Czy podczas pobytu w Ameryce Południowej miał Pan okazję spróbować napoju Ayahuasca? Co może Pan o tym powiedzieć? – pyta jeden z facebookowiczów  na profilu Wojciecha Cejrowskiego, który odpowiada:



- Nie mam zamiaru tego świństwa brać do ust i Państwu stanowczo odradzam. Ayahuasca zdejmuje hamulce z naszej wolnej woli. Usuwa (czasowo i za pomocą chemii) nasze ego, otwierając nas na wpływ innych osób. Dlatego właśnie, gdy działa ayahuasca szaman może nam nakazać byśmy nie odczuwali bólu i zrobić nam na naszych oczach operację brzucha. Może nam wmówić (wsadzić do głowy) cokolwiek zechce. Może nam te zupełnie niechcący pomieszać zmysły...

 

Wystarczy, że w czasie takiego seansu, przez nieuwagę oparzy się i przeklnie - wdrukuje nam wówczas to przekleństwo a my - czasowo pozbawieni wolnej woli - przyjmiemy je i "zapiszemy" sobie w głowie...

 

Opisać konkrecik? Proszę uprzejmie: pewien peruwiański szaman bardzo słabo znający język angielski, podał ayahuascę klientowi bardzo słabo znającemu hiszpański. Dogadywali się w związku z tym słabo. Szaman ciągle mylił imię klienta i zamiast Michael, zwracał się do niego imieniem Miguel. Po wybudzeniu z seansu klient zaczął cierpieć na rozszczepienie osobowości, czyli na schizofrenię - nie mógł się zdecydować czy jest Michaelem czy też Miguelem – pisze Cejerowski.



JW/Facebook.com