„Corpora dormiunt, vigilant animae”. „Ciała śpią, dusze czuwają” – głosi napis na tablicy poświęconej pamięci 96 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem umieszczonej na Wawelu.

10 kwietnia 2010 roku był dniem, w którym pędzący kołowrót życia zatrzymał się na chwilę. To jedna z dat, historycznych dat, po których powtarza się, być może i sloganowe hasło, że po niej „nic już nie będzie takie samo”. Ale po 10 kwietnia tak właśnie jest – nic już nie jest takie samo.

Katastrofa, w której zginęła znakomita część polskiej elity, i to wszystko, co wydarzyło się po niej, na trwałe zmieniło krajobraz Polski. Nie chcę pisać, że jesteśmy podzieleni na „Polskę prawdziwych Polaków”, i tą „drugą”. Bo podziały nie rodzą się w społeczeństwie, one pochodzą niejako „z góry”. „Divide et impera” – mawiali starożytnie Rzymianie.

Jeszcze długo przed 10 kwietnia 2011 roku obawiałam się o to, jak będą wyglądały obchody pierwszej rocznicy katastrofy. Czy Polacy będą potrafili uczcić pamięć ofiar? Czy zdoła na nowo rozpalić się w nich duch pojednania i solidarności, jaki jednoczył ich w przeraźliwie długich kolejkach na Krakowskim Przedmieściu? Czy znowu odżyje to poczucie patriotyzmu, a „Bóg – Honor – Ojczyzna?” nie będzie tylko pustym hasłem?

Obawiałam się jeszcze o jedno – czy w rzeczywistości uczczenia pamięci ofiar katastrofy nie przyćmią przedwyborcze postulaty, obrzucanie się odpowiedzialnością za karygodnie prowadzone śledztwo w sprawie wyjaśniania przyczyn tragedii, polityczne przepychanki?

Dziś, od samego rana przechadzam się Krakowskim Przedmieściem i widzę żywą odpowiedź na moje pytania. Trudne do zliczenia tłumy wciąż gromadzą się pod Pałacem Prezydenckim, przynoszą ze sobą kwiaty, zapalone znicze. Nad ich głowami powiewa tysiące biało-czerwonych flag. Wiele z nich przewiązanych żałobnym kirem.

Przyszli, by znów być razem, by znów móc wyrazić swoje uczucia, choć skutecznie jest im to utrudniane. Bulwersujące są  kordony policji ustawione pod Pałacem, które uniemożliwiają przychodzącym składanie kwiatów i zniczy w pobliżu pomnika Poniatowskiego. Bulwersujące są zasieki barierek ustawione wzdłuż  Krakowskiego Przedmieścia.

Ale to nie zatrzyma pamięci. – Tym, którzy chcieli ją zabić, nie udało się – mówił kilka minut temu Jarosław Kaczyński pod Pałacem Prezydenckim. Nie udało się, bo Polacy, tak jak rok temu znów tu przyszli, i znów są razem.

Nie da się budować pamięci bez prawdy. W przeciwnym układzie, byłoby to budowanie domu na piasku. – Nie można budować domu na piasku. A pamięć to skała. Dom trzeba budować na skale, tak uczy Ewangelia. Ten dom musi być solidny, musi być mocny i musi być nasz – przypominał dziś prezes PiS.

Pamięć, ale budowana na prawdzie. Dlatego tak ważne jest, by wyjaśnić przyczyny tej straszliwej tragedii. Tak ważne jest, by walczyć o tą prawdę, podczas gdy próbuje się ją zmanipulować, zafałszować.

Katyń i Smoleńsk. Dwa zupełnie inne miejsca, dwie zupełnie inne historie i dwie zupełnie inne tragedie, ale jakże bliskie sobie, i jakże powiązane. Ale powiązane także w ten najsmutniejszy sposób. Tak samo, jak próbowano nam wmówić nieprawdę o zbrodni z 1940 roku, tak samo teraz próbuje się nie dopuścić do poznania prawdy o katastrofie pod Smoleńskiem, a pamięć o jej ofiarach zadeptać. Kiedyś – kłamstwo katyńskie. Czy dziś do czynienia mamy z kłamstwem smoleńskim?

10 kwietnia 2010 roku przypadał w tygodniu po Zmartwychwstaniu Pańskim. To najważniejsze z perspektywy chrześcijaństwa wydarzenie dawało wtedy niezwykłą nadzieję i ukojenie w bólu. „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy…”.

Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy narodową Mszę żałobną za ofiary katastrofy na Placu Piłsudskiego rozpoczęła pieśń „Otrzyjcie już łzy płaczący”. Chwili, kiedy wbrew wezwaniu z pieśni łzy ciekły największymi strumieniami.

Tamten tydzień, tuż po świętach Zmartwychwstania Pańskiego dawał ogromną nadzieję. Oto, „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” pociesza płaczących. Pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej przypadła w Wielkim Poście. Ale znów, chrześcijańska perspektywa patrzenia na świat przychodzi z pomocą w przeżywaniu smutku.

W dzisiejszej Ewangelii Marta, siostra Łazarza wyrzuca Jezusowi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Zrozpaczona kobieta, jest przekonana, że ta śmierć nie musiała się wydarzyć, że gdyby Jezus przyszedł do nich wcześniej…

Mistrz z Nazaretu odpowiada Marcie, że jej brat zmartwychwstanie. Kobieta wierzy, jest przekonana, że nastąpi to w dniu ostatecznym. Ale Jezus mówi o tu i teraz.

- Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? – pyta Martę.

Przechadzając się dziś po Krakowskim Przedmieściu mocno wierzę, że pamięć po ofiarach tej katastrofy nigdy nie umrze. Bo oni żyją. Żyją w nas. Po śmierci żyją nawet bardziej.

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »