Preria bywa gwałtowna - wczoraj gorące lato, potem lodowata wichura, a dzisiaj leży tu cichutki bąbel lodowatego powietrza z północy i trzeba palić w kominku. Powietrze jest przezroczyste i sztywne. Tak jak moje palce.
Przeglądam gazety przeznaczone na rozpałkę:


W lokalnym warzywniaku wyprzedaż ananasów - potężne dwukilowe sztuki po dolarze.
Sieć Walmart zawiadamia, że w pięciu stanach wyprzedano całą broń palną ze sklepowych magazynów. Przepraszają za utrudnienia. Obiecują, że po Świętach broń będzie w tej samej cenie, czyli nadal na bożonarodzeniowych zniżkach, a jakby ktoś chciał zapłacić teraz, to broń zostanie mu dostarczona jeszcze przed Nowym Rokiem pod drzwi domu.
Nie wiem czemu Walmart przeprasza, skoro całe zamieszanie spowodowane jest zachowaniem Obamy, który straszy, że chciałby ograniczyć nasze konstytucyjne prawo do obrony rodziny. Obama straszy, więc w całych Stanach ludzie robią zapasy i zbroją się na potęgę. Sklepy z bronią jeszcze nigdy nie miały takich obrotów. W związku z powyższym stać je na obniżenie marży, co dodatkowo nakręca sprzedaż.


W mojej skrzynce na listy znalazłem zaproszenie z najbliższego sklepu rolniczego, który oferuje traktory, koryta i trawniki w rolkach, ale także broń myśliwską. W poniedziałek, czyli we Wigilię jadę po dwa śliczne Winchestery oraz pancerną, ogniotrwałą szafkę na broń. Wszystko razem będzie mnie kosztowało mniej, niż zapłaciłem za dość pospolity rower w Polsce. W ramach promocji dorzucają jeszcze kilka paczek amunicji i "Krótki kurs strzelania ze wszystkiego, co mamy w sklepie". Gdzie ten kurs? W stodole za sklepem wypełnionej po sufit workami z piaskiem.
Państwo mnie pytają za co kocham Amerykę? Za takie rzeczy - pisze Cejrowski.

 

JW/Cejrowski.com