- Czarę goryczy przelał sposób, w jaki przewodnicząca partii publicznie zdyskredytowała i poniżyła głowę naszego katolickiego kościoła, papieża Benedykta XVI, mimo że nie było ku temu powodu – komentuje zachowanie Angeli Merkel Werner Münch, który po trzydziestu siedmiu latach członkostwa opuścił dziś CDU. W latach 1991-1993 był premierem Saksonii-Anhalt, jednego z szesnastu niemieckich krajów związkowych.
Münchowi nie podoba się, że pani kanclerz, która stoi na czele „partii, która kiedyś bazując na wartościach chrześcijańskich występowała w obronie ludzkiego życia” dziś pokazuje się w towarzystwie feministki Alice Schwarzer, jednej z liderek ruchu na rzecz zabijania dzieci nienarodzonych. Ponadto na kongresie CDU doprowadziła do przegłosowania uchwały, która wskazuje partii jako jeden z celów liberalizację prawa do badań na komórkach macierzystych. – CDU straciła swój profil polityczny – mówi Münch. – Zaś jej przewodnicząca lawiruje we wszystkich ważnych polach politycznych po to, by zadowolić partnera koalicyjnego [socjaldemokratów – przyp. sks'/> – dodaje polityk.
Werner Münch nie jest pierwszą osobą wywodzącą się z chadeckiego środowiska, która krytykuje brak wyrazistości CDU. Oczywiście można uprawiać politykę ciągłych kompromisów. Pytanie tylko – po co, i czy w takiej sytuacji nie należałoby z uczciwości odrzucić „chrześcijański” człon z nazwy partii. By wyborcy nie mieli wątpliwości, z kim mają do czynienia.
sks/JF/FAZ
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

