- Członkowie tej partii mają w swej nazwie słowo ''prawo''. Stadionowe zachowania posłów dają wątpliwy przykład. Reprezentanci narodu pokazali swój szacunek dla prawa, które sami ustanawiają i ludzi, którzy jego przestrzegania powinni pilnować – skomentowali Darek Zalewski i Łukasz Konarski (dziennikarze Radia TOK FM) w tekście zatytułowanym "Czy posłom wolno więcej?".

Niedzielny incydent przed Pałacem Prezydenckim wywołał nader intensywne zainteresowanie mediów. Szkoda tylko, że tak ochoczo komentują je ci wszyscy, którzy na Krakowskie Przedmieście pofatygować się nie raczyli, a swoje opinie budują jedynie na fragmentarycznych filmikach umieszczanych w sieci...

Tak się złożyło, że o godz. 8:41 stałam dokładnie w miejscu, w którym spora grupa posłów PiS została zatrzymana przez policję. Oczywiście, zrobiło się spore zamieszanie, jak w to w tłumie i w pierwszej chwili niezupełnie było wiadomo, o co chodzi. - Gestapo! Gestapo! - kilka osób podniosło okrzyki. Przyznaję – oburzyłam się, bo właśnie w tym momencie trwało odczytywanie listy ofiar, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. Ale sekundę później, kiedy już udało mi się przedostać do samej barierki, moim oczom ukazał się zatrważający widok.

I wcale nie było tak, jak relacjonują panowie Zalewski i Konarski, a w ślad za nimi większość tzw. “mediów głównego nurtu”. Parlamentarzyści nie “wymachiwali” legitymacjami poselskimi jak szabelkami, nie zachowywali się jak “kibole” ani nie awanturowali. Owszem, byli wzburzeni, ale kto by nie był?!

Zastanawia mnie, jaki ta cała “zadyma” miała sens? Czy była tylko idiotyczną prowokacją, na którą, bądź co bądź, trochę dali się podpuścić posłowie? Przecież oczywiste do przewidzenia były reakcje zarówno posłów, którym uniemożliwia się przejście wraz z prezesem Kaczyńskim, by złożyć wieniec pod Pałacem, jak i ludziom, którzy to wszystko widzą. Ludziom, których odgrodziło się od Pałacu Prezydenckiego barierkami skutecznie uniemożliwiając im złożenie tam kwiatów. Ludziom, którym widok całkowicie zasłaniają kordony uzbrojonych jak do starcia z kibolami policjantów. Z czym oni chcieli walczyć tymi pałkami? Z kwiatami i zniczami?!

Widać jednak, że skojarzenia krążące wokół stadionów piłkarskich nasuwają się nie tylko mnie. Dziennikarze TOK FM pytają "czy funkcjonariusze policji nie powinni w takiej sytuacji obejść się z zadymiarzami tak, jak z chuliganami podczas meczu". Zaiste, doskonałe rozwiązanie! Chyba panowie zapomnieli tylko, że posłów chroni immunitet poselski, a już sam fakt, że zostali oni zatrzmani przez odziały policji domaga się co najmniej wyjaśnienia.

- Policji można tylko pozazdrościć opanowania i gratulować tego, że nie dali się sprowokować. Wyciąganie legitymacji poselskiej i próba taranowania kordonu policji przed Pałacem Prezydenckim nie różni się niczym od przeskakiwania przez płot na stadionie - piszą dalej Zalewski i Konarski.

Drodzy panowie... Owszem, zachowanie posłów różni się od zachowania stadionowych kiboli. I to im należy pozazdrościć opanowania, bo mnie samej, patrząc na to wszystko, krew się srodze burzyła... Oczywiście, zgodzę się, że od posłów, których ugrupowanie ma w nazwie "prawo" (i w ogóle od szeroko pojętych reprezentantów narodu) można wymagać więcej, a przeskakiwanie przez barierki do tego "więcej" niekoniecznie się zalicza.

Ale na litość boską, zwrócmy uwagę na uprzedniość faktów! To nie posłowie PiS urządzili sobie zadymę, by informacja o prowokacji zakłócającej rocznicę obiegła media od prawa do lewa. Zaczęło się od odgrodzenia Pałacu zasiekami barierek i hordami (bo już inaczej tego tłumu policji nazwać nie potrafię) służb mundurowych, o przepychaniu się z posłami nie wspominając.

Dziś marszałek Schetyna zapewnia, że przyjrzy się sprawie i tłumaczy, że przecież policjanci nie musieli wiedzieć, że ktoś, kto próbuje przeskakiwać przez barierki, jest akurat posłem, i że gdy tylko parlamentarzyści wyciągnęli legitymacje, natychmiastowo zostali przepuszczeni. Tylko, że to "tylko" panie marszałku trwało kilka dobrych minut i towarzyszyło im wręcz błaganie posłów, a za nimi krzyczącego tłumu o przepuszczenie...

Jasne, być może dla niektórych zachowanie parlamentarzystów PiS było niegodne posła, ale spójrzmy na bilans strat i zysków. Doskonale skomentował całe zajście poseł Stanisław Pięta: "I nie ma co ukrywać, że warto było. Dzięki temu, że byliśmy po drugiej stronie, mogliśmy pomagać ludziom, układać znicze i kwiaty. Mam świadomość, że w ten sposób przeszkodziliśmy w realizacji planu ukrycia tych dowodów pamięci. Ale warto było, choć przez wiele godzin nie wychodziliśmy zza kordonu, obawiając się, że więcej nas za niego nie wpuszczą".

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »