Oburzyła się Magdalena Żuraw, „paprotka PiS”, za tekst Joanny Miziołek w dzienniku „Polska The Times”. Publicystka zacytowała tekst Żuraw z 2007 roku, w którym ta, ni mniej, ni więcej, pisała, że kobiety zostały stworzone „by być upiększeniem i ostoją dla geniusza”. Chociaż mnie samej daleko od bojowania o równouprawnienie i parytety (inteligentna kobieta nie potrzebuje ułatwień, tylko dlatego, że jest kobietą), to jednak nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że kobieta ma być tylko „upiększeniem” dla geniusza. To nieco pachnie „szowinizmem w spódnicy”, ale jeśli panią Żuraw satysfakcjonuje bycie „ozdobą”, to przecież jej wybór.

 

Ciekawszym zjawiskiem jest to, że prezes Kaczyński przed nadchodzącymi wyborami faktycznie postawił na kobiety. Co chwila jakiś tabloid rozpisuje się o „tajemniczej brunetce” albo kolejnym „aniołku” Kaczyńskiego. Przeglądając zdjęcia Kaczyńskiego z jego ostatnich przedwyborczych wizyt, nie sposób nie zauważyć, że prezes lubi otaczać się pięknymi kobietami.

 

W większości towarzyszy mu właśnie Żuraw albo Ilona Klejnowska, wiceszefowa Biura Prasowego PiS. Być może piękne, młode kobiety mają nieco ocieplić wizerunek Kaczyńskiego. Być właśnie tym opisywanym przez Żuraw upiększeniem.

 

Szkoda tylko, że właściwie poza bycie „ostoją geniusza” role młodych dam w PiS jakoś mocno nie wykraczają. Wprawdzie Żuraw wystartuje z całkiem dobrego, czwartego miejsca na bydgoskiej liście partii, a Sylwia Ługowska, „polska Angelina Jolie” z pozycji piątej łódzkiej listy, to jednak trudno nie zgodzić się z konkluzją tekstu Miziołek, że wystawienie „aniołków” na pierwszy plan niekoniecznie było udanym pomysłem.

 

Poza niezaprzeczalną urodą „aniołków prezesa” rodzi się pytanie – jakie te panie mają pojęcie o polityce i czym zamierzają się zająć, jeśli trafią na Wiejską. O ile, Ługowska chętnie opowiada przed kamerą o swojej dotychczasowej pracy w młodzieżówce partii i programie PiS, o tyle jeszcze nie słyszałam żadnej wyborczej deklaracji Magdaleny Żuraw.

 

Kobiety, „tajna broń” prezesa może okazać się w najbliższych wyborach albo niewypałem, albo co gorsza, miną, na którą wdepnie sam Kaczyński i jego sztab wyborczy. Media szeroko rozpisują się o goliźnie i dwuznacznych hasłach na ulotkach kandydatek PiS. - Kokieteryjna poza, czerwień sweterka zsuniętego tak, by pokazać nagie ramiona i odrobinę czarnej bielizny. I hasło, które bije w oczy z łososiowego tła: "Inteligentna czwóreczka" – tak wygląda jej wyborcza wizytówka – pisze o Annie Mętlewicz dzisiejsza „Rzeczpospolita”. Internetowe fora zaroiły się od niewybrednych komentarzy na temat kandydatki.

 

Rozerotyzowane ulotki wyborcze to jednak niekoniecznie dobry patent na wygraną. Sarze May, która w bikini kandydowała na radną Bemowa nie pomogły – uzyskała całe... 55 głosów.

 

Sugerowanie się ładną buzią podczas układania wyborczych list to może niekoniecznie dobra metoda. Oczywiście nie uważam, że ciężka dola polityka zarezerwowana jest tylko dla mężczyzn i trzeba je wszystkie wyciąć z Wiejskiej. Ale zamiast kreować na liderki młode, na pewno zdolne, ale wciąż mało doświadczone „aniołki” warto postawić na promocję „wyrobionych marek” jak choćby prof. Krystyna Pawłowicz, wybitna prawnik, znakomity naukowiec.

 

Marta Brzezińska