Mariusz Bulski, który zagrał jedną z ról w filmie "Smoleńsk" w rozmowie z TVP INFO mówił o okolicznościach towarzyszących produkcji obrazu. 

– To jest pewien etap, wracamy do normalności. Możemy opowiadać naszą historię po prostu normalnie, możemy pokazać ją w kinie, teatrze, zaprosić na nią gości, co przez ostatnie pięć lat było nie do pomyślenia – mówił w programie „Cztery strony” Mariusz Bulski, który w filmie „Smoleńsk” zagrał samego siebie. Wcześniej można było go oglądać w filmie „Solidarni 2010”.

Bulski pojawił się w filmie „Solidarni 2010” Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego. Ten film jak przyznaje zmienił jego życie. Powiedział, że w mediach przedstawiono go jako nieopierzonego aktorzynę, który zaczepił się przypadkowo w serialach, a przy okazji „Solidarnych 2010" chciał się wypromować. – Obrzucano nas kalumniami, wyzwiskami. To mnie skłoniło do refleksji, że Polak Polakowi to czyni. Nie czas na łzy, emocje, analizy. Czas na wnioski i podsumowania – powiedział.

Jako aktor był rozczarowany postawą swojego środowiska. – Ja jestem byłym aktorem, przez te pięć lat gdy stanąłem na Krakowskim Przedmieściu zastanawiałem się co mnie tam pchnęło, co mnie pociągnęło. Poszedłem tam dlatego, że popchnął mnie jakiś bunt – powiedział. Dodał, że choć zarzucono mu, że jest aktorem, że wziął pieniądze za swoje wypowiedzi w filmie.

– Zmiażdżono mnie. A co się teraz dzieje? Nikt nie zarzuca panu Kondratowi, że występuje za pieniądze. Mai Komorowskiej, że ktoś jej pisze scenariusze, pani Agnieszce Holland, że wspiera marsze KOD. Zapewniam państwa ani złotówki za ten wywiad nie otrzymałem i nie otrzymam – powiedział. Dodał, że musiał zmienić swoje życie, znaleźć inną pracę. Nie dostawał propozycji, nie był zapraszany na castingi.

– Koledzy żartowali, że słyszeli rozmowy reżyserów na mój temat. Pytałem ich wtedy: „I co wreszcie coś zagram?” a oni odpowiadali: „Oj nie, długo nic nie zagrasz” – wspominał. Dopiero w 2015 roku otrzymał propozycję zagrania w filmie „Smoleńsk” samego siebie. Pytany o to co sądzi o tym, że aktorzy grający w filmie „Smoleńsk” podobno poprosili o to aby nie wpisywać ich nazwisk na tzw. „listę płac”, bo nie chcą być z nim kojarzeni. – Ponoć takie pogłoski się pojawiają. Nie ma faktów, nazwisk. Jeśli tak się zdarzyło, że któryś z aktorów odmówił publikacji swojego nazwiska, to ja apeluje oddajcie gażę, te pieniądze, które wzięliście za udział w tym filmie – mówił. Jego zdaniem każdy Polak chciałby znać faktyczne przyczyny dlaczego doszło do katastrofy w Smoleńsku.

za: TVP INFO