Jutro święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Czym jest dla pana ten dzień?

 

- Widzę niebo otwarte, widzę Niewiastę obleczoną w słońce, a nad Jej głową wieniec z gwiazd dwunastu. Ona rozpoczyna wojnę ze smokiem i tylko Ona tę wojnę zwycięża. Możemy sobie robić różne partie, prawicowe takie śmakie, ale dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, że tylko Ona pokona smoka o barwie ognia, to nie mamy najmniejszych szans. To święto jest po to, abyśmy sobie o tym przypominali. Ona obroniła Polskę przed smokiem czerwonym. To musi być przed naszymi oczami, że dopóki nie schowamy się pod płaszcz Maryi – nie mamy najmniejszych szans.

 

Kim jest dla pana Maryja? Co Jej pan zawdzięcza?

 

- Wszystko. Nowe życie, nowe patrzenie na świat. Wie pan, trzeba też wiedzieć ile robi ofiarowanie dziecka przez jego matkę - Matce Bożej. To nie jest tylko mój przykład, ale też można przypomnieć Adama Chmielowskiego i innych. To pokazuje, co znaczy 40 lat modlitwy mojej mamy, żeby jej synuś nie bał się przyznawać do Jezusa.

 

Mama to panu wymodliła?

 

- „Pływałem” po świecie i robiłem różne dziwne rzeczy. I wcale tego nie chciałem, nie marzyłem i przez myśl mi nie przeszło, że ludzie będą mnie zapraszać i słuchać. Staję przed profesorami w seminariach duchownych, przed teologami - byle jaki bębnista, który ma głosić rekolekcje czy prowadzić Dni Skupienia. Gdy ja się nawet tego nie uczyłem. Jak to nazwać?

 

Jak?

 

- ...a jak to nazwać, że w mojej legitymacji Rycerstwa Niepokalanej widnieje własnoręczny podpis o. Maksymiliana Kolbe, Kak on już nie żył 6 lat? Zapisali mnie do Rycerstwa gdy miałem 1,5 roku na wiosnę w 1947 r., a dowiedziałem się o tym gdy miałem 46 lat?

 

A właśnie dziś jest rocznica śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbe...

 

- Widzisz, nieprzypadkowo dzisiaj o tym rozmawiamy. Hrabia, który ofiarował Teresin o. Maksymilianowi i ojcom Franciszkanom, gdy miał 95 lat przyjechał do Niepokalanowa i po kolacji poprosił ojców, żeby przyszli wieczorem do jego celi bo będzie dziś umierał, choć był zdrowy to faktycznie z 12 sierpnia 1990 r. zmarł. Podobnie Maryja przychodziła po o. Maksymiliana, św. Stanisława Kostkę, św. Jacka Odrowąża... Wszyscy święci Maryjni byli zabierani w okolicy Maryjnych świąt.

 

Ma pan dobrego ducha, wiarę. Co pana przynagla, aby nieustająco głosić Bożą miłość, nawoływać innych do modlitwy, do nawrócenia?

 

- To dzieje się poza logiką, poza ludzkim kombinowaniem. Trzeba śledzić słowa Maryi. Przynagla mnie to, że jest apokalipsa. Ona trwa. Trzeba czytać Pismo Święte, uczestniczyć w Mszy świętej, słuchać czytań... Wszystko zostało zapisane.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski