W zakładce „Kobieta” na portalu Gazeta.pl znalazłam absurdalny poradnik dla przyjaciół od seksu. Po pierwsze – żadnych zobowiązań. - Tak więc seks ze znajomym może być rozwiązaniem dla tych, którzy chcą wypuścić z siebie trochę pary i zwyczajnie się zabawić – radzi autor artykułu. W sumie, to nie wiem czemu, zaleca się nie spotykać w tym czasie z innymi osobami, bo „przyjaciel z przywilejami” stanie się zwykłym kochankiem. A przepraszam, to nie jest nim? Bo trochę nie nadążam. Skoro już tak się bawimy w tych „przyjaciół”, to po co jakieś sztuczne ograniczenia, że tylko z jednym?! No już nie bądźmy tacy pruderyjni, phi!


Gazeta.pl jasno precyzuje też, kto może się w taką „przyjaźń” angażować, bo oczywiście, nie jest dla wszystkich. Otóż, ponoć psychologowie ustalili, że powinny to być osoby, które nie są zazdrosne, zaborcze i nie wierzą  w monogamię. Ot, wybitni ci psychologowie. Oczywiście, to wachlarz cech koniecznych do tego, żeby bez mrugnięcia okiem pozwolić „przyjacielowi” pójść w swoją stronę, kiedy znajdzie inną „przyjaciółkę” (albo przyjaciela, bo przecież wszystko dziś już można).


A tak w ogóle, to „przyjaciel z przywilejami” wcale nie powinien być przyjacielem, a im dalszym jest znajomym, tym lepiej – przekonuje Gazeta. Bo przecież gdyby było inaczej, narażalibyśmy się na częstsze spotkania z tym naszym „przyjacielem”, a wtedy ktoś z paczki znajomych mógłby się połapać, że między nami jest coś więcej, niż tylko przyjaźń.


- Nie rozmawiajcie też ze sobą zbyt często i na zbyt prywatne tematy, bo zanim się obejrzysz okaże się, że sypiasz ze swoim najlepszym przyjacielem. Stąd też niedaleko do narodzin głębszego uczucia. Żadnych randek we dwoje, dzwonienia do siebie, pisania e-maili itd. – oto, proszę państwa, zasady nowoczesnej, takiej przyjaźni-nie-przyjaźni, bo właściwie to już brak mi odpowiedniego słowa, żeby to określić.


Nie tak dawno temu czytałam o jakiejś „wspaniałej” modzie wyzwolonych libertyńskich gówniarzy, którzy „bawili się” w całkowicie przypadkowy seks z zupełnie przypadkowymi osobami. W ramach „zabawy” potrafili podbiec do nieznanej kompletnie osoby, zrobić „to” z nią w trybie ekspresowym i pójść w swoją  stronę. Chciałoby się powiedzieć, jak zwierzęta, ale przecież trudno obrażać tym porównaniem zwierzęta.


Teraz wyzwolonym bananowcom nie wystarcza przypadkowe zaspokojenie z obcą osobą. No przecież nie wiadomo, ile ten ktoś miał wcześniej partnerów i czy nie jest czymś zasyfiony. Warto mieć jednak kogoś sprawdzonego, kogoś do kogo nawet czuje się jakąś sympatię, z kim łączy mnie nić porozumienia, bo tak, to jakoś nawet mniej zwierzęco. A ile rzeczy to upraszcza. - Tuż po studiach wielu ludzi stawia na pierwszym miejscu karierę. Chcąc się wybić, mają dużo mniej czasu na spotykanie się ze znajomymi, rozrywki i imprezy. Także trudniej im znaleźć osobę, z którą mogliby związać się na stałe. Kobieta i mężczyzna, zostając przyjaciółmi od seksu, unikają stresu towarzyszącemu nowym związkom – nie muszą flirtować czy też umawiać się na randki – czytam na jednym z portali randkowych, który nakręca zjawisko „przyjaciół od seksu”.


W durnych romansidłach i filmach z porypanymi historiami miłosnymi, kiedy jakiejś parze coś nie wyszło i musiała się rozstać/rozwieść padała czasem taka kretyńska propozycja: „To może zostańmy przyjaciółmi…”. Dziś taka oferta nabiera zupełnie nowego znaczenia, więc chyba trzeba się dwa razy zastanowić zanim ona padnie.


Marta Brzezińska