Andrzej Stankiewicz z „Rzeczpospolitej”, gdy odbywały się wybory na przewodniczącego PO, pokazał, że może w ich trakcie dochodzić do nieprawidłowości, bowiem zdobył karty do głosowania i wykazał, że można w ten sposób manipulować wynikami. A teraz musi ponieść konsekwencje tego, że krytykował nieodpowiednią partią. Działaczka PO z Chojnic oddała bowiem sprawę do prokuratury, a ta – jako organ całkowicie niezależny od partii rządzącej – rozpoczęła dochodzenie. Dotyczy ono art. 276 kodeksu karnego, który mówi o użyciu dokumentu przez osobę nieuprawnioną.

Politycy PO nie widzą zaś w tym nic zdrożnego... – Jest niezawisłą instytucją i to do niej należy ocena czynu – mówi „Rzeczpospolitej” poseł Roman Kaczor. A posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska uzupełnia, że nie ma nic złego w skierowaniu sprawy do prokuratury. - Jeśli ktoś chce to sprawdzić, powinien to zrobić – uważa.

TPT/Rp.pl