji. Zaaferowana opisami wielkich czynów El Commandante postanowiła wyjechać na Kubę i przyłączyć się do oddziałów Che, które wyjechały do Boliwii. Jej koniec także był tragiczny – zginęła kilka tygodni przed swoim idolem, zastrzelona w zasadzce podczas przekraczania rzeki. Przykład, że rewolucja to nie żarty, czego ubierający się w koszulki z podobizną Guevary zdają się nie rozumieć.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

