Czy Janusz Palikot jest dla pana wiarygodnym politykiem?
- Uważam Palikota za błazna, ale niebezpiecznego błazna. On powinien być na scenie politycznej izolowany. Myślę, że pewne jego środki nie powinny być akceptowane, jak świński łeb i inne podobne zachowania. On przekroczył wszelkie granicę niewiarygodności. Zawsze byłem zwolennikiem rozdziału Kościoła od państwa, ale on powinien być przeprowadzony w duchu konstytucji jako przyjazny rozdział. Trzy razy razy składałem ślubowanie poselskie i ani razu nie powiedziałem: tak mi dopomóż Bóg. Bo nie jestem człowiekiem wierzącym, ale nie jestem też ateistą. Ja nie mam pewności, że Boga nie ma. Palikot został wybrany, bo jest frustracja, że scena polityczna jest zablokowana i nie ma podaży nowych koncepcji i pomysłów. On miał być odpowiedzią na to zapotrzebowanie.
Palikot kreuje się na lewicowego obrońcę uciśnionego ludu, ale trzyma z establishmentem, jest jego częścią?
- Co do tego nie ma wątpliwości. Tu nawet nie chodzi o establishment polityczny w ścisłym sensie. On od dawna należy do wąskich liberalnych elit. Jeśli Palikot chce opodatkować Kościół - i choć też uważam taką zmianę za docelową - to on jednak niech zacznie od tego, żeby jego firmy nie działały w rajach podatkowych, a wtedy może uzyska prawo do wypowiadania się w takich kwestiach. Niech opublikuje ile w ciągu ostatnich lat zapłacił podatków i jaki dochód w tym czasie osiągnął, to wtedy będziemy wiedzieli z kim mamy do czynienia
Jaką widzi pan przyszłość polityczną Polski?
- Martwię się, bo idą dużo trudniejsze czasy. Nie chcę bić w dzwon alarmu, ale uwarunkowania zewnętrzne, gospodarcze i geopolityczne stają się dla Polski trudniejsze i w tych warunkach dobra klasa polityczna może mieć znaczenie. Dotychczas to tak się nie liczyło. To się trochę odbywało jakby z automatu: Zachód był nam przychylny, a sytuacja gospodarcza na świecie była dobra. Nawet jeżeli w takich warunkach rosną nierówności to oznacza, że i tak każdy się na coś załapie: duży na dużo, a mały na troszkę. Natomiast jak uwarunkowania są trudne, to już jest wybór. Wtedy staje problem nie tyle dystrybucji nadwyżki co deficytu. Kto ma ten deficyt zapłacić. Choć jak patrzę na politykę Rostowskiego i Tuska, to jest to polityka rozsądna. Znacznie rozsądniejsza od tej, której oczekuje od nich Leszek Balcerowicz. To nie zmienia faktu, że ich twardym targetem są grupy uprzywilejowane w Polsce i myślę, że to ich interesów głównie będą mocno bronić. Dotychczas można było to robić nie pognębiając dużej grupy ludzi, która jest niżej.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski

