Kilkanaście godzin dzieli nas od pierwszej rocznicy największej tragedii w historii powojennej Polski. W mediach bez względu na wyznawaną opcję polityczną, powoli zaczynają dominować informacje napływające nie tylko z Polski, ale z każdego miejsca, gdzie są skupiska Polonii, na temat obchodów tej uroczystości.
Od 10 kwietnia i symbolicznej 8:41 dzieli nas jeszcze kilkanaście godzin, ale czuć już narastającą atmosferę napięcia. Emocje wracają. Rodzą się pytania – czy Polaków stać jeszcze na ponowne zjednoczenie jakie nastąpiło wtedy, w pamiętnym tygodniu, w którym życie niejednego z nas zatrzymało się na chwilę na Krakowskim Przedmieściu?
Ale są wśród nas ci, którym nie w smak jest wracanie do tamtej atmosfery. Regularnie słyszę wypowiedzi celebrytów, polityków, a nawet duchownych, którzy nawołują do zakończenia żałoby. Nie tak dawno swój głos w tej sprawie zabrał również metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, mówiąc, że zgodnie z polską i kościelną tradycją po roku od katastrofy kończy się okres żałoby.
Bardzo zdziwiła mnie ta wypowiedź. Wydaje mi się, że wybitny hierarcha powinien wiedzieć, iż w tak delikatnej kwestii, jaką jest żałoba nie można wyznaczyć uniwersalnych ramek, w które wciska się wszystkich żałobników, bez różnicy czy stracili babcię, ciotkę, dziadka, męża, dziecko, czy kogokolwiek jeszcze. Nie można wyznaczyć czasu, po którym nie czuć bólu, po którym pustka po stracie bliskiej osoby przestaje doskwierać.
Zawsze byłam przekonana, że żałoba jest czymś szalenie delikatnym i jednocześnie ogromnie indywidulnym – chyba nie muszę nikogo przekonywać, że każdy człowiek będzie potrzebował właściwej tylko sobie ilości czasu na pogodzenie się ze stratą bliskiej osoby.
Jeśli zaś chodzi o sprawę żałoby po katastrofie smoleńskiej mamy do czynienia z zadziwiającą tendencją – oto do zakończenia tej żałoby nawołują ci wszyscy, którzy tak naprawdę guzik do niej mają. To nie celebryci, nie politycy i nawet nie duchowni musieli pogodzić się z tragicznymi skutkami lotu do Smoleńska, to nie oni przeżywali tą żałobę, także więc nie w ich kompetencjach leży jej kończenie. Powiem więcej, nie mają oni żadnego prawa do nakazywania tego komukolwiek.
Że to niby w trosce o zmęczony żałobniczą atmosferą naród? Doprawdy? Jestem częścią tego narodu, niewielką, ale częścią i muszę przyznać, że jakoś ani razu nie odczułam, aby „żałobnicza atmosfera” nie pozwoliła mi wieść normalnego życia, czy zaburzyła jakikolwiek jego porządek. Uczę się, pracuję, spotykam z przyjaciółmi, nikt mnie nie karze, za to, że się bawię czy uśmiecham. Mówienie o jakiejś dominującej nad Polską atmosferze żałoby jest jakimś medialnym sloganem, pustym hasłem, co nie ma najmniejszego pokrycia w rzeczywistości.
Oczywiście, przeżyjemy teraz wzmożone zainteresowanie mediów katastrofą smoleńską. Dodatkowo podsycają je spory dotyczące przebiegu tej uroczystości. Jedni wołają o koniec żałoby, inni krzyczą o pamięć. Ale czy ktoś, ktokolwiek, w tym całym szumie myśli o rodzinach ofiar katastrofy? W tłumie dziennikarzy, gapiów, i wszystkich innych zainteresowanych ci ludzie są samotni i opuszczeni, bo pustki po stracie ukochanej osoby nic ani nikt nie jest w stanie zapełnić.
Dziennikarze, jeden za drugim powtarzają slogan o zmęczeniu żałobą, ale od 10 kwietnia 2010 roku aż do dziś nie było chyba dnia, w którym w mediach nie ukazałaby się choć jedna informacja dotycząca katastrofy smoleńskiej. I zasmucę was wszyscy umęczeni żałobą – pewnie jeszcze nie raz o Smoleńsku usłyszycie, a tym więcej będziecie słyszeć, im bardziej zaniedbywana będzie kwestia wyjaśnienia tej tragedii. Ale to już oddzielna sprawa.
Adam Michnik powiedział kiedyś „Odpieprzcie się od generała”. W przededniu rocznicy katastrofy chyba trzeba powiedzieć: „Odpieprzcie się od rodzin ofiar tragedii i dajcie im żyć. Żyć, to znaczy także przeżyć żałobę”…
Marta Brzezińska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
