Obrońcy życia ostrzegają, że taka naprawdę nie jest to żadna "liberalizacja wytycznych" tylko swoista legalizacja eutanazji. Nowe przepisy powodują, że krewni chorego, którzy pomagają mu umrzeć, nie są już karani. Przestępstwem jest tylko czerpanie korzyści ze śmierci chorego, albo pozbawienie go życia wbrew jego woli.

- Wytyczne są nie fair. Dyskryminują ludzi cierpiących, którzy zasługują na taką samą ochronę życia jak zdrowi. Nie można czegoś takiego wprowadzić w cywilizowanym społeczeństwie – napisała Alison Davis we wniosku do Sądu Najwyższego.

Kobieta twierdzi, że szef Sądu Najwyższego jest stronniczy i działa z pobudek ideologicznych. - Mam wielką sympatię dla każdego, kto cierpiąc na straszliwą chorobę, decyduje się na zakończenie życia w szybszy sposób, aby zaoszczędzić bólu sobie i bliskim – przywołuje słowa Phillipsa z rozmowy z dziennikiem "The Daily Telegraph".

Brytyjka jeździ na wózku inwalidzkim. Długo nie mogła sobie poradzić z cierpieniem. Połykała całe pudełka środków nasennych, popijając martini. Kilka razy podcinała sobie żyły. Zawsze jednak zdołano ją uratować. - Gdybym wtedy umarła, straciłabym najlepsze lata mojego życia – mówi Davis, która dziś pomaga niepełnosprawnym dzieciom w Indiach.

Tamtejsze prawo za pomoc w samobójstwie przewiduje do 14 lat więzienia. Dawna jednak nikogo nie skazano. Zwolennicy odbierania sobie życia coraz częściej wyjeżdżają do Szwajcarii, do kliniki eutanazyjnej "Dignitas". Według "Daily Telegraph" z jej usług skorzystało 100 osób z Wielkiej Brytanii. A na swoją kolei czeka 7 razy tyle.

 

mm/Rp.pl/Telegraph.co.uk

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »