Czy nowoczesnej kobiecie potrzebne są do wykształcenia języki klasyczne?
Ja studiowałam języki klasyczne, a teraz jestem nauczycielką łaciny i greki, a także filozofii i mam wrażenie, że jestem kobietą nowoczesną...
… i dlatego panią się o to pytam.
Cóż mogę powiedzieć. Sama, gdy rozmawiam z moim uczennicami, to mówię im, że na pierwszy rzut oka mogą uznać, że uczenie się łaciny czy greki to zajęcie bez sensu. Nie będą się przecież posługiwać tymi językami w mowie. Ale ja próbuje im pokazać, że te języki – już przez samą swoją strukturę – pozwalają im powiększyć zasób słownictwa, pogłębić rozumienie kultury, i wreszcie modelują one sposób myślenia w taki sposób, że to ułatwia naukę innych przedmiotów. Łacina i greka nie są jak angielski, niemiecki czy chiński, które pozwolą im się sprawnie komunikować w świecie, ale ich studiowanie pozwoli im wejść w kulturę klasyczną...
A po co im to?
Bo to jest sposób poznania człowieka. Kultura klasyczna jest kolebką humanizmu. Gdy poznajemy Grecję i Rzym spotykamy się z całą masą postaci, które uczą nas człowieczeństwa. Ale dobre poznanie historii klasycznej uświadamia nam również, że w istocie natura ludzka jest niezmienna, i że historia wciąż na nowo się powtarza, że nadal mamy te same problemy, i że wciąż spieramy się o to samo. Bohaterowie klasyczni dają nam również modele rozwiązywania problemów i pozwalają skonfrontować swoje wybory z ich.
Mitologia grecka też się do tego przydaje?
Oczywiście. Postacie herosów, bohaterów greckich to przecież często wcielone ideały, cnoty, o których można opowiadać, i z którymi każde pokolenie może się zmierzyć. Zgłębiając się w ich historie rozwijamy się, pogłębiamy swoje człowieczeństwo. Trzeba też pamiętać, że w istocie jeśli chodzi o człowieczeństwo, o cnoty to nic nowego nie możemy wymyślić. Kiedyś szanowaliśmy ludzi odważnych, szukających prawdy, i teraz też takie cenimy. A w kulturze klasycznej znajdziemy wiele osób, które mogą być wzorami takiej postawy. Jeśli więc wyrzucimy z edukacji klasykę, to w istocie zdehumanizujemy wykształcenie, sprowadzimy je tylko do poziomu technicznego.
Świat, o którym pani opowiada, to świat mężczyzn, „paskudny świat patriarchatu”, a pani uczy kobiety.
A Antygona?
Jedna Antygona, nawet do spółki z kilkoma boginiami, wiosny nie czyni. Arystoteles, Platon, Sokrates, Homer – sami mężczyźni...
Za każdym wielkim mężczyzną jest jakaś wielka kobieta.
W sprawie Ksantypy Sokrates mógłby mieć inne zdanie.
(śmiech) A na poważne, nie chodzi o przekazanie modelu, ale o pewną mądrość życiową, która jest wspólna kobietom i mężczyznom. Mężczyźni i kobiety uczestniczą w tych samych wartościach. Wartości, cnoty nie znają płci. Każdy z nas ma być odważny, każdy ma walczyć – przynajmniej w wymiarze duchowym.
Jednym słowem kultura klasyczna ma być dla nas elementem paidei, wychowania do cnót?
Dokładnie tak.
I znajomość języka może pomóc w takim wychowaniu?
Może, i to nawet w znaczeniu czysto materialnym. To nie jest to samo doświadczenie, czytać Szekspira w oryginale i w tłumaczeniu. I dokładnie tak samo jest z wielkimi dziełami starożytności. Grecki jest językiem specyficznym, każde słowo ma wiele znaczeń, może być rozmaicie ujmowane, tłumacz zmuszony jest wybrać, a w oryginale możemy delektować się rozmaitymi możliwościami. Tłumaczenie traci siłę, a my odbieramy całe bogactwo. A do tego poznanie jednego języka jest jak poznanie całego, zupełnie nowego świata.
A czy nie jest tak, że łacina, a w pewnym sensie także greka w pewnym sensie porządkują nam świat?
Porządkują, niewątpliwie. My myślimy językiem, dobry język konfiguruje nasze myślenie. A do tego te języki są istotnym elementem naszych cywilizacyjnych korzeni.
Możemy być ludźmi Zachodu nie znając łaciny?
Jest to niewątpliwie trudniejsze, a do tego pozbawiając się tej znajomości sami pozbawiamy się części naszego dziedzictwa. Jeśli wyrzucimy z systemu edukacyjnego łacinę, grekę, historię, sztukę i humanistykę, to tak naprawdę utracimy mądrość i kulturę. Humanistyka ujawnia wymiar duchowy, osobisty, egzystencjalny i kieruje nas ku osobie. Nauki ścisłe są tego pozbawione, wymagają uzupełnienie. Nauki ścisłe i humanistyka powinny się przenikać. My wszyscy potrzebujemy lekarza fachowca, ale chcemy także by był on humanistą. Jeśli ktoś jest inżynierem, to także powinien zachować w sobie wymiar humanistyczny. Zawsze powtarzam to uczennicom, że możemy pozbawić edukację jednego wymiaru, ale to tak jakby próbować ustawić stół na trzech, zamiast na czterech nogach...
… ale w tym kierunku, eliminowania tego, co nieutylitarne, a taka jest w dużej mierze humanistyka, idzie współczesna edukacja.
To źle. Wyeliminowanie wymiaru humanistycznego z otaczającej nas rzeczywistości niszczy życie społeczne. I właśnie dlatego, że na wszystko patrzymy się technicznie, możemy tak łatwo zaakceptować aborcję czy eutanazję, a także zacząć tworzyć świat nieludzki. Każda dziedzina potrzebuje świadomości tego, kim jest człowiek i jaki jest jego cel. Bez tego jest pozbawiona sensu.
Z punktu widzenia myślenia klasycznego, to wszystko prawda. Ale współczesna nauka i edukacja zmierza w kierunku specjalizacji i fragmentaryzacji wiedzy, w której nie ma miejsca na wielkie uogólnienia, współpracę interdyscyplinarną, a jest zajmowanie się swoim, często dość wąskim, ale bardzo ważnym, wycinkiem wiedzy.
Dlatego w naszych szkołach staramy się budować edukację interdyscyplinarną. W tym tygodniu, w pierwszej klasie liceum, zaczynamy szeroki projekt edukacyjny na temat rzeczywistości rewolucji przemysłowej, przy którym współpracują nauczyciele ekonomii, historii i religii. Chodzi o to, by spojrzeć na ten proces z szerokiej perspektywy. Podobnie podejmujemy – w ramach przedmiotów ścisłych – inny projekt poświęcony ewolucjonizmu i powstania człowieka, a przygotowują go nauczycielki biologii, historii i religii. Chodzi o to, żeby nasze uczennice miały szeroką perspektywę.
I to im pomaga na studiach?
Tak, bo one godzą dużą kompetencję w konkretnych dziedzinach i myślenie globalne i uniwersalne. Formacja i edukacja jaką proponujemy oparta jest też na nieustannym łączenie wymiaru osobowego i naukowego. Chcemy wychować młodych, świetnie wykształconych ludzi, którzy jednocześnie będą się patrzyli na świat z perspektywy personalistycznej. Ale do tego potrzebna jest formacja także nauczycieli, którzy powinni być integralni, całościowi, którzy powinni nie tylko uczyć, ale także wychowywać całą swoją postawą. Każdy przedmiot jest uczony przez jakiegoś człowieka.
A w naszych czasach możliwa jest jeszcze edukacja oparta na relacji mistrz – uczeń?
Nauczyciel wciąż musi być przede wszystkim wychowawcą, a nie tylko instruktorem przekazicielem wiedzy. To leży u podstaw naszego powołania. Musimy wciąż na nowo uczyć się dostrzegania, że pracujemy z żywymi ludźmi, których mamy wychować, a nie tylko przekazać im zestaw informacji. I ja wiem, że taka relacja mistrza jest możliwa, bo ją widziałam.
To spojrzenie nauczyciela, ale zadajmy pytanie o to samo z perspektywy ucznia. Czy ktoś wychowany w kulturze internetu, gdzie wszystkiego można się dowiedzieć od Doktora Google'a, ewentualnie wygooglować w Wikipedii, gdzie autorytetem staje się liczba kliknięć, może jeszcze pogodzić się z wychowaniem opartym na autorytecie i posłuszeństwie?
Czasy oczywiście się zmieniły, więc i praca wychowawcy się zmieniła. Być nauczycielem teraz i pół wieku temu to dwie różne sprawy. Ale są rzeczy niezmienne. Nauczyciel musi być wychowawcą, przewodnikiem, który pomaga uczniowi zdobywać wiedzę i mądrość, a także umiejętności, które dadzą mu narzędzia do porządkowania świata i stawiania mu czoła. Teraz trzeba uczniowi przekazać zdolność do sprawdzania wiedzy, jaką otrzymuje, określania jej spójności czy pełności. A do tego nauczyciel musi mieć jeszcze coś więcej, musi stawać się darem dla uczniów.
