– To, co teraz się dzieje, to nie jest zagrożenie suwerenności, z jakim mieliśmy do czynienia w XX wieku, gdy nas podbijało jakieś państwo i narzucało swój porządek. Mamy do czynienia z pewnym sporem z jakimś organizmem międzynarodowym o zakres suwerenności – powiedział w programie „Bez retuszu” w TVP Info politolog, prof. Antoni Dudek. Goście Marka Czyża rozmawiali o polskiej suwerenności, przy okazji sporu naszego kraju z Komisją Europejską.
Sejm przyjął w piątek uchwałę ws. obrony suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej i praw Polaków. Wzywa w niej rząd do „przeciwstawienia się wszelkim działaniom przeciwko suwerenności”. – Polska jest państwem suwerennym, a wy o tym zapominacie – mówiła wcześniej do opozycji premier Beata Szydło, przedstawiając informację rządu ws. komunikatu Komisji Europejskiej o sytuacji w Polsce. Opinię KE mamy poznać w poniedziałek.
Według prof. Antoniego Dudka nie można dziś mówić o zagrożeniach suwerenności, z jakimi mieliśmy do czynienia w XX wieku. Dziś spór dotyczy zakresu suwerenności w ramach ciała międzynarodowego. – To taka sytuacja, gdy państwo, które jest członkiem Unii Europejskiej, zdecyduje się oddać część swojej suwerenności władzom w Brukseli. Tylko jest pytanie o zakres tej suwerenności – podkreślił.
I dodał, że problem tkwi tu w interpretacji przepisów. – Tak jak w sporze o Trybunał Konstytucyjny, część prawników podkreśla, że procedura, którą Komisja Europejska wszczęła wobec Polski, nie ma oparcia w traktatach. I chyba tak jest – dowodził.
Prof. Dudek przekonywał też, że są kraje w UE, gdzie nie ma stricte sądu konstytucyjnego, jak np. Wielka Brytania, i mimo to są one członkami Wspólnoty. – W żadnym traktacie, wedle mojej wiedzy, nie jest opisane, jak ma funkcjonować sąd konstytucyjny w państwie członkowskim – dodał.
I zauważył, że tarcia między Warszawą i Brukselą są nieuniknione. – To jest sytuacja, gdy mamy dwa ośrodki władzy: jeden krajowy w Warszawie i drugi unijny w Brukseli. A gdy mamy dwa ośrodki, to one się usiłują wzajemnie zdominować – opisał.
Z kolei dyrektor TVP Historia, publicysta Piotr Gursztyn dowodził, że w tym sporze nie powinno się używać osi „my” - „oni”. – Jesteśmy częścią Unii Europejskiej i też mamy prawo do decydowania – mówił. – Komisja Europejska składa się z polityków. I widać w tym przypadku, że oni grają nieczysto. Nie mówię, że tam są diabły, a tu anioły, ale tam są tacy sami politycy, jak tutaj – wskazywał.
Podkreślił przy tym, że samo pojęcie „suwerenności” to nie jest stan, a proces. – Który co jakiś czas jest negocjowany. To nie jest zresztą tylko polski przypadek. Grecy negocjowali swoją suwerenność gospodarczą, Maltańczycy mieli problem z osadzeniem na stanowisku komisarza swojego kandydata. Nawet najmniejszy kraj unijny musi negocjować – dowodził.
Nieco inne zdanie miał Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”. – Ja bym nie nazwał tego negocjowaniem suwerenności – rozpoczął. – UE jest stowarzyszeniem suwerennych państw. Jest pytanie, jaka część z tych kompetencji państwa narodowego zostanie odstąpiona Unii. Wskutek Traktatu Lizbońskiego np. wszystkie państwa zgodziły się, żeby najważniejsze decyzje były podejmowane większością głosów, żeby znieść prawo weta – przypomniał.
Publicysta przekonywał, że polska suwerenność jest dziś zagrożona z dwóch powodów: po pierwsze przez bezprawne rozszerzanie kompetencji przez KE, a po drugie przez narzucanie kwot migrantów.
– Suwerenność nigdy nie była zagrożona – wskazywał z kolei publicysta „Liberte!” Marcin Wojciechowski. – Podstawowe słowo tutaj to dobrowolność. Nikt nam do UE nie kazał wchodzić, sami się zdecydowaliśmy. Polska podpisała Traktat Lizboński. Jeśli się do czegoś zobowiązaliśmy, to przestrzegajmy tego – apelował. – Jeśli nie chcemy przestrzegać zasad klubu, do którego sami wstąpiliśmy, to możemy zawsze z tego klubu wyjść – dodał.
Podobnie wyraził się Rafał Woś, publicysta, „Polityki”. – Są dwa punkty, które uzasadniają zainteresowanie Komisji Europejskiej Polską. Pierwszy to taki, że polska klasa polityczna nie potrafi od pół roku poradzić sobie z poważnym kryzysem ustrojowym. To jest niepokojące i złe. W każdym kraju Unii Europejskiej, gdyby doszło do sytuacji, że grozi tam „dwuprawo”, zainteresowanie KE byłoby uzasadnione – podkreślił.
– A punkt drugi jest taki, że oczywiście kraje UE negocjują swoją suwerenność, ale np. Grecja miała wtedy plan, do czego dąży. W Polsce tego nie widzę – zakończył.
bjad/TVP Info
