Widok przeraźliwie pustego placu wokół pomnika Poniatowskiego jest po prostu żenujący. Serce ściska na wspomnienie, że jeszcze kilkanaście godzin temu paliło się tu morze zniczy, a posłowie PiS układali dziesiątki kwiatów. Nawet nie pozwolono  tym zniczom się wypalić… Nie stały pod Pałacem nawet jednego dnia…

Jeszcze do niedawna niektórymi wstrząsnął opublikowany przez portal Niezalezna.pl materiał video, na którym widać, jak po marcowym Marszu Pamięci służby porządkowe zbierają znicze, także te niedopalone. Fakt odbił się echem w niektórych mediach, kilkanaście znanych osób wyraziło swoje oburzenie, a władze miasta? Nie wyciągnęły z sytuacji żadnych wniosków, powielając dziś swoje haniebne działanie.

Być może nasze oburzenie było zbyt małe. Może za mało o tym mówiliśmy, pisaliśmy. Niezbyt stanowczo protestowaliśmy. Może wciąż robimy „za mało”. W białym namiocie ustawionym na Krakowskim Przedmieściu jest, w stosunku do wczorajszych tłumów, tylko niewielka garstka ludzi. Ale gdyby nie oni, do czarnych plastikowych worków z pewnością trafiłby też złożony przez Jarosława Kaczyńskiego wieniec i prowizoryczny krzyż.

Na litość boską, czy te znicze komuś przeszkadzały? Najpierw władze miasta odgrodziły Pałac Prezydencki szczelnym kordonem policjantów i zasiekami barierek, skutecznie uniemożliwiając ludziom składanie kwiatów i zniczy. To jednak nie poskutkowało, bo narażając się służbom mundurowym parlamentarzyści PiS przedarli się przez barierki, i przez cały dzień, przez kilkanaście godzin, układali wokół Pomnika Poniatowskiego kwiaty i znicze.

Nie dość, że te symboliczne wyrazy pamięci Polaków były układane w specjalnie wydzielonym miejscu (bo przecież Ratusz „w trosce” o bezpieczeństwo przechodniów odgrodził Pałac barierkami), to dziś, już nawet w tym wyznaczonym miejscu nie może ich być! Ciekawa jestem szczerze, czyjemu bezpieczeństwu tym razem zagrażają? Bo z pewnością nie przechodniów…

Oczywiście, nie jestem zwolenniczką robienia cmentarza z Krakowskiego Przedmieścia, ale do jasnej cholery, znaczna część z tych, którzy powtarzają slogany o "terroryzowaniu" zniczami, jeszcze rok temu sama wystawała kilkunastogodzinne kolejki pod Pałacem i sama te znicze przynosiła. I jakoś wtedy nikomu nie przeszkadzały, mimo, że na tydzień kompletnie „sparaliżowały” Krakowskie Przedmieście, całkowicie wyłączając ulicę z ruchu!

Jakoś wtedy nikt z Ratusza nie troszczył się o „bezpieczeństwo” przechodniów. Nie widziałam tam ani policjantów, ani  strażników miejskich, nikogo. Bo co? Bo wtedy ludzie bardziej przeżywali? Bo nikt nie podejrzewał, że jednocząc się w długich kolejkach na Krakowskim Przedmieściu, zsolidaryzują się także w swoich poglądach? Zobaczą, że myślących niezgodnie z „mediami głównego nurtu” jest więcej, i że mogą coś razem zdziałać? Bo wtedy nikt się ich tak nie bał, jak dziś?

Szkoda, że pani Gronkiewicz-Waltz nie kwapi się, przynajmniej w połowie tak żarliwie jak do sprzątania zniczy, do robienia porządku w innych miejscach stolicy, do budowania mostów, drugiej linii metra... A może, skoro tak jej wspaniale wychodzi sprzątanie pod Pałacem, pośle też swoje służby porządkowe na Powązki i inne warszawskie cmentarze – wypalonych zniczy tam ci pod dostatek, pani prezydentowo!

Możecie sobie zabierać te znicze. A najlepiej, proponuję je wszystkie zebrać i przetopić na pomnik dla pani Gronkiewicz-Waltz w hołdzie za niespotykaną dotąd wśród jakichkolwiek innych władz troskę  o czystość Warszawy.

Te znicze i kwiaty, które zabraliście, to „tylko” zewnętrzne oznaki pamięci o ofiarach katastrofy, tylko symboliczne przedmioty. Pamięć o nich żyje w nas, w środku, a tego nam nigdy nie zabierzecie…

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »