- "Brzuch to nie jest garaż do wynajęcia" - przekonuje adwokat surogatki Maria Wentlandt-Walkiewicz, pisze "Dziennik". - "Umowa to jedno, a żywy człowiek i jego uczucia - drugie. Ta kobieta przez 9 miesięcy nosiła dziecko, była połączona z nim pępowiną, żywiła je. Teraz ma szansę je odzyskać" - dodaje.
Beata Grzybowska, 32-letnia mieszkanka Łodzi, rok temu podpisała umowę z małżeństwem, które poznała przez agencję Elizabeth z Piaseczna pośredniczącą w kojarzeniu matek zastępczych z ludźmi pragnącymi dziecka. Za 30 tysięcy zł zgodziła się wynająć swój brzuch i urodzić dziecko.
Podczas ciąży pokochała dziecko i mimo iż po porodzie je oddała, twierdzi, że ono jest jej. - Poruszę niebo i ziemię, żeby odzyskać syna – mówi.
Według polskiego prawa matką jest kobieta, która urodziła dziecko a macierzyństwo zastępcze nie jest regulowane prawem. - Ci rodzice żyją w potwornym strachu. Gdyby odebrano im chłopca, doświadczyliby dokładnie tego samego, czego doświadczają ludzie tracący dziecko" - mówi w "Dz" psycholog Małgorzata Ohme.
Jarosław Gowin, poseł PO i autor pierwszego projektu ustawy bioetycznej uważa, że dziecko należy się surogatce, natomiast odmiennego zdania jest prof. Jacek Hołówka etyk i filozof, który uważa, że racja jest po stronie pary.
MaRo/Dz
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




