- Patrząc na ubranka dla dzieci sprzedawane przez Sainsbury's, czuję się, jakbym się cofnęła w czasie do lat 50. -powiedziała "Rzeczpospolitej", Lucy Lawrence rzeczniczka Pink Stinks. Działaczkom organizacji Pink Stinks (Różowy śmierdzi) założonej przez dwie siostry z Londynu, nie spodobało się, że sieć handlowa Sainsbury's sprzedawane przez siebie dziecięce stroje etykietuje jako "dla chłopców" lub "dla dziewczynek". Feministki rozjuszyło szczególnie to, że np. strój pilota czy żołnierza został "dedykowany" chłopcom natomiast przebranie pielęgniarki i stewardesy, dziewczynkom.

Na stronię internetowej "Pink Stinks" możemy przeczytać, że "organizacja i jej kampanie są dla i w imieniu rodziców oraz ich dzieci" a celem jest m.in. "inspirowanie, motywowanie i zarażenie entuzjazmem dziewczynek" czy "walka z kulturą różu, który przedkłada urodę ponad mądrość".

- Zabawki dla chłopców rozwijają wyobraźnię i budzą zainteresowanie nauką, podróżami, uczą gry w zespole. Dziewczynki zachęca się przede wszystkim do tego, by odgrywały role pięknych księżniczek, których jedyną ambicją jest poślubienie księcia – grzmią brytyjskie feministki.

W liście wysłanym do dyrekcji trzeciej pod względem wielkości sieci handlowej, działaczki feministyczne, oskarżyły firmę o narzucanie ról społecznych, które jakoby „dyskryminują dzieci i pokazują, że mogą osiągnąć tylko to, na co pozwala im płeć”.

-Kiedy się posadzi grupę trzyletnich dzieci w sali pełnej zabawek, dziewczynki automatycznie wybiorą te wywołujące odruchy opiekuńcze, a chłopcy techniczne- powiedziała „Rzeczpospolitej” Dawn Burden, psycholog dziecięca zarazem właścicielka sklepu z zabawkami - Psychika dziewczynek jest inna od psychiki chłopców. U każdej z płci dominują inne zdolności. Rozmywanie tej różnicy na siłę jest porównywalne z gwałtem - ostrzega psycholog.

–Jako dziecko uwielbiałam różowy. Dziś go nie cierpię. I co z tego? Feministki powinny się zająć ważniejszymi sprawami niż kolor zabawek - konkluduje Burden.

Firma ugięła się pod presją feministek.- Sugestie, że pewne profesje są zarezerwowane tylko dla jednej płci są nie do zaakceptowania. Odpowiedział aktywistkom, szef działu obsługi klienta Sainsbury's, Gwyn Burr. Dodał też, że stroję będą teraz znaczone jako „non-gender”.

Ciekawe jak feministki z Pink Stinks, zareagowałyby na "cipkowe warsztaty" które zamierzają zorganizować ich koleżanki z Polski. Czy to nie jest redukowanie kobiety jedynie do roli "narządu kopulacyjnego" a strywializowanie i zwulgaryzwonie kobiecego ciała nie jest przejawem "narzucania ról społecznych" ?

 

kk/Rp.pl/mojawyspa.co.uk/pinkstinks.co.uk

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »