- Był taki czas, że byłem bardzo blisko Lecha Wałęsy. Uczestniczyłem w latach 1980-81 w prawie Komisjach Krajowych, brałem udział w negocjacjach z rządem, obserwowałem go po stanie wojennym, przy okrągłym stole. On odegrał w gruncie rzeczy pozytywną rolę, ale ona kończy się gdy został prezydentem. Pozostawia wtedy ludzi, robotników, którzy go wynieśli w górę. Nie podejmuje wtedy właściwie żadnej sprawy, która jest dla nich ważna.

 

Ten jego język o pałowaniu i zupełny brak zrozumienia dla problemów społecznych, dla związkowców, którzy protestują w ważnej sprawie - jest nie do przyjęcia. Słowa, że osobiście chwyciłby pałę i bił - również mnie bardzo zabolały. Myślę, że nawet jego „pałowanie” związkowców zaczęło się właśnie gdy został prezydentem. Nie interesowały go problemy zwykłych ludzi. To nie były jego problemy. Nie ma też zrozumienia dla nich również dzisiaj.

 

Wałęsa prowadzi politykę przy pomocy skóry, a nie mózgu. On wyczuwał dobrze sytuację. Przestał ją dobrze wyczuwać gdy został prezydentem. Zaczęło mu się mieszać, że jednoosobowo obalił komunizm. Przecież Nagrodę Nobla dostała cała „Solidarność”, on dostał ją personalnie jako jej przedstawiciel. Potem uwierzył w swoją boskość.

 

Dziś rząd podejmuje bardzo szybko kroki w sprawie emerytur, w ciągu dwóch tygodni, zapominając o debatach społecznych. Dlaczego? Czemu tak się spieszy? Przeczytałem uzasadnienie tego projektu i myślę, że ogromna większość posłów nie rozumie tego za czym głosuje i głosują na polityczny obstalunek – dodaje Bugaj.

 

Not. Jarosław Wróblewski