Hugo Chavez jest pewien swej popularności wśród ludu pracującego Wenezueli. Choć w ubiegłym roku głosujący w referendum odmówili mu prawa do startowania w wyborach na kolejną kadencję za 5 lat, musi w imieniu narodu dbać o swoje życie. Ma bowiem powody, by się o nie obawiać, skoro musiał wtrącić do więzienia Manuela Rozalesa, przywódcę opozycyjnej partii Nowa Era.

Byłemu gubernatorowi stanu Zulia zarzuca się korupcję i udział w spisku dybiącym na życie El Presidente. Łapownik i niedoszły zabójca nazywa całą sprawę próbą politycznego linczu, który ma zamknąć opozycji usta przed nadchodzącym referendum. Wenezuelczycy będą w lutym 2009 roku mieli okazję poprawić swój błąd sprzed roku i umożliwić Chavezowi start w wyborach na prezydenta w nieskończoność. Opozycja uważa, iż nie jest to konieczne. - Nie, znaczy nie. Respektuj wolę ludu – brzmi hasło antyreferendalne.

sks, newsweek.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »