Dlaczego partiom politycznym potrzebne są znane nazwiska na listach wyborczych? To tylko kiełbasa wyborcza, kuszenie niezdecydowanych?
Sprawia to wrażenie masowości wstępowania do partii politycznych. Wizerunek celebryty, np. sportowca, ma się przełożyć na wizerunek partii wizerunek aktora ma zwiększyć jej szanse wyborcze.
Czy takie osoby realnie mają wpływ na politykę partii, czy są tylko maszynkami do głosowania i nie wiedząc, w co wdepnęły, muszą się później tłumaczyć, świecić popularną twarzą za niepopularne działania partyjnych liderów?
Oni raczej nie mają wpływu na politykę partii. Są maszynkami do głosowania i z reguły nie angażują się w prace organów, do których zostali powołani. Jest tutaj mało przykładów pozytywnych. Świecą twarzą, bo takie jest ryzyko, że trzeba się później tłumaczyć. To jest jednak na własne życzenie.
W gruncie rzeczy, nie znamy społecznych doświadczeń tych osób; czy są to odpowiedzialni obywatele i w przyszłości pracowici posłowie czy wyrachowane cwaniaki? Nasuwa się przykład dobrego rajdowca, ale mocno leniwego posła Parlamentu Europejskiego - Krzysztofa Hołowczyca, który chluby krajowi nie przynosił. Jak rozpoznać puste obietnice?
Nie da się tego rozpoznać. Wierzymy, że ktoś coś dobrego zrobił, dobrze reprezentował Polskę. Tak samo jest z posłami, którzy kandydują. Znamy ich z tego, co ujawnili o sobie. Nigdy nie wiadomo, jak dany człowiek będzie pracował w parlamencie. Ale celebryci mają tutaj jeszcze gorzej, bo nie mają zaplecza w partii, swoich lokalnych struktur.
Co obiecują wyborcom?
Niewiele. Oni są. Obiecują ich twarze.
Władysław Kozakiewicz, córka Kazimierza Górskiego czy nazywany królem polskich kibiców Andrzej "Bobo" Bobowski wystartują z list PSL, gimnastyk Leszek Blanik z PO. Nie są to może salonowi celebryci, ale nazwiska mistrzów olimpijskich są kojarzone. Jaki może być z nich pożytek?
Przekonają wyborców do głosowania na partię, ale nie liczyłbym na jakieś gigantyczne zyski wyborcze. To jest kampania wizerunkowa. Pokazuje, że partia jest otwarta na inne środowiska.
Jakich celebrytów doradziłby pan PiS?
Celebryci przydadzą się w każdej partii. PiS powinien mieć osoby mocne moralnie, bez obyczajowych wpadek. Stonowane, ciepłe, o rysie patriotycznym. Tutaj dobry byłby Adam Małysz, pokazujący charakter i wolę walki, ale na niego chrapkę ma chyba PSL.
Prawdopodobnie kandydatem SLD w wyborach będzie Stanisław Mikulski, znany z roli Hansa Klossa. Z listy PiS ma kandydować Katarzyna Łaniewska, serialowa gosposia z „Plebanii”. Czy to dobre posunięcie? Jak pan ocenia ich szansę?
To dobre posunięcia, wiele jednak zależy od okręgu w jakim zostaną wystawieni. Pamiętać również należy o tym, że odbierają oni miejsca na listach lokalnym działaczom, przez co narażeni są na wewnętrzny ostracyzm, szczególnie w mniejszych partiach politycznych.
Na koniec zapytam banalnie: czy powinniśmy głosować na celebrytów?
Są osoby, które wybierają tych, którzy dobrze pracują, sprawdzili się, ale są i tacy, którzy głosują tylko na celebrytów. Oczywiście, można na nich głosować, ale później należy ich sprawdzać.
Rozmawiał Jaroslaw Wróblewski

