- To zastanawiające, że politycy wciąż naciskają na promowanie pigułek "dzień po" („morning-after-pill” - MAP) wśród młodzieży, zaś nic nie robią w kierunku tego by zmniejszyć liczbę ciąż wśród nastolatek – ubolewa prof. David Paton z Nottingham University Business School. W rzeczywistości, rządowy projekt pogarsza tylko sytuację, czego efektem jest wzrost chorób przenoszonych drogą płciową wśród nastolatek.
Prof. Paton jest współautorem opublikowanej w Journal of Health Economics pracy, która dowodzi związku pomiędzy promowaniem rządowego programu a wzrostem zachorowań na choroby weneryczne wśród nastolatków. W ramach program pigułki "dzień po" nazywane są, mimo udowodnionego działania aborcyjnego, „antykoncepcją awaryjną” i oferowane nastolatkom już od 16. roku życia, często bez wiedzy i zgody ich rodziców.
W opracowaniu zestawiono ze sobą wyniki badań przeprowadzonych w dwóch środowiskach – tam, gdzie promowano „antykoncepcję awaryjną” i udostępniano pigułki nastolatkom z tym, gdzie programu jeszcze nie wprowadzono. Liczba ciąż wśród nastolatek pozostawała na takim samym poziome w obu, zaś liczba chorób przenoszonych drogą płciową wzrosła aż o 12 proc. tam, gdzie pigułki były powszechnie dostępne.
Prof. Paton dodaje, że wyniki wszystkich badań, jakie przeprowadzono na temat programu promowania MAP są „niezwykle spójne”. - Wszystkie opublikowane dokumenty dowodzą, że program wcale nie redukuje liczby ciąż nastolatek – podkreśla naukowiec.
Twierdzenia, że edukacja seksualna i dostęp do antykoncepcji pozytywnie wpłynie na zmniejszenie liczby ciąż wśród nastolatek były już podważane, choćby ze względu na to, że w tym samym czasie odsetek ciąż kończących się aborcją oscylował wokół 49 proc.
Prof. Paton zapytany o alternatywę dla rządowego programu, odpowiada, że „ważniejsze jest to, aby ustalić co nie funkcjonuje, i zaprzestać robienia tego”, ponieważ takie działania mogą tylko pogarszać sytuację.
eMBe/LifeSiteNews.com
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