Jednym słowem potrzebujemy Sokratesów?
Na przykład (śmiech). Myślę, że dokładnie tak jest. Dlatego mówię o tym, że trzeba ucznia nauczyć myśleć. A jednocześnie musi mieć dla uczniów czas, musi nauczyć się osuszać im łzy, wysłuchiwać ich rozterek czy zranień. Ja mam to w szkole na co dzień. Część z moich uczennic ma trudną sytuację w domu, i trzeba im wyjść naprzeciw. Warto sobie uświadomić, że każdy z nas ma nauczyciela, którego szczególnie dobrze zapamiętał, i to niekoniecznie dlatego, że przekazał nam jakąś konkretną wiedzę, ale dlatego, że nauczył nas czegoś ważnego, jako osoba. Widzieliśmy w nim kogoś, kto umiał słuchać, albo był na nas otwarty. To czasem jest ważniejsze, bo same informacje zawsze możemy znaleźć w książkach...
… albo w Google'u.
I w Wikipedii. Ale są rzeczy, których tam nie ma, i właśnie ich przekazanie tych rzeczy jest szczególnym wyzwaniem. Codziennie staję wobec niego, gdy stają wobec moich uczennic w klasie, i gdy próbuję im przekazać człowieczeństwo. Wiem, że to, jakim jestem człowiekiem, jak do nich podchodzę w nich zostanie. I będzie procentować także w życiu społecznym. Społeczeństwo zmienia się od szkoły, a nauczyciele odgrywają tu kluczową rolę. Nauczyciel musi nie tylko przekazywać adekwatną, pełną wiedzę, ale także być wzorem osobowym.
Ale program też ma chyba znaczenie?
Oczywiście. To on określa bowiem system, przestrzeń myślenia. W pewnym sensie program szkolny jest nawet ważniejszy niż akademicki, to on bowiem określa naszą przyszłość, nasze myślenie i wychowanie. Uniwersytet bazuje na tym, i choć jest odpowiedzialny, to w mniejszym stopniu niż szkoła za to, jacy ludzie wchodzą w świat. Widzimy to po naszych szkołach. Ich uczennice, które otrzymują spójne wychowanie i edukację, choć się nie znają, to na uniwersytecie potrafią się rozpoznać po pewnym rodzaju myślenia o świecie i stawiania pytań, a także podejściu do samej nauki. Jeśli chcemy zmienić jakiś kraj musimy zacząć od systemu edukacji.
Pełną świadomość tego ma lewica, która destruuje państwa i narody właśnie zaczynając od edukacji...
… bo oni mają świadomość, że jesteś taki, jaką edukację otrzymałeś. Jeśli zmienisz edukację, to zmienisz kobiety, a przez nie zmienisz społeczeństwo. Dlatego tak istotne są szkoły dla dziewcząt, które mają szczególną rolę do spełnienia w społeczeństwie. Zawsze gdy patrzę na moje uczennice myślę o tym, ile przyszłych matek rodzin jest w moich rękach, i jak wielka ciąży na mnie odpowiedzialność.
Wróćmy jeszcze do języków klasycznych i filozofii. Mówi pani o tym, że są one ważne, ale czy uczennice chcą się ich w ogóle uczyć?
Żyjemy w świecie bardzo utylitarnym i pragmatycznym i nie jest łatwo przekonać młode dziewczyny do studiowania czegoś innego niż zarządzania, biznesu i ekonomii. Ale nie jest to niemożliwe. Są takie uczennice, które stawiają na humanistykę czy klasykę, bo odkrywają jakąś własną drogę. Nie jest ich wiele, ale wszystkie, które wybierają takie rozszerzenia, później mówią, że są z tego bardzo zadowolone i dumne. Inne tak nie mówią.
Muszą się jakoś pocieszać.
(śmiech) Nie. Szczególnie, że przecież po rozszerzeniu klasycznym w szkole studiuje się prawo, dziennikarstwo, pedagogikę, modę, antropologię. Wybór jest ogromny, a pewne umiejętności pozostają. Warto też pamiętać, że jeśli chce się zniszczyć jakiś kraj, to trzeba zacząć od uderzenia w humanistykę, w historię, w język ojczysty. Jeśli to wytniemy lub zmanipulujemy, to zniszczymy naród i państwo.
Rozmawiał Tomasz P. Terlikowski
Marίa J. Carriόn, nauczycielka języków klasycznych i filozofii ze Szkoły dla Dziewcząt Senara w Madrycie, uczestniczyła w Międzynarodowej konferencji „Innowacje w edukacji”, którą przygotowało Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny STERNIK. Konferencja odbyła się 8 lutego w Szkole Strumienie. Portal Fronda.pl był patronem medialnym konferencji.
