Najbardziej uciśniona grupa mniejszościowa w Polsce, która jest tak dyskryminowana, że może sobie bez najmniejszego problemu rok w rok paraliżować centrum stolicy swoim absurdalnym pochodem, który przechodzi pod eskortą uzbrojonych po zęby policjantów, poskarżyła się (zresztą nie pierwszy raz) do Unii Europejskiej.
W dzisiejszej „Rzeczpospolitej” znajdziemy informację, że wybawca uciśnionych – Kampania Przeciw Homofobii – złożyła skargę do Komisji ds. Petycji Parlamentu Europejskiego. Po raz kolejny powraca kwestia polskich urzędów, które – mimo zapewnień Ireny Lipowicz i szefa MSWiA Jerzego Millera – wciąż nie wydają zaświadczenia o stanie cywilnym interesantom, które chcą wejść w związek małżeński z osobą tej samej płci.
Przyczyna jest zupełnie prosta – polskie prawo nie uznaje małżeństw homoseksualnych. Homoseksualiści, którzy w związku z tym, nie mogą zawrzeć takiego małżeństwa w Polsce, skarżą się, że w 16 innych krajach UE jest to możliwe. A brak zaświadczenia z urzędu nie pozwala im z tego prawa skorzystać i „uszczęśliwić się” za granicą. Warto jednak wspomnieć, że taki papierek wcale nie jest jednoznaczny z uznaniem zawartych za granicą małżeństw homoseksualnych w Polsce. A więc, w gruncie rzeczy ze strony gejowskich aktywistów, to taka bardziej walka dla samej walki, co zauważa też Konrad Szymański. - Urzędnicy odmawiają udziału w procederze, którego finałem jest zawarcie związku nieuznawanego przez polskie prawo – mówi w rozmowie z „Rz” eurodeputowany PiS.
W świetle tego, że świstek papieru, o który regularną wojną podjazdową prowadzi KPH, a który nie daje żadnych wymiernych korzyści (chyba, że gejowskie małżeństwo zostanie w kraju, w którym je zawarło), nieco dziwi ta zawziętość homoseksualnych aktywistów. Rodzi się bowiem wątpliwość, czy to dążenie nie jest po prostu elementem szerszej kampanii, której finiszem miałaby być legalizacja homo-małżeństw w Polsce. Bo przecież musimy nadążać za Zachodem i jego postępowością...
Nie musimy! Sztuką nie jest ślepe kopiowanie wzorców z bardziej „cywilizowanych” krajów, niż nasz. Prawdziwą odwagą jest powiedzenie „nie”, kiedy wszyscy wokół bezmyślnie klepią „tak”. Przykład dali nam wczoraj Serbowie, który zakazali przejścia ulicami Belgradu gejowskiej parady. Co więcej, szef MSW i wicepremier Serbii Ivica Daczić powiedział, że wyprasza sobie wtrącanie się Unii Europejskiej w wewnętrzne sprawy jego kraju.
Nadszedł czas, żeby wzorem Serbów, pokazać Unii figę z makiem.
Marta Brzezińska

