Jako, że z założenia nie posiadam telewizora, a mecz Polska-Rosja, wiadomo, obejrzeć trzeba, postanowiłam wybrać się do Strefy Kibica, by wspólnie z innymi fanami futbolu kibicować biało-czerwonym. Kiedy jednak wysiadłam na stacji metra Centrum, szybko zorientowałam się, że przedostanie się do strefy z telebimami nie będzie takie proste. Nie tylko ze względu na potężny ścisk, jaki panował w okolicach wejść do sektorów dla kibiców.
Także dlatego, że ul. Marszałkowska i plac przed Domami Centrum zamienił się w pole ulicznych walk kiboli. Nie, nie z rosyjskimi fanami futbolu. Z samymi sobą, a przede wszystkim z policją. A zaczęło się bardzo niewinnie – od niewielkiego poruszenia, jaki spowodował widok prowadzonych przed kordon policji dwóch kiboli. Nie wiem, co zrobili kilka minut przed zatrzymaniem, ale jestem przekonana, że funkcjonariusze nie zgarnęli ich bez powodu. I od razu zrobiła się z tego wielka sensacja. Przecierałam oczy ze zdumienia, kiedy niemal w jednej chwili przed Domy Centrum zaczęli nabiegać węszący aferę kibole. Od razu posypały się epitety pod kierunkiem „białych kasków”. Ale nie tylko. W ruch poszły puste (albo i nie) butelki po piwie i petardy. Stado podchmielonych prymitywów czerpało wielką radochę z faktu, że na Marszałkowskiej zaczyna zbierać się coraz więcej policjantów, a przestraszeni całą sytuacją normalni kibice zaczynają się nerwowo rozbiegać we wszystkich kierunkach.
Obserwując całe wydarzenie, nie miałam wątpliwości, o co chodziło polskim kibolom. O to, żeby się, przepraszam, ale tu tylko takiego słowa można użyć – napieprzać z policją. I nic poza tym. Pod Strefę Kibica nie przyszli fani piłki nożnej. Oni nawet nie mieli zamiaru do tej strefy wchodzić. Zrobili swoje pod Stadionem Narodowym i – nie wiedzieć czemu, nie zatrzymani przez policję – przyszli dokończyć swego „dzieła” w centrum. Na własne oczy widziałam, jak jakiś łysy, przygłupi idiota dopija piwo i rzuca butelką już nawet nie w policję, ale gdzie popadnie, nie zważając na to, że w tłumie jest mnóstwo kobiet i dzieci. Potem ten sam kretyn miał potężną frajdę, kiedy przyjechała policyjna armatka wodna, a on swoją klatą próbował dać opór potężnemu strumieniowi wody.
Tak więc, zamiast nawdychać się odświętnej atmosfery ważnej imprezy futbolowej, w centrum można było uraczyć nozdrza gazem pieprzowym i swądem wypalonych rac. Zamiast okrzyków „Polska gola!” można było „delektować się” wezwaniami do atakowania policji czy hasłami „milicja-k***y”. A zamiast stać w kolejce do wejścia do Strefy Kibica można było zaznać niecodziennej ucieczki przed spychającym ludzi kordonem policji. Ot, piłkarskie święto.
I jeszcze jedno – nie do przyjęcia są dla mnie jakiekolwiek argumenty, że zadyma pod Stadionem czy w Centrum to wina Hanny Gronkiewicz-Waltz, która pozwoliła na przemarsz rosyjskich kibiców. Że niby ludzie byli tym faktem rozwścieczeni, że atmosfera była przez to gorąca... Jasne, oczywiście, najlepiej całą winę zwalić jak zwykle na HGW, a polskich kiboli pogłaskać po pustych główkach... Pewnie, zgoda na marsz, który w jakiś sposób był polityczny, była pewną kompromitacją Polski, ale z drugiej strony, jak mówił w rozmowie z portalem Fronda.pl Jan Tomaszewski, jak ci kibice mieli przejść na stadion? Po dnie Wisły?!
Wszyscy obawiali się, że będzie to manifestacja z komunistycznymi symbolami. Być może tę napiętą atmosferę do czerwoności rozgrzały media. Ale do licha, flag z sierpami i młotami widziałam naprawdę kilka. Poza tym, polscy kibice mieli takie samo prawo, jak Rosjanie, żeby zorganizować sobie przemarsz na Stadion Narodowy czy do Strefy Kibica. Dlaczego tego nie zrobili? Bo najłatwiej jest narzekać, że Rosjanie są faworyzowani i coś im wolno, a samemu nie ruszyć tyłka do roboty. Poza tym, polscy kibole wcale takiego marszu nie chcieli, bo oni czekali na wtorkowy wieczór tylko z jednego powodu – żeby ponawalać się z policją.
Oczywiście, nie chcę generalizować, że wszyscy kibice, bo byłoby to rażącą niesprawiedliwością. Ale nie da się ukryć, że ten margines prymitywów rzutuje na kibiców w ogóle, czego efekty możemy już dziś zobaczyć przeglądając nagłówki w prasie polskiej czy zagranicznej. Zapewne zadziałał tu taki sam mechanizm, jak podczas Marszu Niepodległości – z powodu grupy kilkudziesięciu łysych neonazistów czy kiboli cały kilkunastotysięczny marsz polskich patriotów został w mediach pokazany jako spęd faszystów i zadymiarzy.
Jedno jest pewne – dopóki nie zrobimy porządku z chamstwem, tak właśnie będziemy pokazywani jako naród. Naród prymitywów chętnych do bitki.
Marta Brzezińska

