Przypomnijmy w październiku tego roku naczelny belgijski eutanazista (nie tylko teoretyk, ale też praktyk) dr Distelmans zamierza odbyć „wizytę studyjną” w Auschwitz. Jej celem nie ma być jednak, jak można by przypuszczać przetestowanie przez Belgów niemieckich rozwiązań w dziedzinie eutanazji chorych i niepełnosprawnych, ale rzekomo „uświadomienie sobie, jak bardzi różni się eutanazja belgijska od hitlerowskiej”.
Ten argument nie przekonuje jednak Centrum Szymona Wiesenthala. Shimon Samuels, dyrektor ds. relacji międzynarodowych Centrum ostro skrytykował pomysł takiej wizyty. Jego zdaniem taka wizyta byłaby „parodią”. - To, co on robi jest przewrotne. I teraz powinien on ustąpić, odwołać podróż, a także zdecydowanie potępić „miłosierną eutanazję”, jakiej dopuszczali się hitlerowcy – podkreślił w rozmowie z „The Jewish Chronicle” Shimon Samuels.
A ja bym poszedł jeszcze dalej i uznałbym, że eutanazista może odwiedzieć Auschwitz dopiero, gdy potępi także eutanazję w Belgii. W istocie bowiem niczym szczególnym nie różni się ona od tej wykonywanej w III Rzeszy. Argumentacja za nią też jest podobna. Mam też nadzieję, że dyrekcja muzem nie zgodzi się na taką wizytę, ale jeśli jednak się ona odbędzie, to nie mam wątpliwości, że przed budynkiem muzeum powinna się odbyć milcząca, modlitewna pikieta obrońców życia, którzy pokazaliby ofiary jednej i drugiej eutanazji. Ofiary, które niczym się nie różnią. Ja już rezerwuje sobie czas.
Tomasz P. Terlikowski
