Oglądam zdjęcia i filmiki z dzisiejszego dnia na Krakowskim Przedmieściu i ogarnia mnie pusty, szaleńczy śmiech. Poziom absurdu sięga granic możliwości – Lem i Gombrowicz przy informacjach na gorąco dostarczanych spod Pałacu to przy tym drobnostka.
Równo rok temu, trzynastego kwietnia, do Polski wróciła trumna z ciałem śp. Marii Kaczyńskiej. Mieszkańcy Warszawy spontanicznie, w geście hołdu składanego Pierwszej Damie, na całej trasie przejazdu żałobnego konduktu ułożyli tulipany. Dziś Gazeta Polska i związany z nią portal Niezalezna.pl zaproponował swoim czytelnikom i w ogóle mieszkańcom Warszawy, aby raz jeszcze oddać Kaczyńskiej hołd przynosząc na Krakowskie Przedmieście kwiaty.
Jasne, w wyobraźni już słyszę jak podnoszą larum ci wszyscy, którzy „mają dość terroryzowania ich Smoleńskiem” albo, co nawet jestem w stanie zrozumieć, zwolennicy teorii, że ulica w centrum miasta, to nie cmentarz.
Być może pomysł z przynoszeniem kwiatów nie był do końca trafiony, być może faktycznie – lepiej było je przynieść na cmentarz albo tam, gdzie jest pochowana śp. Maria Kaczyńska (choć dla mieszkańców Warszawy rodziłoby to oczywiste utrudnienia) ale nie tym się chciałam w niniejszym wpisie zająć.
Przyznam, że jestem szczerze urzeczona dbałością Straży Miejskiej o porządek w mieście. Szkoda tylko, że skrupulatność służb mundurowych ogranicza się tylko do jednej ulicy. W całej Warszawie znalazłoby się bowiem setki miejsc, gdzie trzeba by posprzątać przedmioty szalenie bardziej niebezpieczne aniżeli tulipany.
To, co od poniedziałku dzieje się na Krakowskim Przedmieściu zaczyna przypominać zabawę w kotka i myszkę. Solidarni 2010 przynoszą namiot, Straż Miejska go zabiera, Solidarni stawiają kolejny. Straż Miejska każe im go zwinąć, grożąc, że zrobi to sama, ci przenoszą go o kilka centymetrów dalej…
Warszawiacy układają kwiaty wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia, przyjeżdża Straż Miejska, żeby je zabrać, ci, którzy je ułożyli robią to pierwsi, by, gdy strażnicy odjadą, ułożyć je na nowo…
Resztę chyba każdy może dopisać sobie sam, ale przyznaję, nic mnie dawno tak nie ubawiło, jak widok rosłych strażników miejskich chylających się co kilka metrów żeby pozbierać kwiatki… Niestety, to raczej śmiech przez gorzkie łzy...
Bo niby komu one tak zagrażały? I komu przeszkadzały? Rozumiem, że transparenty z oskarżeniami względem rządu mogą być niewygodne i uwierające, ale kwiatki? Na litość boską, przecież choćby ze względów estetycznych one mogły tam zostać –to zwyczajnie ładnie wyglądało!
I przypomnę jeszcze tylko, że po śmierci księżnej Diany londyńczycy długo przynosili kwiaty pod pałac Buckingham i jakoś, mimo szczerej niechęci królowej Elżbiety do zmarłej, nikt ich stamtąd nie zabierał.
Absurdalny argument władz miasta, że Pałac Prezydencki należało w niedzielę zagrodzić barierkami i wyznaczyć specjalne miejsce na znicze ze względu na bezpieczeństwo przechodniów, to jeszcze nic w porównaniu z pacyfikacją śmiertelnie niebezpiecznych tulipanów. Czy Straż Miejska naprawdę nie ma poważniejszych rzeczy do roboty?
Aż strach pomyśleć co będzie jutro…
Marta Brzezińska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
