Solidne i trudne do sforsowania barierki stoją na warszawskim Krakowskim Przedmieściu od piątku. Wspominający, którzy będą przychodzić tu przez całą niedzielę, aby uczcić rocznicę katastrofy smoleńskiej, nie podejdą więc do miejsca, w którym do września zeszłego roku stał krzyż. - Taka lokalizacja płotów to decyzja komendanta stołecznego policji - mówi Ewa Gawor, szefowa warszawskiego bura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego.
Taki pomysł oznacza oczywiście, że nie da się złożyć kwiatów czy zapalić zniczy przed Pałacem Prezydenckim, jak to robiono w ubiełym roku. - Służby porządkowe organizatorów demonstracji będą przekazywać znicze, kwiaty, wieńce i zdjęcia naszym ludziom, a ci będą je ustawiać - wyjaśnia Gawor. Jej zdaniem nie można zrobić inaczej, bo „skoro organizatorzy zapowiadają przybycie nawet 75 tys. osób, to jeśli nawet co trzecia przyniesie znicz, może zrobić się niebezpiecznie”.
Żenujące jest również to, że kwiaty i znicze nie będą stawiane, tam, gdzie stały w ubiegłym rokuy, ale w specjalnie przygotowanym przez miasto miejscu wokół pomnika księcia Józefa Poniatowskiego. Słowem miasto zrobiło wszystko, by niszczyć pamięć. I nawet nie udaje, że jest inaczej.
TPT/Wyborcza.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

