- Na Krakowskim Przedmieściu nie chodziło o krzyż. Jego rola się skończyła - stwierdził rzecznik Warszawskiej Kurii w programie Moniki Olejnik. Ksiądz Markowski chyba dawno nie był pod Pałacem Prezydenckim - zastanawia się Marta Brzezińska.

- Sprawa krzyża została definitywnie zakończona w momencie jego przeniesienia - obwieścił wczoraj w rozmowie z Moniką Olejnik rzecznik Warszawskiej Kurii, ksiądz Rafał Markowski.

Stwierdzenie to dziwi, tym bardziej, że nie zostały zrealizowane postulaty porozumienia, jakie zawarły strony "sporu o krzyż". Ustawiony przed Pałacem Prezydenckim "Krzyż Pamięci" miał zostać przeniesiony do świątyni, ALE nie bezwarunkowo. Miało to nastąpić po "godnym upamiętnieniu" ofiar katastrofy smoleńskiej.

Tymczasem, na Krakowskim Przedmieściu, "ani widu, ani słychu" o pomniku upamiętniającym ofiary tragedii pod Smoleńskiem. Poza wbudowaną cichaczem tablicą i niewiele wnoszącym sporem o formę owego upamiętnienia, pod Pałacem Prezydenckim nic się nie pojawiło.

Na fali niezawodnej - jak niemal zawsze - koncepcji grania na zwłokę sprawa pomnika jakby przycichła. Nie podnosi jej ani Kuria Warszawska (jedna ze stron zawartego latem porozumienia), ani tym bardziej Kancelaria Prezydenta. - Na Krakowskim Przedmieściu nie do końca jednak chodziło o krzyż. Chodziło o miejsce. Dzisiaj krzyż jest w świątyni i nie gromadzi tłumów - tłumaczy ks. Markowski.

Zdaje się jednak, że rzecznika kurii dawno pod Pałacem Prezydenckim nie było. Każdego 10. dnia miesiąca gromadzą się tam tłumy ludzi, którzy nie zapomnieli. Nie powiodło się "zresetowanie" im pamięci, nie "wykurzyła" ich zima ani mróz. Spotykają się tam co miesiąc i zapewne jeszcze długo spotykać się będą. Bo wbrew temu, co twierdzi ks. Markowski, na Krakowskim Przedmieściu wcale nie chodziło tylko o miejsce. Chodziło o pamięć, a ta niewątpliwie domaga się umiejscowienia, wyrażenia w realnym czasie i przestrzeni.

Spotkania na Krakowskim Przedmieściu to także wyraz walki o prawdę, znak, że jest w społeczeństwie taka grupa nonkonformistów, która "nie kupi" serwowanych przez MAK (za usłużnym przyzwoleniem rządu) tez o polskiej winie. To symbol, że po katastrofie smoleńskiej coś w tym polskim społeczeństwie pękło, że są ludzie, którzy już dłużej nie będą przystawać na "jedyną słuszną prawdę".

To wszystko, co działo się - i wbrew pozorom - wciąż się dzieje wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, jest wyrazem tego, jak dziś próbuje się manipulować naszą pamięcią. To, że manipuluje się historią, nie dziwi już chyba nikogo. Ale nie to przeraża najbardziej. Zmanipulowaną historię można jeszcze jakoś oczyścić. Zaś zmanipulowana pamięć stworzy już tylko taką, zmanipulowaną historię.

- Krzyż miał charakter polowy. Jego rola dobiegła końca - mówił ksiądz Markowski.

Rola krzyża nigdy się nie kończy, proszę księdza.

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »