- Wzywamy Pana Posła do: 1/ zaniechania dalszego naruszania naszych dóbr osobistych, 2/ złożenia publicznie stosownego oświadczenia odwołującego obraźliwe dla nas słowa; za minimalny sposób spełnienia tego żądania uważamy umieszczenie odpowiedniego oświadczenia na stronie internetowej Pana Posła /www.tomaszkulesza.com.pl/ i poinformowanie nas o tym fakcie – napisali w liście otwartym do parlamentarzysty działacze organizacji.

Sprawa zaczęła się, gdy w wyniku interwencji Kuleszy policja zarekwirowała lawetę z billboardem, na którym "Contra In Vitro" przypominało wyborcom, iż Bronisław Komorowski jest zwolennikiem tzw. kompromisu aborcyjnego. - To ohydne kłamstwo, znam poglądy pana marszałka na temat aborcji i eutanazji, nie mają nic wspólnego z tymi haniebnymi insynuacjami. To świadczy o totalnej pozycji intelektualnej osób, które wpadły na ten pomysł. Nie wiem jak nazwać tych ludzi, to nawet nie ateiści to praktykujący niewierzący – powiedział poseł "Supernowościom".

Działacze "Contra In Vitro" z szefem inicjatywy Jackiem Kotulą na czele poczuli się dotknięci tymi słowami. W związku z tym, powołując się na Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 220), który mówi, iż "nikomu nie wolno bezprawnie naruszać dobrego imienia, które ktoś posiada, ani też naruszać prawa każdej osoby do ochrony własnej intymności", chcą zwrócić się do sądu kościelnego o rozstrzygnięcie sprawy. - Mam nadzieję, że sąd kościelny taką sprawą nie będzie się zajmował. A jeśli już, to sąd kościelny przecież nie jest sądem kapturowym – skomentował Kulesza sprawę w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

- Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! - czytamy w Piśmie Świętym (Mt 18,15-17).

sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »