To zaś może oznaczać tylko jedno z dwóch: albo Aleksander Kwaśniewski nie był trzeźwy, albo nie jest uczciwy i w miarę inteligentny. Tego pierwszego nie można oczywiście wykluczyć biorąc pod uwagę w jakim stanie bywał były prezydent choćby na grobach polskich oficerów zamordowanych przez mocodawców Jaruzelskiego w Katyniu.

Tym razem jednak wygląda na to, że Kwaśniewski był trzeźwy, a to budzi obawy o to, że jego przemówienie jest częścią budowania hagiografii Jaruzelskiego. On ma być, i to będzie wersja obowiązująca, już nie tyle postacią kontrowersyjną (jak to było w pewnych środowiskach), ale „patriotą”, człowiekiem, „który dobrze służył Polsce”, człowiekiem, który wszystko dla nas poświęcił. Trudno inaczej odczytać słowa o tym, że walka o dobre imię komunistycznego zdrajcy i zabójcy Polaków trwa...

A z tego, że to wierutna bzdura, że jeśli komuś lub czemuś Jaruzelski służył to był to Związek Sowiecki i partia komunistyczna, że jeśli kimś był, to komunistycznym kacykiem, który ma krew polskich patriotów i kapłanów – nie wynika niestety, że kłamliwa wersja historii nie będzie propagowana. Będzie, i to z ogromną pasją. A z czasem – jeśli odpowiednio mocno się temu nie przeciwstawimy, jeśli nie będziemy przypominać prawdy – dzieci będą się jej uczyć na lekcjach historii. I ciekawi mnie tylko, jak wówczas będzie się opowiadać o bł. Jerzym Popiełuszce? Czy przypadkiem laicyzatorzy i kanonizujący dyktatora nie zaczną przekonywać, że on w istocie był zdrajcą tej ojczyzny, której służył „wybitny patriota” Jaruzelski?

Tomasz P. Terlikowski