Wiadomości

Byłem na marszu ONRu...

Byłem na marszu ONRu. Nie specjalnie przecież.

2 min czytania
Byłem na marszu ONRu...
Byłem na marszu ONRu...

Byłem na marszu ONRu. Nie specjalnie przecież.

Wybrałem się wczoraj do centrum Warszawy, jak to zwykłem robić dawniej. Od kilku lat mam nową świecką tradycję z narzeczoną i naszą przyjaciółką, że spotkamy się nad Wisłą, by za bohaterów napić się piwa, by nad Wisłą zakrzyknąć ''cześć i chwała...''. Również by się spotkać raz na pół roku i pogadać. By opowiedzieć sobie o naszych wspomnieniach związanych z uczeniem się o PW, o naszych dziadkach walczących w Powstaniu.

Wczoraj się nie udało, więc poszedłem przed 17. na rondo Dmowskiego. I jeszcze po drodze, a potem na miejscu przeżyłem szok. To co zawsze było dla mnie najważniejsze w tym dniu, to fakt, że świętowanie ma charakter przynajmniej częściowo spontaniczny. Że autobusy i tramwaje normalnie jadą, by dalej już po prostu nie móc. Że na rondo wjeżdża tłum motocyklistów, którzy zgodnie z przepisami jeżdżą dookoła, dopóki nie okazuje się, że dalej już się nie da. Że przychodzi tłum skrzykniętych na fb ludzi, ale nie ma żadnej zgłoszonej w ratuszu demonstracji. Że owszem, są flagi ONR, ale przede wszystkim - polskie. Że chociaż wchodzenie na ulicę jest nielegalne, to policja ludzi nie gania, bo na rondo wchodzi cała Warszawa.

Ze względu na korki, które robią się w Alejach na długo przed 17. nawet nie próbowałem wsiadać do tramwaju lub autobusu. Zresztą - blisko mam. Ale okazuje się, że tramwaje nie jadą. Zawracają gdzieś wcześniej. Ruch samochodów też jest wstrzymany. A na środku ronda Dmowskiego stoi wóz ONR, z flagami, oznaczeniami, nagłośnieniem i ludźmi na pace, którzy animują tłum. Dowiaduję się, że nie przyszedłem wraz z połową Warszawy na spontaniczną demonstrację patriotyzmu, ale na 5(!) marsz Powstania Warszawskiego organizowany przez ONR. Po godzinie W, odpaleniu rac i krzyknięciu ''cześć i chwała...'' kilka razy - wszyscy ruszymy w marszu z ONRem na czele.

Zrobiło mi się przykro i smutno. Każde święto patriotyczne w Polsce należy do kogoś. Jedni nie pójdą z prezydentem, inni z narodowcami, inni z ułanami, inni z czekoladowym orłem. To święto, chociaż nie święto sensu stricto, było moje. Należało do mnie, bo nie należało do nikogo. Bo każdy, kto czuł się Warszawiakiem i czuł łączność z Powstańcami, każdy, kto chciał, mógł przyjść i wyrażać swój patriotyzm. I to też zostało mi zrabowane, zawłaszczone. Naprawdę - ch[**], że ONR. Jestem raczej za możliwie najmniej ograniczoną wolnością słowa. Gdyby to był PiS , PO, .Nowośmieszna, KOD czy Rodzina Radia Maryja - byłbym tak samo zły. Oddajcie mi moje święto!

Źródło: Facebook, Chodzi o odgłos paszczowo

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej