Jak wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego, w zeszłym roku przyszło na świat 391 tys. dzieci – dla porównania rok wcześniej – 413 tys. - czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
- Dla rodziców urodzenie dziecka to poważna decyzja także w kontekście finansowym. Przy braku widoków na pewną pracę i słabych zarobkach młodzi ludzie niechętnie decydują się na powiększenie rodziny. Poziom niepokoju społecznego jest na tyle duży, że widać to w statystykach urodzeń – mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.
Z raportów centrum wynika, że wydatki na dzieci w ostatnich latach drastycznie wzrosły. W 2008 roku eksperci wyliczyli, że na utrzymanie dziecka do 20. roku życia rodzice wydają średnio ogółem 160 tys. zł. To koszty szkoły, wyżywienia, ubrania. Tymczasem w zeszłym roku kwota ta wyniosła już o 30 tys. więcej, czyli 190 tys. zł.
Blisko 200 tys. złotych jako „cena” za wychowanie jednego dziecka to całkiem sporo, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę, że kwota ta rozkłada się proporcjonalnie na 20 lat, to dziennie na dziecko „wydajemy” niecałe 30 zł. Czy to dużo? Absurd. Dzieci rodzi się mniej, nie dlatego, że to „drogi interes”, a raczej nie tylko dlatego. Na problem warto spojrzeć z szerszej perspektywy – polska polityka prorodzinna, w porównaniu na przykład z Węgrami, jest właściwie żadna. Brakuje miejsc w przedszkolach i żłobkach, za które i tak trzeba płacić coraz więcej, na to nakładają się trudności, jakie napotykają kobiety, które chcą pogodzić ze sobą pracę i macierzyństwo. Nie bez znaczenia jest też coraz luźniejsze podejście Polaków do kwestii małżeństwa. Rzadziej bierzemy śluby – ich liczba w ubiegłym roku spadła o tyleż samo, co liczba nowo narodzonych dzieci. Starzejące się społeczeństwo to nie tylko efekt „drożyzny”, ale kultury egoistycznego skupiania się na własnych przyjemnościach „tu i teraz”.
eMBe/DGP

