Ten wywiad naprawdę warto przeczytać. I to nie po to, by dowiedzieć się czegoś o Kościele, ale by zrozumieć do jakiego stanu doprowadza człowieka nienawiść do instytucji, która go wykształciła i przez lata utrzymywała. Ten były dominikanin nie dostrzega już nawet, że jest śmieszny w swoich pokrzykiwaniach, i że nie sposób traktować poważnie kogoś, kto o biskupach mówi pe „lokalne fallusy”.
Bartoś, jak zwykle, zapewnia, że Franciszek Kościół zmienił, ale z żalem wskazuje, że to nie oznacza, że zmienił się polski Kościół. Do tego potrzebne są zastępy księży, którzy pokażą biskupom gdzie jest ich miejsce. - Trzeba przyznać, że dałoby się znaleźć w naszym kraju ekipę duchownych, którzy mogliby działać w duchu obecnego papieża. To bardzo różnorodne środowisko, i jest wielu, którzy palą się ze wstydu, słuchając o najnowszych antygenderowych bredniach hierarchów. Niech więc drżą nasze lokalne fallusy. Przyjdzie kosa i wykosi – oznajmił Bartoś.
Byłego zakonnika bawi także myśl, że papież mógłby dokonać zmian w diecezji warszawsko-praskiej. - Byłoby wesoło, gdyby na przykład wyrzucił Hosera, a wstawił na jego miejsce Lemańskiego. Śmiechu by było co nie miara. I jaka satysfakcja dla pognębionych, traktowanych jak śmieci parafian. Całe napuszenie Hosera, pogadanki o świętym posłuszeństwie wzięłyby w łeb. Franciszek nie szanuje lojalności wewnątrzgrupowej kleru. Myślę, że nasi hierarchowie mogą już zacząć się bać – podkreśla.
Nie brak też rozważań na temat rodziny, która – jeśli tylko nie jest patchworkowa czy niepełna – to Bartosia jedynie śmieszy i drażni. - [Rodzina] jest instytucją religijną, Mówi się, że jest Bogiem silna. Rodzina to Kościół domowy. I jako sakralna instytucja jest całkiem aseksualna. A jak możliwy ma być seks w Kościele? Horror! Seks jest więc gdzieś ukryty, za kurtyną. Jest, a jakby go nie było. Podobnie jak jest z ukrytą obecnością Boga w hostii – jest, a jakby go nie było. Jest więc ów seks rodzinny ukryty gdzieś za spódnicą poniżej kolan, zapiętym pod szyję dekoltem, biustem najlepiej niezarysowanym w pojemnym ubraniowym worku, z pobożnością różańcową tatusia – głowy rodziny itp. Albo i gejostwem głowy domu, także starannie skrywanym. Im bardziej coś skryte, tym lepsze. Taka moralność przez skrywanie, udawanie, naturalne, bezwiedne, przed sobą i przed innym. Jest, ale nikt jakby tego nie widzi – oznajmia filozof.
Jednym słowem każdy kto nie jest Bartosiem i/lub nie podziela jego spojrzenia na świat jest „fallusem” lub przynajmniej ukrywającym się gejem... „Krytyce Politycznej” gratulujemy autorytetów.
TPT/Krytykapolityczna.pl
