„Jan Paweł II. Szukałem Was”.  Dziś wszedł do kin kolejny film o polskim Papieżu. Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego o Człowieku, o którym już tyle powiedziano, o którym już tyle napisano? Co jakiś czas raczeni jesteśmy także kolejnym, bardziej lub mniej udanym, filmowym  obrazem o Janie Pawle II. Wysyp filmów czeka nas pewnie jeszcze nie raz, choćby w kontekście zbliżającej się beatyfikacji Papieża.

Ale obraz Jarosława Szmidta to nie jest kolejny „film o papieżu”. To dzieło, które obejrzeć po prostu trzeba. Niby nie pokazuje nam nic nowego, przecież to wciąż ta sama historia, tego samego Człowieka,  ale jest w niej coś, co chwyta za serce, co sprawia, że od pierwszej do ostatniej minuty widz siedzi w kinowym fotelu z zapartym tchem, niemal zupełnie tak, jakby oglądał najbardziej wciągający film sensacyjny.

- Ten film to największa produkcja w historii polskiego dokumentu – zapewniają jego autorzy. I trudno im odmówić racji. W dokumencie użyto unikalnych materiałów archiwalnych ze zbiorów m.in. CTV, RAI, LUCE, MEDIASET, Filmoteki Watykańskiej, Filmoteki Narodowej, WFDiF, TVP, Działu Dokumentacji Filmowej UJ, PAP, Episkopatu Polski oraz ze zbiorów prywatnych. Tak potężny materiał HD robi wrażenie. Ale jeszcze większym atutem jest unikalny dobór scen. W ograniczonym ramami czasowymi dokumencie nie można przecież pokazać wszystkiego. Ale reżyserowi nie można zarzucić chęci epatowania tanim „efekciarstwem”, on nie poszedł na łatwiznę wybierając kilka najbardziej chwytających za serce momentów. Szmidt wykonał potężną pracę, której efektem jest doborowa kompilacja materiału, jaką proponuje widzowi.

Cztery lata, na czterech kontynentach, 90 dni zdjęć, 13 krajów świata, 120 różnych, także tych najbardziej niedostępnych miejsc. Przez 90 minut filmu czułam się jak zabrana w podróż dookoła świata za Papieżem, a moim przewodnikiem był niezastąpiony jak zwykle Krzysztof Ziemiec. - Nadal słyszę jego głos, nadal czuję jego wpływ na nasze życie – mówi pod krzyżem na pl. Piłsudskiego w Warszawie i zabiera nas w podróż śladami Jana Pawła.

Tym, co przede wszystkim wyróżnia film, są ekskluzywne wypowiedzi wielkich tego świata, którzy wspominają Papieża. To nie tylko duchowni i hierarchowie Kościoła, to przywódcy państw, politycy, przedstawicie największych religii świata. Ale także wielu dziennikarzy i watykanistów, którzy zdradzają swój osobisty kontakt z Janem Pawłem II, który w końcu nie bez przyczyny został okrzyknięty „Papieżem mediów”, oraz aktorzy - Raul Bova i Eduardo Verastegui. Ten ostatni,  znany m.in. z filmu „Bella” przyznaje, jak bardzo był zaskoczony tym, że Wojtyła stał się idolem młodzieży. Nie aktorzy czy celebryci, ale właśnie zgarbiony staruszek z laską.

Wielkim atutem filmu jest także napisana przez Michała Lorenca muzyka. Kompozytor, ostatnio znany przede wszystkim z muzyki do „Różyczki”, która towarzyszyła przekazom medialnym związanym z katastrofą smoleńską, stworzył doskonałą ścieżkę dźwiękową, której elementy powstawały nawet w Kamerunie, przy udziale lokalnych muzyków i chórów.

- Dzięki temu Papieżowi zdarzyły się rzeczy niebywałe – przekonuje ks. Adam Boniecki. Oglądając skrawki tego niesamowitego pontyfikatu można jeszcze raz poczuć tą niebywałość.

Tym, co najbardziej mnie wzruszyło to fakt, że obraz Szmidta nie kończy się w momencie śmierci Papieża. Niezwykle wzruszającym wspomnieniem dzieli się abp Piero Marini, Mistrz Papieskich Ceremonii Liturgicznych. Marini, tuż przed śmiercią Jana Pawła II, został na chwilę sam na sam z odchodzącym Papieżem. W filmie, ze łzami w oczach wspomina ostatnie spojrzenie, jakim obdarzył go Wojtyła, zanim odszedł…

Ale film nie kończy się śmiercią. Nie kończy go także pogrzeb papieża. Ostatnia scena to obraz uśmiechniętej twarzy Karola Wojtyły i słowa, które napisał w wigilię Wielkiej Nocy 1966 roku.

„Ciało ludzkie w historii umiera częściej niż drzewo, umiera wcześniej

Trwa człowiek poza progiem śmierci w katakumbach i kryptach.

Trwa człowiek, który odszedł, tych, co po nim przychodzą.

Trwa człowiek, który nadchodzi, w tych, co odeszli.

Trwa człowiek poza wszelkim odejściem i przyjściem

w sobie

i w Tobie”…

On żyje w nas…

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »