Brytyjscy ministrowie opracowują projekt ustawy, która zmieni prawną definicję małżeństwa.  Warto przypomnieć, że obecnie w Wielkiej Brytanii rządzi „prawica”. Zamiast "męża" i "żony" pojawią się określenia "strony małżeństwa". Przeciwnicy projektu ostrzegają, że doprowadzi on do wojny instytucji państwowych z rodzicami, którzy nie zaakceptują skandalicznych wymogów edukacyjnych, przewidujących nauczanie nawet pięciolatków na temat "doniosłości" homo-małżeństw. Rząd zapowiedział, że w przyszłym miesiącu opublikuje wyniki konsultacji społecznych w tej sprawie. W dalszej kolejności zaproponuje projekt zmiany definicji małżeństwa, polegający na zrównaniu związków homoseksualnych z heteroseksualnymi pod każdym względem.



Brytyjscy ministrowie twierdzą, że wspólnoty religijne nie będą zmuszane do przeprowadzania ceremonii ślubnych "homo-małżeństw". Jednak pewne jest, że prawa do odmowy nauczania dzieci w szkołach podstawowych "o doniosłości" "homo-małżeństw" nie będą mieli nauczyciele. Ustawa o szkolnictwie z 1996 r. wyraźnie stanowi, iż nauczyciele muszą uczyć dzieci o "znaczeniu małżeństwa". Jeśli definicja małżeństwa zostanie zmieniona, szkoły nie będą miały wyboru. Będą musiały nauczać dzieci, nawet pięciolatków, na temat doniosłości małżeństw osób tej samej płci” - ostrzega Peter Bone, torys z okręgu Wellingborough. Parlamentarzysta stwierdził, że rodzice, którzy sprzeciwią się takiemu nauczaniu, będą traktowani jak "bigoci”. Zaś nauczyciele, odmawiający nauczania na ten temat, muszą liczyć się z postępowaniem dyscyplinarnym. Przeciwnicy zmian, wśród których są biskupi, zebrali 36 tys. podpisów pod petycją przeciwko proponowanym zmianom. Jednak minister ds. równości Lynne Featherston groziła, że nie zezwoli na to, aby wspólnoty i inne instytucje religijne dyktowały, kto może zawierać związki małżeńskie. „To nie jest walka pomiędzy prawami homoseksualistów a przekonaniami religijnymi. Tu chodzi o zasady, definiujące rodzinę, społeczeństwo i wolności osobiste” - przekonywała.

 

Ł.A/Express.co.uk/PiotrSkarga.pl