John Schindler, były analityk amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa i oficer kontrwywiadu specjalizujący się w walce z terroryzmem, nie zgadza się z Billem Clintonem, który w bezprzykładny sposób zaatakował Polskę i Polaków, oskarżając nas o putinizację systemu politycznego. Zdaniem Schindlera, który wypowiedział się na łamach portalu "Observer.com", obrażanie bliskich sojuszników USA oraz 10-milionowej Polonii w Stanach Zjednoczonych to fatalny pomysł.

"Wprowadzenie Polski i Węgier do kampanii prezydenckiej to zły pomysł" - stwierdził wprost analityk. Jak dodał, Węgry nie mają dla USA specjalnego znaczenia, ale Polska - kraj czterokrotnie ludniejszy i z większą gospodarką - jest ważna zarówno dla Unii Europejskie, jak i dla NATO. "Co więcej" - pisze Schindler - "to państwo frontowe w obecnej zimnej wojnie 2.0 toczonej z rosyjskim rewanżyzmem i nie ma przesady w stwierdzeniu, że słabnąca pozycja NATO na wschodzie Europy jest uzależniona od gotowości Polski do sprzeciwienia się agresji Kremla".

Jak wskazał Schindler, "na szczęście dla NATO Polska traktuje poważnie zagrożenie ze strony Rosj". "Warszawa była naszym sojusznikiem od czasów komunizmu" - dodał, przypominając o polskim udziale w wojnie irackiej i w operacji afgańskiej. Jak dodał były oficer wywiadu USA, NATO byłoby w o wiele lepszym stanie, gdyby wszystkie państwa NATO traktowały swój udział w Sojuszu tak poważnie, jak Polska, która utrzymuje wysoki poziom wydatków na armię.

Następnie ocenił, że jeżeli miałoby się usuwać państwa z UE czy NATO za wyzwiska w parlamencie czy kruche koalicje, to dlaczego w tych strukturach wciąż są Włochy? Polska jest dziś ważnym sojusznikiem USA i całego Zachodu przeciwko rosyjskiej agresji, stwierdził Schindler. I z tej perspektywy nie ma znaczenia, kto w Warszawie rządzi.

kad/rzeczpospolita.pl