W ubiegłym tygodniu spotkało się 120 przedstawicieli parlamentarnych, niepełniących funkcji w rządzie, by obradować nad przyszłością Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Są oni coraz bardziej rozgoryczeni z tego powodu, iż premier Cameron nie wydaje żadnych zarządzeń o ponownym przekazaniu kompetencji z Brukseli do Londynu.

Brytyjscy konserwatyści  od kilku lat wysyła do unijnych decydentów sygnały o niezadowoleniu znacznej części społeczeństwa i elit Wielkiej Brytanii z sytuacji w Europie. Po wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. konserwatyści brytyjscy wraz z czeskim politykami  ODS i polskimi z PiS-u stworzyli Grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, która coraz częściej staje w opozycji do projektów forsowanych przez główne, pro-europejskie frakcje.

 

Niemiecki portal Welt.de informuje nawet o tym, że ze strony Torysów rośnie nacisk na szefa rządu Davida Camerona, by ten zarządził referendum, w którym naród wypowiedziałby się o ewentualnym wyjściu z Unii. "Bruksela stała się uciążliwym jarzmem i paskudzi brytyjską niepodległość - napisał wpływowy torysowski przedstawiciel Mark Pritchard w artykule dla gazety „Daily Telegraph”. - Wielu Brytyjczyków odczuwa UE jako mocarstwo okupacyjne, które ogranicza wolność, podnosi podatki i osłabia tutejszą kulturę. Dlatego mieszkańcy wyspy powinni w głosowaniu powszechnym zadecydować o tym, czy ich kraj nie powinien zrezygnować z członkostwa"- czytamy.

 

Ł.A/PiotrSkarga.pl